W październiku 2013 r. w blasku fleszy podpisano wart ponad 1,5 mld zł kontrakt na dostawę 307 rosomaków. Armia miała je otrzymać w latach 2014–2019. Umowę na dodatkowe 33 rosomaki w wersji rozpoznania technicznego (WRT są przeznaczone do pomocy uszkodzonym pojazdom w czasie walki) podpisano w czerwcu 2014 r.

– W 2014 r. dostarczono 65 sztuk kołowych transporterów opancerzonych (KTO) Rosomak w wersji bazowej przeznaczonych pod wersje specjalne. W latach 2015–2016 planowana jest dostawa po 45 sztuk KTO – informuje ppłk Małgorzata Ossolińska, rzeczniczka prasowa Inspektoratu Uzbrojenia, który realizuje zamówienie. – Zgodnie z umową wykonawca przechowuje wyprodukowane pojazdy. Terminy ich odbioru przez wojsko są skoordynowane z realizacją innych projektów, w których KTO będzie wykorzystany pod zabudowę specjalną – dodaje.

Problem w tym, że na razie w kwestii zabudowy specjalnej poza WRT niewiele się dzieje. A to oznacza, że 30 – 40 sztuk Rosomaków wartych 150 – 200 mln zł czeka. – Pojazdy są konserwowane zgodnie ze szczegółowymi instrukcjami, regularnie włączane są również ich silniki – tłumaczy Michał Rumin, rzecznik Rosomak SA. Istotne jest to, że na razie wojsko ich nie odebrało, tak więc nie ruszył jeszcze okres gwarancji.

Dlaczego rosomaki wciąż czekają na żołnierzy?

Dlaczego rosomaki nieprzeznaczone do wersji specjalnych nie trafiają do żołnierzy? Wojskowi nie potrafią zdecydować, jaki system łączności oraz detekcji skażeń ma być zainstalowany w transporterach. Norma obronna do tych drugich opracowywana jest w MON od maja 2013 r. (ukończenie prac powinno nastąpić do końca kwietnia).

Na rosomakach, które dotychczas były dostarczane, instalowany był system łączności Fonet produkowany przez WB Electronics. – Dostawy systemu Fonet na potrzeby KTO Rosomak zostały wstrzymane. Jest to spowodowane zamiarem MON instalacji na tej platformie docelowego rozwiązania w zakresie systemu łączności wewnętrznej, które zostanie wybrane w ramach postępowania na dostawę systemu BMS – tłumaczy dalej ppłk Ossolińska. Battlefield Management System to system zarządzania polem walki. Analizy rynku dotyczące jego pozyskania były prowadzone już w 2012 r., optymistyczne założenie jest takie, że uda się wyłonić dostawcę do końca roku. Trudno ocenić, kiedy faktycznie miałby zacząć działać.

>>> Czytaj też: W UE pracują 3 razy wydajniej niż w Polsce. Oto ranking produktywności

Nieoficjalnie wiadomo, że wojskowi boją się oskarżeń o to, że zainstalowanie Fonetu będzie dawało WB Electronics przewagę w przetargu na BMS. – Dziś nie ma systemu, który jest lepiej sprawdzony – także w boju – niż Fonet. Z niejasnych dla nas przyczyn w 2013 r. rosomaki przestały być wyposażane w ten system łączności. Oficjalną linią jest czekanie na BMS – stwierdza Piotr Wojciechowski, prezes WB Electronics. – Ale Fonet jest elementem sieci pokładowej ponad tysiąca pojazdów w Wojsku Polskim (w tym wszystkich rosomaków). System jest nowoczesny i jeśli takie będzie życzenie MON, każdy z oferentów BMS będzie mógł z tej sieci skorzystać, tak jak ma to miejsce w wielu krajach na świecie, gdzie system ten jest eksportowany – wyjaśnia przedsiębiorca i dodaje, że wybór innego systemu spowodowałby konieczność zainstalowania go także w tym tysiącu pojazdów, który już armia ma.

Osoba znająca kulisy sytuacji opowiada nam, że taki brak decyzyjności wojskowych może wynikać z powodu niechęci do kooperacji między polskimi spółkami zbrojeniowymi WB Electronics i Teldat. Ci pierwsi stworzyli Fonet, drudzy system zarządzania polem walki Jaśmin. Eksperci obydwa systemy oceniają wysoko. Jedna z teorii mówi, że poprzez zakulisowe działania spółki nawzajem blokują zakup swoich produktów przez MON.

– Warunki do podjęcia decyzji były spełnione dwa lata temu. W wyniku tajnych gier salonowych ludzi z MON i niekompetencji decydentów armia nie dostaje potrzebnego sprzętu. Najwyraźniej nie wszyscy zauważyli, że tuż za naszą wschodnią granicą trwa regularna wojna – krytykuje generał Waldemar Skrzypczak, były wiceminister obrony narodowej, który był obecny przy podpisywaniu kontraktu. – Podsumuję to trzema słowami: niekompetencja, niekompetencja i niekompetencja.

>>> Czytaj też: Motoryzacyjne perełki prosto ze Szwajcarii. Startuje Geneva Motor Show 2015 [ZDJĘCIA]



Udany owoc polskiej myśli

Kołowe transportery opancerzone Rosomak to zdaniem wielu ekspertów i żołnierzy jeden z najbardziej udanych produktów polskiego przemysłu zbrojeniowego (produkuje je Rosomak SA z siedzibą w Siemianowicach Śląskich). Jest silnie opancerzony, w niektórych wersjach zdolny m.in. do pływania. W polskiej armii używanych jest ok. 500 sztuk. Zdały one egzamin w czasie wojny w Afganistanie (straciliśmy tam ok. 20 z nich) i podczas misji w Czadzie. W ubiegłym roku na zakup rosomaków Ministerstwo Obrony Narodowej wydało nieco ponad 620 mln zł. Koszt jednej sztuki zaczyna się od ok. 5 mln zł, ale w zależności od wyposażenia (KTO mogą mieć m.in. moździerze lub w przeciwpancerne pociski kierowane) może dojść nawet do kilkunastu milionów.