Działające u nas instytucje finansowe w ubiegłym roku poprawiły zyskowność. Stopa zwrotu z kapitału, czyli relacja zysku netto do kapitałów, wahała się w 2013 r. od prawie 10 proc. w powszechnych towarzystwach emerytalnych do ponad 40 proc. w przypadku towarzystw funduszy inwestycyjnych. Tylko PTE i banki nie mogły się pochwalić wzrostem zyskowności.

W bankach stopa zwrotu z zysku od kilku lat systematycznie spada (wielkość zysku jest podobna, ale bankom rosną kapitały), ubiegłoroczne pogorszenie w towarzystwach emerytalnych ma zaś charakter księgowy. „Część towarzystw jednorazowo wykazała w swoich sprawozdaniach koszty, które wcześniej rozliczane były w czasie, lub dokonała aktualizacji wartości aktywów niefinansowych. Miało to bezpośredni związek ze zmianami w przepisach prawa, jakie przyjęto pod koniec 2013 roku” – wyjaśnia urząd Komisji Nadzoru Finansowego. Efekt: 360 mln zł zysku netto to o połowę mniej niż rok wcześniej.

Część specjalistów uważa, że wysokie stopy zwrotu instytucji finansowych świadczą o tym, że są one drogie z punktu widzenia klientów. Taką opinię przedstawił niedawno przy okazji prezentacji raportu o rozwoju systemu finansowego Dobiesław Tymoczko, wicedyrektor departamentu systemu finansowego w NBP. Argumentował, że zyskowność w finansach jest wyraźnie wyższa od stóp zwrotu z kapitału, jakie osiągają przedsiębiorstwa. – W gospodarkach, w których alokacja kapitału jest właściwa, tak dużych różnic by nie było – ocenił.

>>> Czytaj też:  Wyniki finansowe polskich banków: rekordowe zyski mimo kryzysu

Z tym że polskie instytucje finansowe są drogie dla klientów, zgadza się Stanisław Kluza, były przewodniczący Komisji Nadzoru Finansowego. – Wysokie stopy zwrotu z kapitału mają korzenie w dość niskiej konkurencyjności naszego rynku – twierdzi Kluza. Według niego winny jest nadzór finansowy, który śrubuje koszty wchodzenia na rynek nowych podmiotów.

W ubiegłym roku nie został utworzony w Polsce ani jeden bank (trzy zagraniczne banki zapowiedziały uruchomienie u nas oddziałów), ani też żadna firma ubezpieczeniowa. Nadzór zgodził się zaś na rozpoczęcie działalności przez pięć domów maklerskich i jedno TFI.

Tomasz Bursa, który w przeszłości był analitykiem sektora bankowego w domach maklerskich, a obecnie jest partnerem w Opti Capital, firmie ubiegającej się o zgodę na uruchomienie TFI, zgadza się, że krajowe towarzystwa funduszy inwestycyjnych są drogie. Ale jego zdaniem nie świadczy o tym wysoka stopa zwrotu z kapitału. – Polskie fundusze są dość kosztowne, ale większość przychodów oddają dystrybutorom, co obniża wyniki finansowe. Wysoka rentowność bierze się z tego, że niskie są potrzeby kapitałowe. W TFI nie ma potrzeby tworzenia sieci oddziałów ani zatrudniania dużej liczby osób. Stosunkowo niewielkie są też wymogi nadzorcze – tłumaczy.

Bursa objaśnia też wysoką dochodowość firm ubezpieczeniowych. – To zasługa wyniku na inwestycjach, a nie bieżącej działalności związanej ze sprzedażą ubezpieczeń i wypłatą odszkodowań. Wyniki inwestycyjne były wysokie, bo miniony rok był bardzo dobry, jeśli chodzi o rynek obligacji i akcji, w jakie inwestują ubezpieczyciele – wskazuje.

Z danych KNF wynika, że w ubiegłym roku łączny zysk krajowych instytucji finansowych wyniósł 25,7 mld zł i był o 12,5 proc. wyższy niż w 2012 r. Ta kwota nie obejmuje spółdzielczych kas oszczędnościowo-kredytowych, których wyników nadzór jeszcze nie publikował. Same SKOK-i chwaliły się kilka tygodni temu, że w ubiegłym roku były zyskowne.

>>> Czytaj też: Ranking TFI: klienci funduszy będą ciepło wspominać luty