Akcyza na piwo 2026 – podwyżka uderzy w budżet, nie uzupełni go. Wywiad z dyrektorem generalnym ZPPP Browary Polskie Bartłomiejem Morzyckim

butelka, monety, złotówki, pieniądze, alkohol, szkło, akcyza
Akcyza na piwo w 2026 r. w Polsce/Shutterstock
Rynek piwa kurczy się od lat, dwa browary już zamknięto, a produkcja w 2025 r. była najniższa od dwóch dekad. Bartłomiej Morzycki, dyrektor generalny Związku Pracodawców Przemysłu Piwowarskiego Browary Polskie, wyjaśnia, dlaczego kolejna podwyżka akcyzy uderzy w budżet państw.

O akcyzie, zamkniętych browarach i piwie bezalkoholowym – rozmawiamy z Bartłomiejem Morzyckim, dyrektorem generalnym Browarów Polskich. Zapraszamy do zapoznania się z wywiadem.

Krzywa Laffera po polsku – im wyższy podatek, tym mniej pieniędzy w budżecie

Forsal: Akcyza od piwa wzrosła od 2019 r. o ponad 40 proc., a wpływy do budżetu z tego tytułu tylko o 11,6 proc. To wyraźny sygnał, że mechanizm przestaje działać. Jak Pan przekonuje rząd, że dalsze podwyżki to nie rozwiązanie problemu budżetowego, tylko jego pogłębienie – i czy Ministerstwo Finansów w ogóle słucha tych argumentów?

Bartłomiej Morzycki: Myślę, że to liczby powinny mówić same za siebie. Tak jak pani wspomniała, wpływy z akcyzy do budżetu państwa nie rosną proporcjonalnie do wzrostu stawki podatku akcyzowego. W ekonomii opisuje to tzw. krzywa Laffera, która mówi o tym, że zbyt wysokie podatki mogą zmniejszać dochody budżetu, gdyż powodują kilka „efektów ubocznych”. Należy do nich m.in. spadek popytu związany ze wzrostem cen, przeniesienie się części popytu do szarej strefy, spadek wpływów budżetowych z innych podatków, takich jak VAT. I dokładnie z taką sytuacją mamy już do czynienia w przypadku akcyzy od piwa w Polsce. Jeżeli doszłoby do zapowiadanych kolejnych drastycznych podwyżek – może to mieć naprawdę poważne, negatywne konsekwencje nie tylko dla branży piwowarskiej, ale i całego łańcucha wartości. Branża piwowarska kurczy się od 2019 r. Tylko w zeszłym roku spadek osiągnął poziom 5,5% rok do roku, przy podwyżce akcyzy ustalonej w tzw. mapie akcyzowej, która pozwoliła browarom się na nią przygotować. Przewidujemy, że wyższy wzrost tego podatku może przynieść mocniejsze tąpnięcie na rynku, nawet dwucyfrowe, co pociągnie za sobą konieczność ograniczenia produkcji, a może nawet zamknięcia kolejnych browarów. Chciałbym tu przypomnieć, że w ostatnich latach zamknięte zostały już dwa – w Leżajsku i Namysłowie – a pozostałe browary mają nadal duże nadwyżki produkcyjne i to zjawisko narasta. A mniejsza produkcja to mniejsze zamówienia w sektorze rolnym – przede wszystkim chmielu czy jabłek, które branża wykorzystuje do produkcji piw smakowych – ale również mniejsze zapotrzebowanie na usługi transportowe, logistyczne, aluminium do produkcji puszek czy mniejsze obroty w handlu czy gastronomii. Kryzys branży piwowarskiej może spowodować efekt kuli śniegowej również w branżach powiązanych.

Taką argumentację przedstawiamy decydentom i mam nadzieję, że te racjonalne argumenty przebiją się przez falę emocji i wygrają z dezinformacją, z którą mamy ostatnio powszechnie do czynienia.

Szara strefa i 4,4 mld zł strat dla budżetu

Forsal: Badania pokazują, że 90 proc. konsumentów uważa ceny piwa za odpowiednie albo za wysokie, a rynek już teraz się kurczy. Jak duże jest dziś ryzyko, że kolejna podwyżka zamiast wpływów do budżetu przyniesie tylko wzrost szarej strefy i zakupów za granicą – i czy mamy już twarde dane pokazujące skalę tego zjawiska?

BM: Tak jak wspomniałem, kolejna wysoka podwyżka akcyzy na alkohol w Polsce przyczyniłaby się do spadku popytu na legalne produkty, bo ich ceny wzrosną. Akcyza na piwo w Polsce jest już aktualnie trzyipółkrotnie wyższa niż stawka minimalna określona w Dyrektywie UE. Jest także trzykrotnie większa niż w Niemczech i na tym samym poziomie co np. w Danii, która jest przecież jednym z najbogatszych krajów Unii. Co więcej – od lat jesteśmy drugim pod względem wielkości płatnikiem akcyzy w Europie. Wysokość akcyzy wpływa oczywiście na cenę piwa – już dziś średnia cena piwa w Polsce jest wyższa niż w krajach sąsiadujących: Niemczech, Czechach i na Słowacji. Te dysproporcje powodują wzmożone zakupy transgraniczne, co jeszcze bardziej obniża sprzedaż piwa w Polsce – a tym samym spadają wpływy do budżetu państwa chociażby z podatku VAT. Te 7 mln hl piwa mniej – bo o tyle rynek się skurczył w ostatnich 7 latach – to ok. 1 mld zł mniej w budżecie państwa z tytułu podatku VAT. Nie mówiąc oczywiście o wpływach z akcyzy. Wiemy doskonale również o tym, że szara strefa również zyskuje na wzroście cen legalnego alkoholu - Instytut Prognoz i Analiz Gospodarczych (IPAG) mówi nawet o stratach dla budżetu państwa w ciągu ostatnich trzech lat w wysokości ok. 4,4 mld zł. W przypadku piwa problem szarej strefy w zasadzie nie występuje, ale inne kategorie mocno ją odczuwają.

Jednak dalsze podnoszenie stawek podatku akcyzowego na piwo będzie prowadziło do silniejszego wyhamowania popytu, co odbije się na wysokości wpływów do budżetu. Trudno zatem znaleźć uzasadnienie dla poszukiwania dodatkowych źródeł finansowania budżetu państwa z coraz płytszych kieszeni konsumentów piwa.

Bezalkoholowe co 14. piwo – branża idzie z duchem czasu

Forsal: Branża piwowarska to nie tylko browary – to rolnictwo, gastronomia, handel, logistyka. Rynek skurczył się już o ok. 7 mln hektolitrów w ciągu ostatnich siedmiu lat. Jakie są realne szacunki dotyczące miejsc pracy, które mogą zniknąć, jeśli zapowiadane podwyżki wejdą w życie – i czy branża ma już konkretny plan działania, żeby zatrzymać ten proces?

BM: Produkcja piwa w Polsce w 2025 r. była najniższa od 20 lat – w przeliczeniu z rynku ubyło ok. 300 mln piw. Tendencja spadkowa jest również widoczna w pierwszych miesiącach tego roku, choć liczymy na to, że ciepłe lato nieco zahamuje ten trend spadkowy. Najwięksi producenci piwa w Polsce już w 2024 r. wykorzystywali swoje moce produkcyjne tylko na ok. 70% - nadwyżka wynosiła 10 mln hl. Mimo tego producenci utrzymują miejsca pracy licząc na ustabilizowanie sytuacji. Inwestują też w rozwój segmentu piw bezalkoholowych, który jako jedyny w kategorii systematycznie rośnie, osiągając już ponad 8% rynku piwa w Polsce. Właściwie już co 14. piwo w Polsce jest bezalkoholowe i wydaje się, że regulator powinien docenić jego wpływ na ograniczanie spożycia alkoholu w Polsce, co jest zgodne z celami ustawy o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałania alkoholizmowi. I to jest też jeden z kierunków, które obrała branża, w odpowiedzi na zmieniające się trendy konsumenckie. Piwo bezalkoholowe napędza trend NoLo i daje realną alternatywę dla alkoholu na wiele okazji, które tradycyjnie kojarzą się z procentami. Nasza branża jest prekursorem i liderem transformacji rynkowej, którą od kilku lat obserwujemy, a która sprawia, że browary w coraz większym stopniu stają się producentami piw bezalkoholowych – to ten segment jest szczególnie rozwijany co widać w liczbie nowych piw bez alkoholu oraz w reklamie, która zachęca konsumentów na masową skalę do przestawiania się na takie produkty.

Nocna prohibicja w miastach w Polsce – czy branża ma powody do niepokoju?

Forsal: Od 1 czerwca nocna prohibicja obowiązuje w całej Warszawie – zakaz sprzedaży alkoholu w sklepach, kioskach i na stacjach benzynowych między 22:00 a 6:00. Podobne ograniczenia wprowadziło ok. 200 samorządów w całym kraju. Czy branża piwowarska ma już pierwsze dane pokazujące, jak te zakazy przekładają się na wolumen sprzedaży – i czy widzi Pan ryzyko, że nocna prohibicja w połączeniu z kolejnymi podwyżkami akcyzy stworzy efekt domina, który uderzy nie tylko w duże browary, ale przede wszystkim w mniejszych producentów kraftowych?

BM: Możliwość ograniczania sprzedaży nocnej funkcjonuje już od wielu lat, widzimy jak poszczególne samorządy lokalne decydują się na wprowadzenie takich ograniczeń w odpowiedzi na oczekiwania mieszkańców pragnących poprawy bezpieczeństwa. Nie mamy konkretnych danych dotyczących wpływu tych ograniczeń na rynek piwa, ale warto przypomnieć, że sprzedaż piwa w godzinach nocnych jest marginalna z punktu widzenia całości rynku. Zakazy nigdy nie są idealnym rozwiązaniem, gdyż przecież dotyczą także osób, które nigdy nie powodowały żadnych problemów ani nie spożywały nadmiernie niemniej nigdy jako branża nie występowaliśmy przeciwko takim ograniczeniom, przyjmując do wiadomości, że lokalne władze są odpowiedzialne i racjonalne w swoich decyzjach.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: forsal.pl
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj