Brak powiązania szkół z rynkiem pracy i nieskoordynowane próby reform – tak zasiadający w komisji trójstronnej przedstawiciele pracodawców podsumowali dwa lata zmian w szkolnictwie wyższym, jakie prowadzi resort edukacji. Na grudniowym posiedzeniu zobowiązali MEN, by przedstawiło konkretny plan poprawy sytuacji. Zespołowi, który miał nad nim pracować, nie udało się nawet spotkać.

– Kończy się zgłaszanie przedstawicieli do tego zespołu. Pierwsze spotkanie jest zaplanowane na marzec. Jego tematem będzie m.in. kwestia usytuowania dualnego kształcenia zawodowego w prawie oświatowym – informuje rzeczniczka MEN Joanna Dębek. Sęk w tym, że w marcu program miał być już gotowy. – Pracodawcy potrzebują specjalistów teraz. Nie ma czasu na przedłużanie tego procesu – replikuje przewodniczący Konwentu BCC Wojciech Warski. – Podstawą reformy powinno być ograniczenie liczby miejsc w liceach. Więcej gimnazjalistów powinno trafiać do dobrych techników, w których będą się uczyć przedmiotów ogólnych, ale i odbywać praktyki zawodowe. Pracodawcy skarżą się, że młodzież nie sprawdza się w realiach zawodowych – przekonuje nasz rozmówca.

>>> Czytaj też: Polska wprowadza do zawodówek niemiecki model. UE zapłaci za praktyki

Jego zdaniem dobre szkolnictwo zawodowe ograniczy emigrację, bo przygotowanych przez takie szkoły pracowników szukają polskie fabryki. Choć równocześnie po wielu kierunkach pracy brakuje. Najgorzej jest wśród kształconych na masową skalę mechaników i kucharzy. Odpowiedzią na problem ma być reforma rozpoczęta przez MEN w 2012 r. W jej ramach resort organizuje szkolenia nauczycieli, opracowuje interaktywną mapę zawodówek i przygotowuje narzędzia do monitorowania losów absolwentów. Bieżący rok szkolny obwołano nawet „Rokiem szkoły zawodowców”.

Podczas ostatniego spotkania komisji trójstronnej przedstawiciele pracodawców wytknęli jednak brak systemu doradztwa zawodowego. Narzekali, że na rynek pracy wchodzi zbyt wiele osób z wyższym wykształceniem. I podawali liczby: o ile w pokoleniu dzisiejszych 45–55-latków szkołę zawodową ukończyło 36 proc. osób, o tyle w grupie 25–34-latków – już tylko 15 proc. Przedstawiciele BCC, Konfederacji Lewiatan, Pracodawców RP i Związku Rzemiosła Polskiego zwrócili się do resortu, by w ciągu trzech miesięcy opracował „Program działań związanych z rozwijaniem i utrwalaniem dualnej edukacji młodocianych pracowników” oraz harmonogram jego wdrożenia.

BCC to nie pierwsza organizacja, która zwraca uwagę na słabości reformy szkolnictwa zawodowego. W grudniu raport na ten temat opublikował Instytut Badań Strukturalnych. Wniosek – nakłady na szkolnictwo zawodowe nie przekładają się na poprawę jego jakości.

– Najbardziej niepokojące jest to, że w szkołach zawodowych zaniedbuje się kształcenie ogólne – twierdził wówczas w rozmowie z DGP współautor raportu Maciej Leś. Dziś przyznaje, że publikacja nie wzbudziła zainteresowania wśród urzędników. Rzeczniczka resortu odbija piłeczkę. – Całościowa ocena efektów zmian będzie możliwa po zakończeniu pełnego cyklu kształcenia. Efektem podejmowanych przez MEN działań jest jednak wzrost zainteresowania kształceniem zawodowym wśród absolwentów gimnazjów. Dla porównania – w roku szkolnym 2006/2007 kształcenie w technikach i zasadniczych szkołach zawodowych wybierało 47,5 proc. absolwentów gimnazjów, a w roku szkolnym 2014/2015 na dalszą naukę w technikach i zasadniczych szkołach zawodowych zdecydowało się już 54,6 proc. – podsumowuje Joanna Dębek.

>>> Polecamy: Epidemia wtórnego analfabetyzmu. Dlaczego Polska nie stanie się innowacyjna?

Dlaczego w Niemczech to działa

W Niemczech 64 proc. zatrudnionych ukończyło kształcenie dualne, które składa się po części z nabywania wiedzy teoretycznej, a po części z praktyk u pracodawcy. To jeden z najważniejszych filarów tamtejszej edukacji. Dlaczego działa? Przede wszystkim kształcenie zawodowe jest dla Niemców naturalną ścieżką rozwoju, ma też – inaczej niż w Polsce – bardzo dobry wizerunek.

Za kształtowanie polityki edukacyjnej odpowiada za Odrą Ministerstwo Edukacji i Badań Naukowych (w Polsce jego kompetencje dzielą między siebie resorty edukacji oraz nauki i szkolnictwa wyższego). Pozwala to kształtować spójną ścieżkę edukacyjną od przedszkola do dyplomu. Przy resorcie działa Federalny Instytut ds. Kształcenia Zawodowego (BIBB), który angażuje w prace doradcze m.in. pracodawców, lokalne władze i samych uczniów. W Polsce nie ma instytucji, która zajmowałaby się kompleksowo tylko szkołami zawodowymi.

W niemieckim systemie wprowadzono także wiele z pozoru niewielkich ułatwień, takich jak oddzielne listy zawodów dla przemysłu i rzemiosła. Te pierwsze wymagają od młodych dłuższej nauki. Niemcy mają też rozbudowany system egzaminów, które pozwalają później ubiegać się o miejsce na studiach. Absolwent szkoły średniej może zdać maturę, maturę zawodową, a także otrzymać świadectwo dojrzałości z prawem studiowania w wyższej szkole zawodowej. W Polsce jedyną przepustką do kształcenia w szkole wyższej jest matura.