Konflikt wokół lotniska w Modlinie narasta. Niektórzy wieszczą już jego koniec. Pan również?

Gdyby przyjąć założenie, że mamy do czynienia z absolutnym klinczem, wskutek którego nie można robić żadnych inwestycji, to lotnisko może trwać jeszcze przez co najwyżej 5–7 lat. Tyle wytrzyma droga startowa, zwłaszcza jej środkowa część, wykonana w technologii asfaltowej. Generalnie mamy trzy opcje. Pierwsza to zamknąć lotnisko i zacząć prace. Ale w tym czasie ono nie będzie na siebie zarabiać. Druga opcja to remonty wykonywane nocą. Są takie przypadki, robią tak bardzo bogate lotniska. Z tym że będzie to kosztować 2–3 razy drożej niż remont wykonywany metodami tradycyjnymi. Trzecia opcja to wybudowanie zupełnie nowego, trzykilometrowego pasa po stronie północnej. Naszym zdaniem to najbardziej racjonalne rozwiązanie, a jego koszt to ok. 200 mln zł. Wtedy stary pas stanie się podstawową drogą kołowania dla samolotów. Ta operacja powinna być przeprowadzona najpóźniej w ciągu 5–7 lat.

Ale czy Modlin nie padnie szybciej niż dopiero za 7 lat? Jeden z akcjonariuszy lotniska – państwowa spółka Polskie Porty Lotnicze – już mówi o chęci wycofania się ze spółki i konieczności budowy nowego, trzeciego lotniska w regionie.

Tu drogi są dwie. Zgodnie z pierwszą moglibyśmy teraz objąć te udziały. Ale to wcale nie jest takie proste rozwiązanie, choćby z racji tego, że trzeba wycenić te udziały, których PPL chciałyby się pozbyć. Ale biorąc pod uwagę dotychczasową politykę PPL w sprawie Modlina, kto wie, czy dla nas i pozostałych udziałowców nie byłoby to dobrym rozwiązaniem, bo pozbylibyśmy się głównego hamulcowego. Jeśli rozwój gospodarczy będzie taki jak obecnie, a zwłaszcza poziom dochodów województwa mazowieckiego, to za kilka lat bylibyśmy w stanie sami zapłacić za rozwój lotniska, oczywiście z niewielką pomocą. Banki aż się palą, by to sfinansować, bo wiedzą, że Modlin jest skazany na rozwój. Ale jest jeszcze jedna ścieżka, tylko na nią zgodę musiałaby wyrazić Agencja Mienia Wojskowego, a na razie ma opory. Chodziłoby o dopuszczenie zewnętrznego udziałowca finansowego. I to niekoniecznie takiego, który zajmuje się lotniskami. Otrzymujemy już dziś wiele ofert od instytucji czy organizacji finansowych, które są skłonne dać nam pieniądze na rozwój w zamian za udziały, które PPL chcą odsprzedać.

Który z tych scenariuszy jest dla władz Mazowsza najbardziej realny?

Samorządowi województwa zależy na rozwoju Modlina. Dlatego jesteśmy za tym, by w miejsce PPL do spółki dopuścić udziałowca zainteresowanego rozwojem tego lotniska. Jeszcze dwa lata temu pogląd ten podzielali pozostali udziałowcy, z wyjątkiem właśnie PPL. Dzisiaj trzeba byłoby jeszcze zapytać o zdanie Agencję Mienia Wojskowego lub nadzorujący ją resort obrony narodowej.

>>> Czytaj też: Ryanair odleci z Modlina? To oznacza koniec lotniska

To może być również problem, biorąc pod uwagę, że pod koniec października Antoni Macierewicz odwołał szefa agencji.

Nie znamy powodów tych zmian, nie wiemy, czy to ma związek z Modlinem. Jeśli tak, to pojawia się pytanie o kontynuowanie dotychczasowej polityki, to znaczy czy agencja nie stanie po stronie PPL. A niestety istnieje takie ryzyko, bo oba podmioty, tzn. PPL i Agencja Mienia Wojskowego, podlegają centralnym decyzjom politycznym.

Nawet jeśli Modlin wyjdzie cało z tych turbulencji, to pojawia się pytanie, czy lotnisko będzie jeszcze miało kogo obsługiwać? Umowa z Ryanairem zakończy się w 2023 r. Przewoźnik widzi, co się dzieje, a w dodatku spekuluje się, że może propozycja przedłużenia umowy nie będzie tak korzystna jak teraz.

Ryanair na Okęciu jest niemile widziany, dopiero co stamtąd wyszedł. Rezygnacja z rynku polskiego też nie wchodzi w grę, bo przewoźnik zarabia ponad 20 mln euro rocznie na samym tylko Modlinie. Może nie jest to wielka suma, ale na pewno taka, którą nie można ot tak pogardzić. Ale sytuacja może się zmienić, jeśli podejmowane będą działania przeciwko interesowi Ryanaira. Jak przypuszczam, spółka PPL chciała przejąć pakiet kontrolny na lotnisku w Modlinie w zamian za jego doinwestowanie, by następnie przerzucić do Modlina czartery i część ruchu niskokosztowego, zostawiając tym samym miejsce dla LOT-u na Okęciu. Ale do tego nie doszło, bo PPL nie chciały wziąć odpowiedzialności za obligacje Modlina, czyli ok. 130 mln zł. To kuriozalne, bo przecież, jeśli plan PPL jest taki, że Modlin w dalszym ciągu ma się rozwijać, to spółka tak jak do tej pory sama spłaci te obligacje. Można więc zadać pytanie – dlaczego PPL chcą mieć pełnię władzy w Modlinie i jednocześnie boi się tej finansowej odpowiedzialności.

A co jeśli Ryanair dostanie propozycję przeniesienia się na inne lotnisko?

Tak się nie stanie. Moim zdaniem sprawy zmierzają raczej ku temu, by wyrzucić Ryanaira z Polski. Bo jest on rzekomo głównym konkurentem dla LOT-u. A przecież nasz narodowy przewoźnik ma ambicję stać się drugą Lufthansą, stąd też m.in. pomysł budowy Centralnego Portu Komunikacyjnego, który ma rację bytu tylko przy realizacji takiej wizji. Ale równie dobrze gdyby LOT chciał się rozwijać na dystansach europejskich, spokojnie wystarczyłby mu Chopin i wszystkie lotniska regionalne.

Faktycznie podejmowane są działania zmierzające do wyrzucenia Ryanaira z Modlina?

Widać to na każdym kroku. PPL właśnie zażądały zwołania nadzwyczajnego zgromadzenia akcjonariuszy Modlina. My już otrzymaliśmy stosowny wniosek. Jednym z punktów miałaby być właśnie dyskusja nad potencjalnym rozwiązaniem umowy Modlina z Ryanairem oraz jakie byłyby tego ewentualne skutki. Już od dawna były robione kroki w tym kierunku, teraz podejmowane są konkretne działania, by Ryanaira wyrzucić lub przynajmniej utrudnić mu życie.

Kiedy – jeśli w ogóle – impas wokół Modlina się skończy?

Jesteśmy w każdej chwili gotowi do rozmów. Zastanawiamy się nad oficjalnym zapytaniem rządu, co on na to wszystko. Być może poprosimy o swego rodzaju mediacje ze strony wicepremiera Mateusza Morawieckiego. W końcu rządowy pełnomocnik ds. budowy Centralnego Portu Komunikacyjnego stwierdził wprost, że budowa CPK zakłada także rozwój Modlina. Wiadomo, że Okęcie nie wytrzyma do czasu oddania do użytku CPK, bo zatka się w ciągu 3–4 lat, przy takim tempie rozwoju ruchu lotniczego w Polsce. Dlatego pewne decyzje odnośnie Modlina muszą być podjęte już teraz. Rozbudowa terminala to inwestycja, na którą potrzebujemy co najmniej półtora sezonu budowlanego. Ewentualne inwestycje w drugi pas również zajmą sporo czasu. Na razie mowa tylko o pomyśle, a przecież potrzebny jest jeszcze projekt, decyzje środowiskowe czy określenie metody finansowania, jeszcze zanim zostanie wbita pierwsza łopata. Mamy jeszcze czas, ale jest go coraz mniej. Niestety ostatnie dwa lata straciliśmy na przepychanki.

>>> Polecamy: Ryanair ma prawie 1/3 polskiego rynku lotniczego