Rozmawiamy w dniu pańskich urodzin. Prezent marzenie?
Na pewno umowa z Allegro, cieszę się że projekt dopięliśmy przed moimi urodzinami. Mam nadzieję, że dla obydwu graczy będzie to przełomowy moment zmieniania polskiego e-commerce. To jest naturalne w biznesie, że chce się iść szybciej niż rynek. Nie powinniśmy równać do najsłabszych, nasza spółka od zawsze stara się być wśród najlepszych. Przy takiej strategii nie da się stać w miejscu. Niech to inni równają do nas.

Niech inni równają…np. poczta? Państwowy operator przecież już się zmienia
Jako konsumenta zmiany mnie cieszą. Jestem dumny w szczególności z tego, że to my zmusiliśmy pocztę do zmian. Chyba nikt nie ma wątpliwości, że bez InPostu na rynku, zmian by nie było - ceny za usługi pocztowe również nie spadłyby tak wyraźnie.

Nie warto więc się „zakręcić” koło poczty i gdy nadarzy się okazja to…
To?

…kupić, choć część udziałów?
Nie chcemy kupować poczty. W tym roku wzrośniemy o 100 proc., w przyszłym roku zakładam, że o kolejne kilkadziesiąt. Nasz biznes doskonale się rozwija. Słyszę głosy, szczególnie polityków, że poczta upadnie, zniknie nasze „narodowe srebro”. Ale nie trzeba się bać. Poczta nigdy nie zniknie - jeśli będzie się restrukturyzować, zawsze będzie jednym z liderów rynku. 

Ale przecież chcecie z pocztą współpracować?
Prowadzimy dialog z pocztą w zakresie udostępniania infrastruktury. My chętnie udostępnimy poczcie Paczkomaty®, których nie ma, a o których myśli. Ja sam chętnie wydzierżawię miejsce w placówkach Poczty Polskiej, żeby konsumenci mieli lepszy dostęp do usług. Mamy tak wiele wspólnych interesów, że nie warto blokować swoich działań wyłącznie dla zasady.

To co możecied dać poczcie, lepszą logistykę czy technologię?
Paczkomaty® są głównie biznesem technologicznym. Na rynku ecommerce większość naszych przewag konkurencyjnych wynika właśnie z posiadania innowacyjnych rozwiązań technologicznych. Podobnie jest w przypadku Elektronicznego Potwierdzenia Odbioru (EPO), które wspólnie z Polską Grupą Pocztową wprowadzamy w polskim sektorze pocztowym.Owszem, usprawniamy przy tym proces logistyczny, ale nie można powiedzieć, że jesteśmy stricte firmą logistyczną.

Pan się kogoś radzi, czy te wszystkie pomysły są "made in Rafał Brzoska"?
Jestem pewien powodzenia wielu swoich pomysłów, mam swoją wizję. Nie uważam jednak, że wszystko wiem lepiej. Popełniam błędy. Nie mam żadnego guru amerykańskiego, francuskiego, niemieckiego czy brytyjskiego biznesu. Mam swój własny styl prowadzenia biznesu, komunikacji, myślenia. 

I to powoduje, że jest pan idolem, wzorem sukcesu szczególnie dla młodych?
Podziwiam młodych, którzy maja odwagę, by ryzykować. Wiem, że często ponoszą porażki, ale co najważniejsze wielu z nich próbuje ponownie i w końcu osiąga swój cel. Mało kto wie, że w Polsce jest 8 razy więcej młodych ludzi, którzy zakładają swoje firmy niż w Niemczech. Nasza skłonność do podejmowania ryzyka jest zdecydowanie wyższa. Mam tu na myśli oczywiście typowe firmy, a nie samozatrudnienie. Samo zakładanie firmy, pójście na swoje powinno się doceniać - niezależnie od tego, w jakim kraju żyjemy i jakiej jesteśmy narodowości.
Ale ci nasi biznesmeni dość często szybko z biznesu wychodzą. Właśnie to mnie zadziwia. Jest wiele przykładów ciekawych polskich firm, szczególnie tych z branży elektronicznej, które we wczesnym etapie rozwoju sprzedano za 20 – 30 mln złotych. To są biznesy, które na światowych rynkach mogłyby odnieść gigantyczny sukces, mogłyby być wyceniane na setki milionów dolarów.

To dlaczego tak się dzieje?
W Polsce nie mamy tradycji budowy kapitału. Nie mówię tu o przekazywaniu firmy z pokolenia na pokolenie, bo to dopiero ćwiczymy. Nie wykształciła się jeszcze u nas kultura tworzenia międzynarodowych marek. Są na szczęście wyjątki. Spójrzmy na największych polskich biznesmenów: Zygmunt Solorz, Michał Sołowow. Oni rzeczywiście budują biznes. Jeśli sprzedają to tylko wtedy, gdy pilnie potrzebują gotówki na inne inwestycje.
Tymczasem wielu młodych przedsiębiorców ma duże pragnienie szybkiego sprzedania swojego biznesu. Dla nich 20 czy 30 milionów za biznes, który prowadzili trzy lata, to jest góra pieniędzy. To prawda, ale ja uważam, że kontynuowanie działalności może zwielokrotnić wartość biznesu, a już na pewno dać jej twórcy zdecydowanie więcej satysfakcji.

I co robią z tą górą pieniędzy?
Pewnie większość z nich i tak wróci po pewnym czasie do biznesu. Szkoda tylko, że tak szybko oddali spółki, które miałyby szansę promować całą polską gospodarkę. Aktualnie nie mamy zbyt wielu produktów czy usług, zwłaszcza z obszaru nowoczesnych technologii, którym można by przyznać status „made in Poland”. Nie są one na tyle widoczne na arenie międzynarodowej. Nawet jeśli takie produkty rzeczywiście tworzyli Polacy, to niestety bardzo rzadko utożsamiane są z Polską. 

To jak takie biznesy budować?
Na pewno trzeba mieć odrobinę szczęścia. Można mieć kapitał, być najlepiej wyedukowanym i wyszkolonym, ale jeśli tego szczęścia zabraknie, to i o sukces trudno. Do tego potrzebna jest też ambicja, pracowitość i pokora.

Pracowitość.. to oczywiste. Ile pracuje Rafał Brzoska?
Staram się nie pracować w soboty i niedziele, ale w zwykłe dni pracuję nawet po 14-15 godzin. Dziś wstałem o 4.40, swoją pracę zacząłem już na lotnisku i potrwa ona na pewno do 23.00.

A czy to na pewno efektywne? Szef Grupy Nowy Styl (znany w Europie polski producent mebli biurowych) podkreśla, że codziennie o 18 musi z rodziną zjeść kolację więc jest o tej porze w domu, Leszek Gierszewski, prezes Drutexu, potentata na rynku okien, zamyka drzwi biura o 15. Mimo to sukcesy mają ogromne. To kwestia organizacji pracy? Innej branży?
W firmie prywatnej, gdzie główny udziałowiec jest sobie szefem, ze swoich niepowodzeń i porażek nikomu nie musi się tłumaczyć. Ja tłumaczę się co kwartał akcjonariuszom. Ode mnie wymaga się więcej. Jestem Ślązakiem i poczucie obowiązkowości mam we krwi. Skoro ktoś powierzył mi swoje pieniądze, kupując akcje Integera, to oczekuje ode mnie realnych efektów. Czasami, aby je uzyskać, muszę poświęcić więcej czasu. Co nie zmienia faktu, że praca w spółce po prostu sprawa mi radość.
Obydwie firmy, które Pan wymienił znam – bardzo szanuję prezesów, a właścicielom gratuluję sukcesów. Jednocześnie zazdroszczę komfortu, że nie są spółkami publicznymi.

To może nie warto było wchodzić na giełdę?
Nie byłoby wtedy Paczkomatów®, nie byłoby tak rozwiniętego InPostu. Ja kocham rynek kapitałowy, jestem na nim aktywny, systematycznie obserwuję jego zmiany. Uważam, że to jest jeden z lepszych „dopalaczy” biznesu, jaki do tej pory wymyślono.

To co pana jeszcze „dopala”?
Osiąganie celów, które są przez wielu oceniane na ich wczesnym etapie jako mało realne. Najpierw motywowały mnie opinie osób, które pukały się w czoło, gdy rzuciliśmy rękawicę Poczcie Polskiej w 2006 roku. Nie wszyscy wierzyli w nas także w 2009, gdy wprowadziliśmy pierwsze Paczkomaty®oraz nieco później, kiedy planowaliśmy międzynarodową ekspansję. Lubię udowadniać, że nie można od razu odrzucać projektu, skoro nie zna się jego założeń i modelu biznesowego.
Mam wiele pokory, ale nie staram się rozbudzać w sobie zbyt wielkiego entuzjazmu. Tak jak przed laty Adam Małysz, który skupiał się na tym, by oddać dwa równe skoki. Nie mówił o złocie, srebrze, o tym, że pobije Ahonena. Po prostu chciał oddać dwa równe skoki. U nas jest tak samo. Dzień za dniem robimy swoje. Wszystko po to, by dowieźć cele, które sobie założyliśmy.

Ale cały czas chwali się pan nowymi pomysłami, nowymi inicjatywami? To nie jest pompowanie balonu ambicji, który może pęknąć?
To jest po prostu ryzyko biznesowe. Ja nigdy nie budowałem przekonania w sobie i u innych, że nam się uda i podbijemy cały świat. Mnie wystarczy 3 proc. europejskiego rynku. Nie mam ambicji zagarnięcia połowy rynku. Te 3 proc. wypełni 16 000 maszyn po brzegi i nie potrzebuję więcej. Od samego początku o tym mówiłem.

A jak coś się nie uda?
Nie udaje się ciągle. To jest normalny etap biznesu.

Pracownicy pomagają w tym by próbować? Jak pan sobie dobiera zespół?
Bardzo wierzę w młodych ludzi, wiele osób w moim zespole rekrutowałem sam. Dziś często są dyrektorami. Jeśli poświęci się odpowiednią ilość czasu, to można wyszkolić świetnego menedżera. Na pewnym etapie rozwoju nie ma już jednak czasu na samodzielne edukowanie, bo firma rozwija się z ogromną prędkością. Wtedy sięga się po specjalistów. Ci jednak często, nad czym ubolewam, mają niestety „skrzywienie korporacyjne”. Nie przystaje ono do modelu biznesowego, kultury w mojej firmie. 

Korporacja to zło?
Nie, proszę tego tak nie rozumieć. Korporacja ma swoje zalety - procesy tam zachodzące są logiczne, a taka systematyka jest konieczna w biznesie. Nie wolno jednak mylić dobrych doświadczeń z korporacji z markowaniem pracy. To jest choroba, która w wielu dużych firmach się rozwija. Ludzie udają, że pracują, a inni udają ze nie widzą, że oni nie pracują. Dlatego staram się oceniać ludzi po efektach, a nie po tym co mówią. Po trzech miesiącach od razu widać czy ktoś się nadaje. Jednak od kadry bardzo doświadczonej wymagam efektów bardzo szybko. Bo i wiele wymagam od siebie.