Nietypowe plany jednego z najmniejszych lotnisk w Polsce. Do portu Olsztyn-Mazury będą przylatywać samoloty z całego świata. Jednak nie po to, by zabierać pasażerów. Olsztyn stanie się ich ostatnim przystankiem przed końcem żywota.
Na Mazurach powstanie Flight Eco Center. Złośliwi nazwą to miejsce cmentarzyskiem samolotów, jednak projekt - współfinansowany przez Unię Europejską - polega na stworzeniu centrum demontażu starych maszyn i odzysku materiałów. Chodzi o maszyny do kodu C, czyli np. Boeingi 737. Według założeń aż 90 proc. surowców z samolotów ma wrócić do obiegu gospodarczego.
Olsztyn-Mazury lotniskiem ostatniej drogi
Na dzień przed końcem roku (30 grudnia) podpisano umowę między spółką Warmia i Mazury, zarządzającą lotniskiem, a województwem w sprawie dofinansowania. Już wcześniej porozumiano się z partnerem AMS Poland Sp. z o.o. z grupy Poente Technical.
– To moment, w którym regionalne lotnisko przestaje być jedynie elementem infrastruktury transportowej, a staje się platformą rozwoju nowej gałęzi gospodarki. Chcemy, aby Warmia i Mazury były kojarzone z nowoczesnym lotnictwem, technologią i odpowiedzialnym podejściem do środowiska - podkreślał Wiktor Wójcik, prezes spółki Warmia i Mazury.
Zgodnie z założeniami, za ponad 100 mln zł (w tym 47 mln zł z UE) powstanie nowy hangar, w którym „rozbierane” będą samoloty. Następnie części, które można wykorzystać (m.in. stal, elektronika, aluminium, metale szlachetne) będą sprzedawane, a pozostałe zostaną zutylizowane. Za cały proces odpowiadać będzie AMS, lotnisko zbuduje infrastrukturę, a następnie będzie dzierżawić hangar za niecałe 200 tys. zł miesięcznie.
Nowy biznes powinien ruszyć w przyszłym roku. Przy rozbiórce samolotów pracować ma około 150 osób.
Jak będzie wyglądać miejsce rozbiórki samolotów?
Jak ustalił „Forsal” teren inwestycji zajmie przeszło osiem hektarów. Mimo, że będą tu przechowywane materiały szkodliwe (oleje, smary i chemikalia) miejscowy organ wydał decyzję środowiskową bez potrzeby przygotowania całościowego raportu.
W dokumentach czytamy, że według założeń spółki, w pierwszych latach demontowane będą cztery samoloty rocznie. W późniejszym etapie moce przerobowe wzrosną do 8-10 samolotów w ciągu dwunastu miesięcy.
Główne działania toczyć się będą w parterowej hali o powierzchni ok. 15 tys. mkw. Przed nią znajdzie się stanowisko do testowania silników, które - ze względów środowiskowych - zostanie wyposażone w pochłaniacz hałasu. W przypadku mniejszej ilości operacji lotniczych, stanowisko to zajmie część nieużywanej drogi kołowania.
Kolejnym elementem Centrum Recyklingu Statków Powietrznych będzie stanowisko lakiernicze oraz kotłownia olejowa o mocy 600 kW z trzema podziemnymi zbiornikami na olej oraz dodatkowym naziemnym do magazynowania paliwa lotniczego usuniętego z samolotów.
To pomysł na rentowność lotniska?
„Flight Eco Center ma wypełnić lukę coraz mocniej odczuwalną w Europie – brak zaawansowanych, certyfikowanych centrów recyklingu statków powietrznych działających w oparciu o zasady gospodarki obiegu zamkniętego” – czytamy w komunikacie prasowym lotniska.
Spółka zarządzająca lotniskiem zapewnia, że do inwestycji przygotowywała się kilka lat. Jednak faktyczną przyczyną są problemy z rentownością. Port Olszyn-Mazury od lat przynosi starty. Rok 2023 zakończył ze stratą 19 mln zł, a następny – 17 mln. Dane za ostatnie miesiące nie są znane, jednak biorąc pod uwagę podobny ruch pasażerski (90 tys. pasażerów) należy spodziewać się podobnego wyniku.
Według założeń spółki w 2035 roku wzrośnie z ok. 3,5 tys. do 17 tys. operacji rocznie. Oznacza to pięciokrotny wzrost. Zakładając, że poziom zapełnienia statków powietrznych będzie porównywalny, za dziesięć lat z lotniska skorzystać może 450 tys. pasażerów. O ile prognozy się sprawdzą. Jednak nawet z takim wzrostem Olszyn-Mazury będzie jednym z najmniejszych lotnisk w Polsce.