Odkąd Wielka Brytania w ubiegłym roku zdecydowała, że opuści Unię Europejską, ekonomiści wieszczyli, że fakt ten w nieunikniony sposób zaciąży na gospodarce. Jak dotąd jednak brytyjska gospodarka opierała się złym prognozom, rosnąc o 1,8 proc. w 2016 roku. Jednym z głównym powodów tej odporności była konsumpcja.

Pojawiły się jednak sygnały, że konsumentom będzie coraz trudniej napędzać wzrost. Powód? Wyhamowanie wzrostu wynagrodzeń w połączeniu z rosnącą inflacją zaczęły obniżać standard życia Brytyjczyków. I o ile inwestorzy, eksporterzy i rząd nie zechcą przyjść z pomocą, Brytyjczycy mogą zrozumieć, że jednak decyzja o wyjściu z UE będzie się wiązała z kosztami.

Źródła problemu leżą w dużym spadku wartości funta po ogłoszeniu wyników referendum ws. Brexitu. Dewaluacja waluty spowodowała wzrost cen importowanych dóbr, napędzając inflację do poziomu 2,3 proc. w marcu. Co więcej, ten ostry wzrost jeszcze się nie zakończył. Bank Anglii spodziewa się wzrostu inflacji do poziomu 2,7 proc. na początku przyszłego roku, ale są również analitycy, którzy przewidują inflację na poziomie 3 proc.

Rosnąca inflacja niekoniecznie musi przeszkadzać konsumentom, szczególnie wtedy, gdy równolegle rosną wynagrodzenia. To się jednak nie dzieje. Tygodniowe wynagrodzenia w ciągu trzech miesięcy od listopada do lutego były o 2,2 proc. wyższe niż w analogicznym okresie rok wcześniej. Dane z lutego były jednak niższe niż dane ze stycznia (2,4 proc.). Zatem wynagrodzenia z uwzględnieniem inflacji prawie nie wzrosły. Poziom ten oznacza, że konsumpcja nie będzie w stanie podtrzymać w takim stopniu wzrostu gospodarczego.

W teorii konsumenci mogą teraz więcej pożyczać do czasu, aż ich pensje znów zaczną rosnąć. I jak dotąd, tak się dokładnie dzieje. Pod koniec ubiegłego roku stopa oszczędności spadła do poziomu 3,3 proc. – to najmniej, odkąd prowadzi się statystyki w tym zakresie. Tymczasem poziom kredytów konsumenckich rośnie, osiągnąwszy w listopadzie 10,9 proc. To najwięcej od 2005 roku. Sytuacja ta oczywiście nie będzie trwała wiecznie. Bank Anglii już ostrzegł przed ryzykiem zbyt dużego zapożyczania się, i może podjąć kroki, aby rozwiązać ten problem.

Czy w tej sytuacji inicjatywę napędzania brytyjskiego wzrostu PKB przejmą eksporterzy? Mogłoby się wydawać, że osłabiony funt zwiększy konkurencyjność brytyjskich towarów i usług, napędzając sprzedaż i wzrost PKB. Jak dotąd jednak istnieje mało sygnałów, że tak się właśnie dzieje. Co prawda deficyt handlowy Wielkiej Brytanii zmniejszył się pod koniec ubiegłego roku, ale głównie z powodu wzrostu skali zakupów złota przez Chiny na londyńskim Bullion Market.

Jeśli chodzi o produkcję przemysłową, ostatnie dane także nie napawają optymizmem.

Największą niewiadomą pozostają inwestycje przedsiębiorstw. Oczywiście obawy o to, ze firmy przestaną inwestować do czasu wynegocjowania umowy Brexitu, były przesadzone, ale mimo tego wciąż trudno dostrzec oznaki wzrostu inwestycji przedsiębiorstw.

A co z sektorem publicznym? W przypadku, gdyby Wielkiej Brytanii groziło wejście w recesję, rząd mógłby obniżyć podatki i zwiększyć inwestycje publiczne. Wciąż jednak istnieją wątpliwości, czy tak by się stało. Jak dotąd sekretarz skarbu Philip Hammond utrzymuje restrykcyjne podejście do finansów publicznych. Nie wydaje się, aby miało się to szybko zmienić.

Brytyjska gospodarka jak dotąd poradziła sobie dobrze z okresem referendalnym i poreferendalnym. Istnieje jednak wyraźne ryzyko, że gospodarka może zacząć mieć problemy w momencie rozpoczęcia negocjacji z Unią Europejską. Problemy związane z Brexitem mogą zatem dopiero nadejść.

>>> Czytaj też: Koniec swobodnego przepływu osób. Będzie trudniej o przyjazd na Wyspy Brytyjskie?