Prezes LOT przyznał w rozmowie z dziennikarzami w Dubaju, przy okazji EXPO 2020, że spółka poniosła duże straty jeśli chodzi o uziemienie samolotów Boeing 737 MAX.

"Prowadzimy rozmowy i prowadziliśmy rozmowy z koncernem Boeing. Na razie te rozmowy nie przyniosły spodziewanych rezultatów, w związku z tym będziemy korzystać z przysługujących rozwiązań, żeby odszkodowanie uzyskać" – powiedział Milczarski.

Reklama

W jego ocenie, nie ma wątpliwości co do tego, że strony będą szukać porozumienia. "Myślę, że rozwiązanie znajdziemy" - powiedział i zastrzegł, że nie będzie zdradzał szczegółów tych rozmów. "My nie odpuścimy i nie możemy odpuścić niczego, co firma Boeing jest nam winna. Jest to zupełnie naturalna rzecz i będziemy z tego typu roszczeniami do Boeinga występować" - zapowiedział.

Zdaniem Milczarskiego, Boeing miał wiele lepszych lat w swojej historii niż obecnie. "To dla nich też są bardzo trudne decyzje" – dodał.

Samoloty Boeing 737 MAX zostały uziemione przez EASA 12 marca 2019 r., po dwóch wypadkach tych maszyn - w Indonezji w październiku 2018 r. i w Etiopii w marcu 2019 r., w których łącznie zginęło 346 ludzi.

Przyczyną tych tragicznych zdarzeń było oprogramowanie MCAS (Maneuvering Characteristics Augmentation System), które miało ułatwić obsługę samolotu. Jednak MCAS, kierowany tylko przez jeden czujnik kąta natarcia (Angle of Attack – AoA sensor), stale włączał się, tak jakby czujnik źle działał, pchając nos samolotu wielokrotnie w dół i ostatecznie uniemożliwiając kontrolę nad nim.

W marcu tego roku Boeing 737 MAX w barwach PLL LOT, po ponad dwuletniej przerwie, poleciał w pierwszy rejs pasażerski z Warszawy do Oslo, inaugurując powrót do lotów realizowanych tego typu maszynami.

PLL LOT ma pięć samolotów tego typu; każdy z nich może zabrać na pokład do 186 pasażerów. Przewoźnik zapewniał wówczas, że przed rejsem z pasażerami każda z maszyn przeszła wymagane przez regulatora lotniczego EASA (Agencja Unii Europejskiej ds. Bezpieczeństwa Lotniczego - PAP) modyfikacje.