– Obecnie w szpitalu mamy mężczyznę, który ma zaburzenia układu nerwowego. To już bardzo zaawansowana postać kiły, do której nie powinno dojść. Takich przypadków mamy o wiele więcej –mówi dr Beata Młynarczyk-Bonikowska z warszawskiego Zakładu Diagnostyki Chorób Przenoszonych Drogą Płciową.

Zmianę zauważa również dr n. med. Marianna Sokołowska, p.o. dyrektor białostockiego Ośrodka Diagnostyczno-Badawczego Chorób Przenoszonych Drogą Płciową, drugiego kluczowego ośrodka zajmującego się analizą danych dotyczących chorób wenerycznych.

– Z każdym rokiem przypadków diagnozujemy więcej. 2016 utrzymał się w trendzie – podkreśla.

Skala zjawiska może być dużo większa, niż wynika z danych PZH. Choroba należy do wstydliwych. Powszechne jest leczenie się na własną rękę. W internecie bez problemu można trafić na ogłoszenie sprzedaży leków na syfilis. Brakuje również odpowiedniej diagnostyki.

– Często ginekolog przepisuje antybiotyk, nie sprawdzając, jaki jest prawdziwy powód. W efekcie trudniej jest prowadzić leczenie. Bakterie się uodparniają – dodaje prof. Rafał Gierczyński z Państwowego Zakładu Higieny.

Tym, co najbardziej niepokoi lekarzy, są dane dotyczące dzieci z wrodzoną kiłą. W zeszłym roku na świat przyszło szesnaścioro noworodków z syfilisem. O cztery więcej niż w 2015 r.

– To wysoki wynik, który jest dowodem na to, jak problem jest poważny, a zagrożenie chorobą lekceważone. Takich sytuacji w obecnych czasach w ogóle nie powinno być. Choroba jest w pełni uleczalna. Wystarczy podać antybiotyk na odpowiednim etapie – mówi prof. Andrzej Kaszuba, krajowy konsultant do spraw dermatologii i wenerologii.

Tymczasem jeśli rodzi się dziecko z kiłą, to oznacza, że został złamany obowiązek wykonania badań w ciąży.

– Ginekolodzy powinni je zlecać dwukrotnie, w pierwszym trymestrze i pod koniec ciąży – podkreśla Beata Młynarczyk.

Sam chory nieprędko orientuje się, że został zarażony i choruje na kiłę. W pierwszym stadium łatwo pomylić ją ze zwykłą alergią. Objawia się wysypką i grudkami. Nieleczona kiła sieje jednak spustoszenie w układzie nerwowym. Prowadzi też do zapalenia opon mózgowych i zaburzeń psychicznych.

Problem jest bagatelizowany nie tylko przez pacjentów. W pewnym momencie (w latach 90.) zaprzestano nawet dokładnego zbierania danych na temat kiły. – Wcześniej dane były zbierane przy niektórych zawodach w ramach medycyny pracy – podkreśla prof. Rafał Gierczyński.

Skąd wzrost zachorowania na kiłę? – Choroby przenoszone drogą płciową dla młodych nie stanowią – w ich mniemaniu – zagrożenia, a na lekcjach nikt im o tym nie opowiada – mówi Magdalena Ankiersztejn-Bartczak, prezes Fundacji Edukacji Społecznej. – Dla porównania w Wielkiej Brytanii (w której syfilis dotyka nawet siedem osób na 100 tys.) są prowadzone lekcje czy też programy telewizyjne uświadamiające, jakim zagrożeniem jest ta choroba. – Zmalały też środki na profilaktykę HIV/AIDS, przy okazji której była mowa o innych chorobach przenoszonych drogą płciową.

Według PZH od stycznia do października 2016 r. wirusem HIV zaraziło się 1459 osób. W całym 2015 r. było 1295. W ciągu ostatnich pięciu lat wzrost zakażonych od stycznia do października nastąpił o 41,7 proc., a na przestrzeni dekady o 67,9 proc.

Z badań prowadzonych przez prof. Michała Czerwińskiego dotyczących chlamydii, która również należy do grupy chorób przenoszonych drogą płciową (do tego w ostatnim roku liczba przypadków wzrosła o 12 do 232), wynikało, że problem zachorowania dotyczy nawet 20 procent nastolatków z badanej przez niego grupy.

– Młodzi ludzie nie używają prezerwatyw, popularne są środki antykoncepcyjne, które owszem zapobiegają niechcianej ciąży, ale już przed chorobami nie chronią – mówi prof. Andrzej Kaszuba. Dodaje, że zanim młoda osoba zwiąże się na stałe z partnerem, ma więcej przygodnych związków niż jeszcze kilkanaście lat temu.

>>> Wytchnienie dla zmęczonych rodziców. Bezrobotni pomogą w opiece nad dziećmi. Więcej na ten temat tutaj >>>