Coraz więcej ekonomistów jest zdania, że pod koniec tego roku wzrost gospodarczy w Polsce osiągnie poziom 4 proc. – wynika z ankiety DGP wśród analityków 19 krajowych instytucji. W porównaniu z ankietą sprzed trzech miesięcy zmiany prognoz w odniesieniu do końcówki bieżącego roku nie są duże. Wyraźnie poprawiły się zaś oczekiwania co do początku 2015 r. Zdaniem specjalistów zagrożenie, że wzrost PKB spadł do 3 proc. albo niżej, wyraźnie zmalało. Średnia prognoz na I kw. wynosi obecnie 3,1 proc., czyli tyle, ile wzrost gospodarczy wyniósł w końcówce 2014 r. Trzy miesiące temu analitycy spodziewali się, że w pierwszych trzech miesiącach 2015 r. PKB urośnie o 2,9 proc.

„Szacunki wzrostu PKB zostały zrewidowane w stosunku do końca poprzedniego roku, na co wpływ miały nieco lepsze perspektywy konsumpcji” – tłumaczą ekonomiści Banku Millennium, dodając, że deflacja okazuje się głębsza i dłuższa, co poprzez wzrost dochodów realnych powinno wspierać realne wydatki konsumentów. Liczy też na utrzymanie wzrostu eksportu, któremu pomagać będzie ilościowe luzowanie polityki pieniężnej w strefie euro.

Z prognoz analityków wynika, że średniorocznie będziemy mieć deflację na poziomie 0,6 proc. – dwa razy większą niż w 2014 r. Jednak w listopadzie i grudniu ceny w ujęciu rocznym powinny już pójść w górę. – Nie ma czynników, które powodowałyby wzrost inflacji. To, że wskaźnik będzie rósł, ekonomiści nazywają efektem bazy: chodzi o „wyrastanie” z jednorazowych zdarzeń z poprzedniego roku – tłumaczy Jarosław Janecki, ekonomista banku Societe Generale. Te jednorazowe zdarzenia to spadki cen paliw, których źródłem była taniejąca ropa naftowa, a także obniżki cen żywności – efekt m.in. rosyjskiego embarga na polskie mięso czy owoce.

Janecki zaznacza jednak, że w przypadku paliw w marcu mieliśmy już wzrosty cen. Dlatego miniony miesiąc przyniósł już lekką zwyżkę wskaźnika cen: w lutym deflacja wyniosła jeszcze 1,6 proc., w marcu – taka jest średnia prognoz – już tylko 1,3 proc.
Zahamowane tempo spadku cen i stopniowo przyspieszający wzrost gospodarczy to warunki, w których trudno oczekiwać zmian w polityce monetarnej. I zdaniem wszystkich ankietowanych przez DGP analityków przynajmniej do końca tego roku Rada Polityki Pieniężnej nie będzie ani obniżać, ani podnosić stóp procentowych. Od niespełna miesiąca główna stopa NBP wynosi 1,5 proc. – jest niższa niż ekonomiści się spodziewali, gdy poprzednio pytaliśmy ich o prognozy – w grudniu ub.r.

Prognozy sprzed trzech miesięcy najbardziej zdezaktualizowały się, jeśli chodzi o kurs walutowy. W stosunku do euro złoty zyskał zdecydowanie bardziej, niż spodziewali się analitycy, a wobec dolara osłabił się wyraźniej, niż oczekiwano. Dlatego też w odniesieniu do notowań walut panuje wśród analityków największa niepewność. Są tacy, którzy spodziewają się, że w końcu tego roku za euro będziemy płacić mniej niż 4 zł, ale i tacy, którzy prognozują, że będzie to 4,2 zł. Jeśli chodzi o cenę dolara, rozstrzał prognoz na grudzień jest jeszcze większy: od niespełna 3,5 zł do 4,15 zł.

W ankiecie udział wzięli ekonomiści następujących instytucji: Bank BGŻ, Bank Gospodarstwa Krajowego, Bank Millennium, Bank Ochrony Środowiska, Bank Pekao, Bank Pocztowy, Bank Zachodni WBK, BPS TFI, Credit Agricole Bank Polska, FM Bank PBP, Grupa Copernicus, ING Bank Śląski, Korporacja Ubezpieczeń Kredytów Eksportowych, mBank, PKO BP, Plus Bank, Polityka Insight, Raiffeisen Bank Polska, Societe Generale. 

>>> Czytaj też: Szczurek: Deficyt przekroczył 3 proc. PKB, ale był mniejszy niż się spodziewaliśmy