Z powodu tego lotniska całe Niemcy, nie tylko Berlin, stały się pośmiewiskiem – przyznał na konferencji przed otwarciem portu Berlin Brandenburg jego szef Engelbert Lütke Daldrup.

W najbliższą sobotę (31 października) port wreszcie przyjmie podróżnych. Tego dnia obsłuży tylko samoloty, które przylecą do stolicy Niemiec. Dzień później odprawieni zostaną wylatujący. Otwarcie Berlin Brandenburg oznacza niemal jednoczesne zamknięcie lotniska Berlin Tegel. Ostatni pasażerowie mają z niego skorzystać 7 listopada, w przeddzień rocznicy zburzenia muru berlińskiego. Tym samym skończy się blisko 70-letnia historia portu, którego początek wiąże się z radziecką blokadą Berlina po II wojnie światowej. Po rozbudowie w połowie lat 70. było to najważniejsze lotnisko Berlina Zachodniego, a od lat 90. główny port stolicy zjednoczonych Niemiec. Ale w ostatnich latach uznawano je za najmniej funkcjonalne i najgorsze w Europie. A to przez to, że od dekady nie opłacało się go modernizować.

Władze Berlina, landu Brandenburgii i rząd federalny decyzję o budowie Berlin Brandenburg podjęły w 1996 r. Roboty rozpoczęły się dekadę później – i według pierwotnych planów miały kosztować 2 mld euro. Ostatecznie otwarcie portu opóźniło się aż o dziewięć lat, a koszty wzrosły o blisko 5 mld euro.

Budowa od nowa

Już w 2011 r. Berlin Brandenburg wyglądał na praktycznie gotowy. Do wielkiego szklanego terminalu zaproszono dziennikarzy, a inwestorzy zarzekali się, że port zostanie otwarty za kilka miesięcy. Co się stało, że port był zamknięty jeszcze prawie dziesięć lat?

Inwestycję pogrążyły wady skomplikowanego systemu przeciwpożarowego oraz oddymiania. Okazało się, że instalacji, która składa się m.in. z 80 tys. tryskaczy, nie da się łatwo naprawić. Nadzór budowlany uznał więc, że trzeba ją zbudować od nowa.

Cały artykuł przeczytasz w Magazynie Dziennika Gazety Prawnej i na e-DGP