Guru z Doliny Krzemowej ostrzega przed rewolucją. "Bogaci są zbyt bogaci"

Mówi coś Państwu nazwisko Nick Hanauer? Zaręczam, że w Dolinie Krzemowej mówi. Można nawet powiedzieć, że wywołuje gęsią skórkę - pisze w opinii Rafał Woś.

To on wyłożył pieniądze na Amazona w czasach, gdy Jeff Bezos był traktowany jako nieszkodliwy dziwak. To Hanauer założył potem aQuantive, pioniera internetowego marketingu, którego potem sprzedał Microsoftowi za 6,4 mld dolarów. W gotówce. Słowem: gość ma nosa do interesów. I jak nikt inny potrafi wyczuć trendy panujące na rynku.

A teraz Hanauer chyba znowu dostrzegł coś „dużego”. I podzielił się tą wiedzą z czytelnikami popularnego w Ameryce magazynu internetowego „Politico”. Tekst nosi tytuł „Idą na nas z widłami. Na nas plutokratów”. Ci tytułowi plutokraci to goście tacy jak Hanauer. I Steve Jobs. I Jeff Bezos. Albo Mark Zuckerberg. I inni (liczni) prezesi i CEO. Multimilionerzy. Ryzykanci. Szaleni wynalazcy i pionierzy internetu. Słowem hołbiona przez ostatnie dwie dekady elita nowoczesnego kapitalizmu.

Hanauer pisze właśnie do tej swojej klasy superbogaczy. Przekonuje ich, że są zbyt bogaci. I teraz siedzą na tych swoich jachtach, samolotach i kolejnych domach. Myśląc, że wszystko jest w porządku. Bo przecież do wszystkiego doszli sami. Dzięki swojej pomysłowości i talentowi. Na dodatek regularnie przekazują po kilka milionów na fundacje walczące z AIDS w Afryce. Tymczasem nic nie jest w porządku. Bo nierówności dochodowe i majątkowe stale rosną. Zwłaszcza w Ameryce. Tymczasem historia świata pokazuje boleśnie: społeczeństwo pełne nierówności może przetrwać tylko trzymając się na policyjnych pałkach. W innym wypadku nadchodzą „widły”. Powstania, rozruchy. Jak we Francji roku 1789, w Rosji 1917 czy ostatnio w krajach arabskich.

Potrzebna jest więc głębsza niż do tej pory redystrybucja. Hanauer proponuje, że powinna ona polegać na ustawowym wymuszeniu płacy minimalnej na poziomie 15 dol. za godzinę. A nie dotychczasowych 7. Bo Hanauer zdaje nic sobie nie robić z paniki „lobby biznesowego” straszącego, że podniesienie płac w automatyczny sposób doprowadzi do spadku konkurencyjności i wyższego bezrobocia. Ale biznesmen z Seattle odpowiada argumentami popytowymi – które w dzisiejszej „podażowej” Ameryce – brzmią niemal jak herezja. Mówi – za Henrym Fordem – że samochody nie kupują samochodów. I – to już nieświadomie za polskim ekonomistą Michałem Kaleckim – że „pracownicy wydają tyle, ile zarabiają, a to oznacza, że przedsiębiorcy zarabiają tyle ile… wydają”.

Ciekawie słyszeć te argumenty właśnie z ust przedsiębiorcy i pracodawcy. Bo dotąd taka linia była prezentowana raczej przez akademików w stylu Francuza Thomasa Piketty’ego (autora najgłośniejszej książki ekonomicznej ostatnich lat „Kapitał w XXI wieku”). Teraz jednak widać, że świadomość problemu nierówności idzie dużo dalej. No i jeśli dostrzegł to taki specjalista od przewidywania nowych rynkowych trendów, jak Hanauer, to naprawdę jest o czym mówić.

>>> Czytaj też: Wolny rynek poniósł porażkę w walce z biedą - mówi Thomas Piketty, nowa gwiazda ekonomii

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: DGP/forsal.pl
Rafał Woś
Rafał Woś
Autor jest zastępcą redaktora naczelnego „Tygodnika Solidarność” oraz publicystą wydawanego przez NBP „Obserwatora Finansowego”
Zobacz wszystkie artykuły tego autoraGuru z Doliny Krzemowej ostrzega przed rewolucją. "Bogaci są zbyt bogaci" »
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj