70 proc. Amerykanów regularnie korzysta z medykamentów, a do aptek trafia dziś trzykrotnie więcej recept niż pod koniec lat 90. Takie wnioski płyną z raportu Mayo Clinic, ośrodka badawczego z Minnesoty. Amerykanie wydają na leki 300 mld dol. rocznie. Większość jest łykana niepotrzebnie, co przekłada się na rosnącą liczbę zgonów wywoływanych ich nadużywaniem. Epidemia lekomanii jest w dodatku katalizowana przez lobby farmaceutyczne.

Do domowych apteczek najczęściej trafia tzw. złote trio: antybiotyki, antydepresanty i środki przeciwbólowe. Amerykanie łykają rocznie 110 ton tabletek na ból, co stanowi 80 proc. ich światowych zasobów. Z kolei leki psychotropowe przyjmuje aż 13 proc. społeczeństwa powyżej 12. roku życia. – Mówiąc o długoterminowym zażywaniu leków, odruchowo myślimy o chorobach serca czy cukrzycy – mówiła współautorka raportu dr Jennifer St. Sauver. – Tymczasem najwięcej obaw wywołuje stan zdrowia psychicznego, podobnie jak spożycie środków przeciwbólowych niosących wysokie ryzyko uzależnienia – dodała.

– Lekarze coraz częściej ulegają pacjentom i wypisują recepty, o które ich proszą, bo wiedzą, że jeśli nie oni, zrobi to ktoś inny. Wielu nie posiada przy tym wystarczającej wiedzy na temat działania leków, zwłaszcza tych najnowszych, by uprzedzać pacjenta o ich skutkach ubocznych. Niektórzy nie robią tego celowo ze względu na układy z firmami farmaceutycznymi – mówi DGP Peter Martin, dyrektor centrum leczenia uzależnień w szpitalu klinicznym przy Uniwersytecie Vanderbilt w Tennessee.

Do epidemii lekomanii przyczyniła się ustawa z 1997 r., zezwalająca na swobodne reklamowanie leków na receptę. Direct-to-consumer-advertising (DTCA) jest przy tym zabronione w większości innych państw Zachodu poza Nową Zelandią. Amerykanie od 15 lat, co zbiega się z początkiem gwałtownego wzrostu rynku farmaceutycznego, oglądają więc w telewizji, prasie i internecie reklamy psychotropów czy leków opioidowych tak samo jak spoty o proszkach do prania. Chwyt najwyraźniej działa, skoro producenci nie wahają się wydawać na DTCA 1,5 mld dol. rocznie. Marcia Angell, była naczelna pisma „New England Journal of Medicine”, napisała niedawno w „New York Timesie”: „Bierzemy leki na wyimaginowane lub przesadzone dolegliwości. Wielkie koncerny bezczelnie promują lekomanię wśród zdrowych ludzi tylko dlatego, że to ich główny rynek”.

>>> Czytaj też: Wiemy o tańszych zamiennikach leków, ale kupujemy droższe

Społeczeństwo płaci przy tym wysoką cenę za rosnące spożycie leków, niezależnie od realnego zapotrzebowania na nie. Liczba zgonów na skutek przedawkowania psychotropów i środków przeciwbólowych przewyższa dziś liczbę ofiar narkotyków czy wypadków samochodowych. Nie do przeoczenia jest też fakt, że niemal wszyscy sprawcy masowych strzelanin to ludzie regularnie biorący silne leki. Wśród nich zamachowiec z kina w Kolorado (lipiec 2012 r., 12 zabitych), zabójca dzieci w szkole w Connecticut (grudzień 2012 r., 26 zabitych) i snajper z politechniki Virginia Tech (kwiecień 2007 r., 32 zabitych). – Żaden lek nie pozostaje bez skutków ubocznych, większość uzależnia. Jako naród nie rozmawiamy o tym, a to nie tylko nieodpowiedzialne, ale i niebezpieczne – podsumowuje Peter Martin.