Amerykański sekretarz stanu poświęcił tam osiem godzin na rozmowy: najpierw z szefem rosyjskiej dyplomacji Siergiejem Ławrowem, a potem z prezydentem Władimirem Putinem.

"Ranga spotkania była wysoka, rozmowy długie, ale spektakularnych rezultatów zabrakło" - uważa Piotr Kościński.

"Jeśli dziś Kerry mówi, że nadszedł właśnie krytyczny moment w konflikcie ukraińskim i dotyczy on głównie Rosji i wspieranych przez nią separatystów, to najwyraźniej nie został przekonany ani przez Putina, ani przez Ławrowa" - mówi ekspert.

>>> Czytaj też: Rosja brata się z USA? "Chcemy konstruktywnej współpracy z Waszyngtonem"

Piotr Kościński zaznacza jednak, że gdyby spotkanie miało czysto kurtuazyjny charakter, nie trwałoby ośmiu godzin, a dodatkowo na koniec spotkania dało się wyczuć łagodniejszą retorykę bez wzajemnych napaści, być może więc, choć nie udało się dojść do porozumienia, to jest zgoda co do dalszych rozmów z których coś może wyniknie.

Po spotkaniu, John Kerry podkreślał, że istnieje "pilna potrzeba" amerykańsko-rosyjskiej współpracy w konfrontacji z zagrożeniami współczesnego świata. Siergiej Ławrow ocenił rozmowy jako udane i pozwalające obu stronom lepiej poznać wzajemne stanowisko.

John Kerry jest najwyższym rangą amerykańskim dyplomatą, który odwiedził Rosję od czasu wybuchu konfliktu na Ukrainie.