Aby eksportować drożej, potrzebujemy polityki przemysłowej

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
24 stycznia 2014, 05:45
Produkcja
Produkcja/ShutterStock
Specjalizujemy się w produktach tańszych i niższej jakości niż gospodarka niemiecka, bo taka jest nasza rola w łańcuchu dostaw międzynarodowych korporacji. Dzięki temu nasz eksport nie załamał się w czasie kryzysu w Europie, ale granice wzrostu jego wartości są ograniczone – mówią Wojciech Mroczek i Marcin Grela, eksperci Instytutu Ekonomicznego NBP.

W raporcie poświęconym naszemu regionowi Europy przewidują panowie, że najważniejszym czynnikiem pobudzającym wzrost PKB w pierwszej połowie 2014 roku będzie eksport. Czy jest on podstawą funkcjonowania tych gospodarek w ogóle?

Marcin Grela (MG): Tak, państwa Europy Środkowej i Wschodniej mają nieduże, otwarte gospodarki, które w większym stopniu opierają się na eksporcie niż na popycie krajowym. Tak się dzieje od pierwszej połowy lat 90., a głównym czynnikiem wzrostu eksportu było wchodzenie tu korporacji międzynarodowych, które przenosiły produkcję z Europy Zachodniej. Płace w naszym regionie były bowiem niższe, a położenie geograficzne między Niemcami, a niezaniedbywaną przez korporację Rosją wraz z dużą grupą krajów poradzieckich, też odgrywało swoją rolę.

Co to znaczy, że Niemcy stały się pośrednikiem w eksporcie krajów Europy Środkowej i Wschodniej?

Wojciech Mroczek (WM): To znaczy, że w największym stopniu wykorzystują produkcję dóbr i usług pośrednich z krajów regionu, w tym z Polski, w swoim eksporcie. To niemieckie korporacje zdominowały ten handel i zorganizowały sieci dostaw w regionie. W praktyce, żeby Volkswagen wyprodukował samochód, na jego taśmach montażowych muszą pojawić się m.in. pasy bezpieczeństwa produkowane pod Wrocławiem. To zaś część polskiego eksportu do Niemiec.

>>> Polecamy: Dlaczego Polska potrzebuje nowej polityki przemysłowej

Jakie to ma zalety, a jakie wady, że polski eksport zdominowały zagraniczne korporacje?

MG: Wadą i zaletą może być uzależnienie się od koniunktury na produkty tych korporacji. Jeśli jest ona dobra nasz eksport zyskuje, jeśli zła traci. Z drugiej strony ważny mógłby być element dywersyfikacji – to że dużym firmom będącym częścią korporacji międzynarodowych łatwiej jest eksportować na rynki odległe geograficznie, co zmniejszałoby uzależnienie od koniunktury lokalnej. Jest to jednak bardziej teoria, bo w rzeczywistości udział rynków pozaeuropejskich w strukturze eksportu pozostaje bardzo niewielki. Nasze produkty nie konkurują na rynku amerykańskim czy chińskim.

WM: Trzeba wziąć pod uwagę, że finalnymi produktami korporacji są produkty charakteryzujące się najwyższą dynamiką popytu. Dlatego eksport krajów, które mają w swojej ofercie najwięcej produktów korporacji międzynarodowych rośnie najszybciej.

>>> Czytaj cały wywiad na www.obserwatorfinansowy.pl

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: obserwatorfinansowy.pl
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj