Do grona bezpiecznych przystani na rynkach finansowych dołączyły Czechy. Zarówno obligacje tego kraju, jak i korony cieszą się coraz większym wzięciem wśród inwestorów. Innym krajem nowej Unii, który notuje zaskakująco dobre wyniki, jest Bułgaria.

W środę czeski rząd sprzedał pakiet dziewięcio- i pięcioletnich obligacji na łączną sumę 4,7 mld koron (238 mln dolarów) i była to piąta kolejna aukcja, na której rentowność obligacji spadła do rekordowo niskiego poziomu. W przypadku dziewięcioletnich wyniosła ona 2,14 proc., podczas gdy w lipcu było to 2,32 proc. Na dodatek popyt dwukrotnie przekroczył podaż.

Podobnie ma się sprawa z koroną, która tylko w sierpniu zyskała 2,1 proc. w stosunku do euro i była tym samym drugą najmocniej rosnącą walutą na rynkach wschodzących.

Zainteresowanie inwestorów poszukujących pewnych lokat nie może dziwić. Dług publiczny Czech w tym roku wyniesie 44 proc. PKB, czyli będzie mniejszy niż w innych głównych gospodarkach regionu – w Polsce (55 proc.) i na Węgrzech (79 proc.), nie mówiąc już o strefie euro, gdzie średnia to 92 proc. PKB. Rząd Petra Neczasa zamierza w przyszłym roku zejść z deficytem poniżej maksymalnego dopuszczalnego przez Brukselę poziomu 3 proc. PKB, co byłoby pierwszym takim wypadkiem od 2008 r. W efekcie ratingi Czech są obecnie wyższe niż większości państw strefy euro, np. Moody’s ocenia wiarygodność kredytową Pragi na A1, czyli cztery szczeble wyżej od Włoch i pięć od Hiszpanii. Koszt ubezpieczenia czeskiego długu jest poza Estonią najniższy ze wszystkich państw Europy Środkowo-Wschodniej i niższy od na przykład Francji. Wynosi on 111 punktów bazowych wobec 59 w przypadku uznawanych za najpewniejsze obligacji niemieckich. Innymi słowy za ubezpieczenie czeskich obligacji wartych 1 mln euro trzeba zapłacić 11,1 tys.

Ale status bezpiecznej przystani w przypadku Czech ma też gorsze strony. Szczególnie niepokoi aprecjacja korony, która osłabia konkurencyjność czeskiego eksportu. A ma to niebagatelne znaczenie, gdyż eksport odpowiada za ok. 75 proc. PKB. W tej sytuacji rynek oczekuje interwencji banku centralnego, który jednak ma dość ograniczone instrumenty. Bank centralny Czech (CzNB) już w czerwcu obniżył podstawową stopę procentową do 0,5 proc., co oznacza, że jest ona niższa niż w strefie euro. Coraz bardziej realne wydaje się zatem jej obniżenie do zera lub nawet wprowadzenie ujemnych stóp, co w przypadku państwa postkomunistycznego byłoby ewenementem.

Jeszcze bliżej ujemnych stóp procentowych jest Bułgaria, która w tym roku stopy obniżała już cztery razy i obecnie są one na poziomie 0,08 proc., czyli najniższym ze wszystkich państw Europy Środkowej i Wschodniej. Co więcej, Bułgaria jako jeden z niewielu krajów UE wypracowała w pierwszym półroczu nadwyżkę budżetową. Była ona wprawdzie niewielka, bo wyniosła 62 mln lewów (niespełna 32 mln euro), ale w porównaniu z sytuacją rok wcześniej, gdy deficyt sięgał 650 mln lewów, postęp jest ogromny.

To efekt rygorystycznej polityki w kwestii wydatków publicznych prowadzonej przez ministra finansów Simeona Djankowa i poprawy ściągalności podatków. Ze względu na sąsiedztwo pogrążonej w kłopotach finansowych Grecji, Bułgarii trudno będzie osiągnąć status bezpiecznej przystani, ale nie zmienia to tego, że inwestorzy doceniają prowadzoną przez Sofię politykę. Rentowność 10-letnich bułgarskich obligacji denominowanych w lewach jest obecnie na rekordowo niskim poziomie i nieznacznie przekracza 4 proc. To mniej niż w przypadku większości państw nowej Unii, w tym Polski.