Aneksja Krymu i rebelia w Donbasie spowodowały, że nawet prorosyjscy do tej pory Niemcy i Francuzi zaostrzyli kurs wobec Moskwy. Kreml tym samym pomógł wylansować koncepcję działania Sojuszu, którą popierały NATO-wskie jastrzębie, m.in. Polska i USA.

Stworzyć sztaby

Jeśli chodzi o samą szpicę, to w Brukseli ustalono, że w Bułgarii, Rumunii, Polsce, na Litwie, Łotwie oraz w Estonii powstaną jednostki sztabowe, które będą ułatwiać szybkie przerzucenie sił natychmiastowego reagowania do tych krajów. Na razie nie dotyczy to Czech, Słowacji i Węgier, które jeszcze kilkanaście miesięcy temu uważały, że zagrożenie z Rosji jest wyolbrzymiane. Decyzja o tym, czy podobne komórki sztabowe powstaną w tych krajach, została odłożona na kilka miesięcy.

Stoltenberg powiedział również, że postanowiono przyspieszyć proces podejmowania decyzji o użyciu żołnierzy, a także przyjęto nową koncepcję planowania. – Chodzi m.in. o odtworzenie zdolności do prowadzenia tradycyjnych konfliktów terytorialnych z użyciem czołgów czy artylerii. Z naszej perspektywy jest to bardzo ważne – ocenia Wojciech Lorenz, analityk w sprawach bezpieczeństwa w Polskim Instytucie Spraw Międzynarodowych.

W ostatnich latach Sojusz mocno skupiał się na budowaniu swoich możliwości ekspedycyjnych, teraz ma powrócić do korzeni, czyli jako priorytet traktować obronę swoich granic. W tym kontekście trzeba pamiętać, że dla Hiszpanii, Portugalii czy Włoch główne zagrożenie jest w północnej Afryce, dlatego w komunikacie po spotkaniu jest mowa o tym, że Sojusz jest gotowy na zagrożenia zarówno ze wschodu, jak i z południa. Chodzi o tzw. podejście 360 stopni.

Najbliższe spotkanie ministrów obrony państw NATO zaplanowano na jesień. Szczyt, na którym obecni będą także przywódcy krajów członkowskich, odbędzie się w lipcu 2016 r. w Warszawie.