Gdy rok temu kurs euro zbliżył się do rekordowego poziomu 1,40 dolara prezes Mario Draghi zapowiedział zmianę polityki Europejskiego Banku Centralnego. Wypowiedź tę można uznać za punkt zwrotny w podejściu EBC do rysującego się widma deflacji i recesji. W efekcie zmiany kurs euro osłabł, gospodarka zaczyna odżywać, ale przeciętny Europejczyk tego jeszcze nie widzi.

Trudno sobie wyobrazić okres obfitujący w bardziej przełomowe wydarzenia w polityce pieniężnej aniżeli ostatnie 12 miesięcy w wydaniu EBC. Już w czerwcu 2014 r. EBC obniżył po raz kolejny stopy procentowe. Stopa referencyjna została obniżona wówczas do poziomu 0,25 proc., a stopa depozytowa osiągnęła ujemna wartość -0,10 proc. EBC stał się w ten sposób trzecim bankiem w historii, który zdecydował się na zastosowanie ujemnej stopy depozytowej. Ponadto EBC zapowiedział wówczas przeprowadzenie zupełnie nowej edycji dłuższych operacji refinansujących. Chodzi o tzw. ukierunkowane dłuższe operacje refinansujące (w skrócie TLTRO), stworzone przede wszystkim po to, aby banki korzystające z tego źródła finansowania nakierowały swoją akcję kredytową na średnie i małe przedsiębiorstwa.

Jeszcze bardziej spektakularne decyzje przyniosła konferencja z 4 września 2014 r. Wówczas EBC jeszcze bardziej stopę depozytową do poziomu -0,20 proc. Draghi zapowiedział ponadto uruchomienia kolejnej edycji listów zastawnych oraz przeprowadzenie transakcji, których celem była (i jest) popularyzacja sekurytyzacji w strefie euro. Wrześniowa konferencja przeszła do historii przede wszystkim jednak za sprawą innej wypowiedzi Draghiego, z której wynikało, że w okresie dwóch lat (to jest do września 2016 r.) suma bilansowa Eurosystemu osiągnie poziom 3 bln euro, powracając tym samym do poziomu z początku marca 2012 r.

Na tym nie koniec luzowania europejskiej polityki pieniężnej. W marcu 2015 r. EBC uruchomił – przed czym wcześniej się bronił, ale co według wielu ekspertów i tak było nieuchronne – program skupu obligacji rządowych. Tym samym EBC zaczął odwoływać się do luzowania ilościowego w czystej postaci.

Rynki finansowe wyczekują

Euro, w ślad za wyraźną zmianą kursu przez EBC, cały czas traci na wartości. W marcu straty euro względem dolara wynosiły już prawie 25 proc. licząc od wypowiedzi Draghiego w maju 2014 r. Dopiero w kwietniu euro udało się odzyskać część utraconej wartości. Pierwsze realne tego efekty już widać. Tendencje deflacyjne zostały wyhamowane. W kwietniu w strefie euro deflacji już nie było, a nawet zaczynają wreszcie rosnąć oczekiwania deflacyjne. Co jeszcze ważniejsze, widać pierwsze symptomy poprawy na rynku kredytowym.

Uczestnicy rynków finansowych i wielu ekspertów wydają się być zadowolonymi z działań EBC. Zadowolenie to może jednak okazać się krótkotrwałe. Dobry nastrój mąci ostatnia korekta na rynku obligacji w strefie euro. Rentowność niemieckich obligacji dziesięcioletnich podskoczyła prawie dziewięciokrotnie (z poziomu bliskiego 0,05 proc. do prawie 0,65 proc.). Inwestorzy mają coraz więcej wątpliwości, czy działania EBC nie naruszą stabilności rynku obligacji.

Wątpliwości inwestorów co do działań EBC nie są bezpodstawne. W przeciwieństwie do Fed czy Banku Japonii, EBC przeprowadza skup obligacji w zgoła odmiennych uwarunkowaniach. Rzecz w tym, że strefa euro ma za sobą silną konsolidację fiskalną, na skutek której rządy państw strefy euro nie muszą już emitować ogromnych ilości obligacji. Najlepszym dowodem są Niemcy, gdzie podaż netto obligacji w tym roku może być wręcz ujemna!

Są jeszcze inne obiekcje ze strony inwestorów co do działań EBC. Według szacunków Goldman Sachs, rentowność ok. 42 proc. wyemitowanych przez rządy w strefie euro obligacji już jest ujemna. A EBC zobowiązał się do skupu jedynie tych obligacji, których rentowność nie jest mniejsza od poziomu stopy dyskontowej, to jest minus 0,20 proc.. Niemieckie dwuletnie obligacje już dawno spadły poniżej tego progu. W pewnym momencie (na szczęście bardzo krótkim) również rentowność francuskich dwulatek spadła poniżej granicy minus 0,20 proc..

Poza tym nie wszyscy posiadający obligacje chcą się ich pozbywać, gdyż stanowią one cenne zabezpieczenie (collateral). Dlatego coraz częściej pojawia się pytanie, czy EBC będzie w stanie skupić niezbędną do wyznaczonego przez siebie celu ilość obligacji.

>>> Polecamy: Rząd przyjął "konstytucję dla firm". Co to oznacza dla biznesu?

Obywatele strefy euro czekają na więcej

Przeciętny obywatel Eurosystemu nie widzi wciąż zmian na lepsze. Narasta więc frustracja. Można było przekonać się o tym oglądając kwietniową konferencję prasową EBC. Przeszła ona do historii za sprawą wtargnięcia na stół konferencyjny I obrzucenia konfetti zdumionego prezesa Draghiego przez młodą niemiecką aktywistkę Josephine Witt, skandującą przy tym hasło End ECB Dick-tatorship. Jeden z uczestniczących dziennikarzy zaćwierkał wówczas na Twitterze, że wreszcie coś ciekawego wydarzyło się w EBC.

Witt znacznie więcej miała do powiedzenia już po swoim happeningowym wydarzeniu. Zwróciła uwagę na rosnące dysproporcje w społeczeństwie miedzy bogatymi i biednymi, co przeraża większość przywiązanych do egalitaryzmu dochodowego Niemców). Namawiała do zmiany narracji w dyskusjach ekonomicznych. Mówiła, że rosnący podział Europy na północną, gdzie się bardzo ciężko pracuje oraz wskazywanie na obiboków i próżniaków na południu niesie znamiona rasizmu.

Dziwnym zbiegiem okoliczności w tej samej konferencji prasowej uczestniczyła biorąca udział w paneuropejskim konkursie grupa uczniów greckich. Nagrodą w tym konkursie była między innymi możliwość zadania pytania prezesowi EBC. Uczniowie nie sprawiali wrażenia obiboków, a w ich pytaniach łatwo można było wyczuć troskę o własną przyszłość w tak rozdzierającej się Europie. Draghi nie miał niestety nic ciekawego do zaoferowania młodym Europejczykom.

Wniosek po ostatniej konferencji EBC nasuwa się jeden. Może EBC ma przekonywujące dowody, że w strefie euro widać już jakiś przełom w gospodarce. Dostrzegają już je niektórzy uczestnicy rynków finansowych. Znacznie gorzej jest z przeciętnym obywatelem strefy euro, zwłaszcza młodego pokolenia, któremu żyje się obecnie znacznie gorzej aniżeli przed wybuchem kryzysu. I nic nie wskazuje na rychłą zmianę.

Inna sprawa, że pogorszenie się standardów życia w strefie euro jest efektem przede wszystkim globalizacji. Kiedyś kraje te najczęściej konkurowały z równymi sobie. Teraz muszą stawiać czoła Chinom oraz innym gospodarkom wschodzącym. Pole manewru dla samej polityki pieniężnej staje się coraz bardziej ograniczone, a mieszkańcy strefy euro muszą mocno zaciskać pasa. Tyle, że nikt nie ma odwagi im powiedzieć to prosto w oczy.

Co dalej?

Draghi ma jeszcze czas. Sam sobie wyznaczył cel, jakim jest zwiększenie sumy bilansowej Eurosystemu do poziomu 3 bln euro do września 2016 r. I najprawdopodobniej dopiero przed piątą rocznicą objęcia przez niego urzędu, w listopadzie 2016 r, wszyscy będę rozliczać prezesa EBC z tej zapowiedzi. Na razie suma bilansowa rośnie i osiągnęła poziom rzędu ponad 2,37 bln euro.

Na plus można zapisać poprawę sytuacji makroekonomicznej, zwłaszcza jeśli chodzi o przezwyciężenie deflacji. Poprawa ta wydaje się jednak bardziej zasługą deprecjacji euro, niż samych działań EBC. Oczywiście, gdyby nie działania EBC, być może nie doszłoby do tak silnej deprecjacji euro. Kursu euro nie da się jednak osłabiać w nieskończoność. EBC nie może bazować jedynie na słabszym kursie euro. Musi szukać bardziej trwałych rozwiązań.

Były prezes Banku Anglii, Mervyn King powiedział, że dobra polityka pieniężna powinna być nudną polityką. Trudno o to dziś w strefie euro. EBC I jego prezes podjął w ostatnich 12 miesiącach wiele spektakularnych działań. Muszą one być jeszcze bardziej skuteczne bo pomimo podjętych wysiłków przeciętny mieszkaniec strefy euro wciąż nie odczuwa efektów. Świadczy o tym m.in. przetaczająca się w Europie fala strajków, która dosięgnęła już także dotychczasową ostoję stabilności, Niemcy.

>>> Czytaj też: Wysoka umieralność dzieci, niskie dochody rodziców. Niebezpiecznie jest rodzić się w Polsce