„To zadziwiający przykład ciemnej strony mocy ekonomii Hollywood” - komentuje tę rewelację Derek Thompson. „Aktor, który grał darta Vader, wciąż nie dostał brakującej gaży za „Powrót Jedi”, ponieważ film, który zajmuje 15. miejsce na liście amerykańskich box Office, wciąż technicznie nie przyniósł zysków do rozdystrybuowania.”

Film o budżecie 32 mln dolarów, zarobił w kinach 47 5 mln, jednak kreatywna księgowość umożliwia producentowi zachowanie całego zysku dla siebie. Sztuczka jest prosta. Studia filmowe powołują do produkcji każdego filmu osobną spółkę, od której pobierają opłatę, której poziom ustala się na takiej wysokości, by film przynosił straty.

>>> Zobacz też: Star Wars: Niue wyemituje monety z postaciami z Gwiezdnych Wojen

W zeszłym roku serwis Techdirt opublikował rachunek księgowy filmu „Harry Potter i Zakon Feniksa,” według którego film przyniósł 167 mln strat. Warner Bros. pobrał za dystrybucję, promocję i tym podobne ok. 350 mln dolarów od spółki córki.

„Otrzymuję od czasu do czasu listy od Lucasfilm, w których piszą, że z przykrością zawiadamiają mnie, że „Powrót Jedi” nie przyniósł dotychczas zysków, więc nie mogą mi nic przesłać” – powiedział Prowse. „Nie chcę wyjść na sukinsyna, ale z drugiej strony jeśli jest gdzieś garnek złota, do którego części mam prawo, to chciałbym móc je zobaczyć.”