Cameron: Poprzemy euro, jeśli Londyn zostanie finansowym centrum Europy

Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
7 grudnia 2011, 12:37
Wielka Brytania będąca poza strefą euro nie ma wpływu na kształtowanie jej nowego modelu. Tymczasem kryzys w eurostrefie i stosunek do niego wyrosły na pierwszoplanową kwestię brytyjskiego życia politycznego. Komplikuje to sytuację premiera Davida Camerona.

Cameron będąc pod silną presją eurosceptycznej prasy i członków własnej partii, zapowiedział obronę brytyjskich interesów w Europie rozumianych przede wszystkim jako obrona wolnego rynku i statusu londyńskiego City jako ośrodka światowej finansjery.

W opinii środowego "Timesa", Cameron pośrednio grożąc wetem "ustalił cenę brytyjskiego poparcia dla reformy strefy euro".

>>> Czytaj też: Niemcy mają mniej nadziei na porozumienie na szczycie UE

Jednak niechętna UE prasa krytykuje go za to, że z góry wykluczył rozpisanie referendum ws. sugerowanych przez kanclerz Niemiec Angelę Merkel zmian traktatowych. Takie referendum siłą rzeczy postawiłoby na porządku dziennym kwestię stosunku Brytyjczyków do członkostwa w UE.

Podziały na tle podejścia do wyłaniającej się unii fiskalnej strefy euro występują nie tylko w partii konserwatywnej Camerona, ale nawet w jego gabinecie.

Minister ds. pracy i emerytur Iain Duncan Smith w wywiadzie dla Sky TV powiedział, że każda "istotna" zmiana traktatowa powinna automatycznie wywołać referendum w W. Brytanii. Z kolei minister sprawiedliwości Ken Clarke stwierdził, że "piątkowy szczyt to zły moment, by Londyn wymuszał na Brukseli ustępstwa".

>>>> Czytaj też: "Le Figaro": Polskę czeka awans. Może dołączyć do "twardego jądra" Unii

"W sprawie referendum postawa rządu jest czytelna. Uchwaliliśmy ustawę uniemożliwiającą przejęcie przez Brukselę nowych prerogatyw bez uprzedniego zapytania Brytyjczyków o zgodę w referendum. Jako premier nie mam takiego zamiaru (uszczuplenia brytyjskiej suwerenności - PAP) i nie sądzę, by kwestia ta kiedykolwiek stała się aktualna" - zaznaczył Cameron sugerując, że referendum jest niepotrzebne.

"Jeśli państwa strefy euro zdecydują się na nowy europejski traktat, to w oczywisty sposób powstanie kwestia brytyjskich zabezpieczeń i interesów, przy których będę obstawał, i nie podpiszę traktatu, w którym ich nie będzie" - dodał w wypowiedzi dla BBC z wtorku.

Mimo iż Cameron sam z usposobienia jest eurosceptykiem, nie może być w tym względzie zbyt radykalny, jeśli nie chce zantagonizować swego proeuropejskiego koalicyjnego partnera, czyli liberalnych demokratów.

Cameron zabiega w związku z tym o znalezienie punktu równowagi między trzema elementami: Angelą Merkel zapowiadającą, że jeśli Londyn nie poprze porozumienia na szczeblu całej UE, to zostanie ono zawarte w ramach strefy euro, własną partią, w której eurosceptycy są silną frakcją, i koalicyjnym partnerem.

W ocenie politycznego komentatora Iana Dunta, jeśli Cameron nie będzie mógł wylegitymować się wymiernym sukcesem wobec Europy, to jego pozycja w partii się osłabi. Dunt sądzi, że stosunek konserwatystów do UE jest ich "klątwą". Mieli z nim duże trudności, także za rządów Margaret Thatcher i Johna Majora.

Inny komentator James Landale z BBC pisze o dylemacie Camerona: "los jego rządu zależy od tego, czy euro się ostatnie, ale dla ochrony euro może zostać zmuszony do pójścia na kompromis, który zantagonizuje do niego partię i podzieli koalicję".

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: PAP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj