Najniebezpieczniejszy możliwy konflikt na świecie? Chiny kontra Japonia

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
6 czerwca 2015, 07:00
Budowa chińskich sztucznych wysp w pobliżu Wysp Spratly, źródło: Asia Maritime Transparency Initiative/Digital Globe
Budowa chińskich sztucznych wysp w pobliżu Wysp Spratly, źródło: Asia Maritime Transparency Initiative/Digital Globe/Media
Chiński rząd podejmuje agresywne działania na Morzu Południowochińskim, angażując się w spory terytorialne z sąsiadami, w tym z Japonią. Mają one za zadanie podsycanie nacjonalistycznych nastrojów w społeczeństwie i odwrócenie jego uwagi od spowolnienia gospodarczego.

Jest to jedna z najniebezpieczniejszych gier na świecie - czytamy na portalu businessinsider.com.

Chińczycy budują pilnie od ponad roku sztuczne wyspy na rafach Morza Południowochińskiego, rekultywując w tym celu 2 tys. hektarów ziemi. Zdjęcia satelitarne zarejestrowały w kwietniu, że chińskie wojsko wybudowało tam szeroki lotniczy pas startowy, prawdopodobnie przeznaczony dla samolotów wojskowych.

Chiński rząd nagłaśnia tę sprawę podkreślając, że ma historyczne podstawy, do odzyskania Wysp Spratly, czyli ok. 100 małych wysp położonych pomiędzy filipińską wyspą Palawan a południowym wybrzeżem Wietnamu.

Należący do chińskiego partyjnego The People’s Daily państwowy tabloid The Globar Post napisał, że jakakolwiek próba zatrzymania budowy wysp przez USA nieuchronnie musiałaby doprowadzić do wojny. Ta nacjonalistyczna postawa niewątpliwie ma związek ze spowolnieniem gospodarczym w Państwie Środka.

Gospodarczy wzrost i globalne znaczenie Chin jest podstawą nowoczesnej chińskiej tożsamości. Rząd zaczyna zwracać się jednak do społeczeństwa o zaakceptowanie „nowej normalności”, ze spowalniającą gospodarką, długiem publicznym sięgającym 300 proc. PKB, zadłużonymi firmami z sektora budownictwa i nieruchomości i wysychającym strumieniem kredytów.

By utrzymać nacjonalistyczny zapał w narodzie, chińscy decydenci postanowili zwrócić uwagę na terytorialny konflikt z Japonią.

- Chińska "inwestycja" na Morzu Południowochińskim jest suwerennym uprawnieniem tego kraju, jest także zgodna prawem, racjonalna i usprawiedliwiona – powiedział rzecznik prasowy chińskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Zupełnie innego zdania są Japonia i USA.

Przez kilka ostatnich lat podczas Światowego Forum Ekonomicznego w Davos (Szwajcaria) światowi liderzy nie mieli problemów, ze wskazaniem największego zagrożenia dla globalnej równowagi. Nie wskazywali na Irak ani Państwo Islamskie. Także na Iran. Katastrofalny w skutkach byłby natomiast zbrojny konflikt pomiędzy Japonią a Chinami na Morzu Południowochińskim.

Pekin i przedstawiciele chińskiej armii zdają się być przekonanymi, że administracja Obamy w ogóle nie jest zainteresowana sporem z Japonią. Polityczna ostrożność USA jest uważana za słabość, toteż do najbliższych tamtejszych wyborów prezydenckich Państwo Środka będzie czuło się bezkarnie.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Media
Tematy: Chinywojsko
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj