Deficyt to nie tylko polska specjalność

Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
24 czerwca 2009, 03:00
Deklaracja ministra finansów Jacka Rostowskiego o konieczności podwyższenia polskiego deficytu budżetowego wpisuje się w ogólnoświatową tendencję. W tym i przyszłym roku niedobór w finansach publicznych największych krajów osiągnie dawno nie widziane poziomy.

Rozdęcie przez rządy deficytów do niebotycznych rozmiarów to z jednej strony wynik malejących z powodu problemów gospodarczych wpływów budżetowych, a z drugiej strony rosnących w astronomicznym tempie wydatków na pakiety antykryzysowe.

Przykład idzie z USA i Wielkiej Brytanii

Najgorzej pod tym względem wygląda sytuacja w dwóch krajach, które jeszcze do niedawna wydawały się być ostoją liberalizmu i zdrowego rozsądku gospodarczego. To Stany Zjednoczone i Wielka Brytania. Według danych zebranych przez agencję Bloomberg, w obu tych krajach w tym roku deficyt przekroczy 12 procent PKB.

Niewiele lepiej wyglądają również prognozy dla USA i Wielkiej Brytanii na rok 2010. Zgodnie z przewidywaniami analityków, w Stanach Zjednoczonych deficyt sięgnie 9,7 procent PKB, a na Wyspach obniży się tylko symbolicznie i wyniesie 12,5 procent PKB.

Euroland idzie w ślady najgorszych

Kiepsko wyglądają też prognozy budżetowe dla państw strefy euro. Według wiosennego raportu ekonomicznego Komisji Europejskiej, początek problemów w finansach publicznych członków eurolandu był widoczny już w 2008 roku. Średni deficyt budżetowy państw strefy euro za zeszły rok wyniósł 1,9 procent PKB, podczas gdy w 2007 roku wynosił zaledwie 0,6 procent PKB.

Tymczasem końcówka zeszłego roku przyniosła gwałtowne pogorszenie warunków gospodarczych i wywołała u europejskich polityków potrzebę aktywnego przeciwdziałania kryzysowi przez wydawanie publicznych pieniędzy na państwowe inwestycje lub obniżki podatków w celu pobudzania koniunktury.

Jak wynika z danych agencji Bloomberg średni deficyt budżetowy w krajach eurolandu sięgnie w tym roku 5 procent PKB, a w przyszłym roku 5,8 procent PKB. Warto przy tym przypomnieć, że według tzw. kryteriów konwergencji, które decydują o możliwości wejścia kraju do strefy euro, limit deficytu publicznego wynosi 3 procent PKB.

Niewiele lepiej od średniej w tej „deficytowej konkurencji” wypada największa gospodarka strefy euro i Unii Europejskiej, czyli Niemcy. Według przewidywań analityków niedobór w niemieckiej kasie publicznej sięgnie w tym roku 4,2 procent PKB, a w 2010 roku jeszcze się powiększy i wyniesie 5,45 procent PKB.

Budżetowe prognozy Komisji Europejskiej dla poszczególnych krajów Unii Europejskiej zawarte we wspomnianym wcześniej raporcie wyglądają w niektórych przypadkach wręcz przerażająco. Dla przykładu – w Irlandii, która jeszcze niedawno była stawiana Polakom za wzór polityki gospodarczej, deficyt budżetowy w przyszłym roku sięgnie aż 15,5 procent PKB.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: GP/forsal.pl
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj