Przeanalizowaliśmy główne propozycje programowe PiS. Z obliczeń DGP wynika, że wydatki są niedoszacowane, a wpływy przeszacowane. PiS obliczył wydatki na 39 mld zł. My szacujemy je na 53 mld zł. A wpływy można zwiększyć o ok. 34,5–37 mld zł, a nie 73 mld zł.

1. Wpływy

Wyliczenia PiS są – mówiąc oględnie – kontrowersyjne w punktach dotyczących źródeł finansowania najważniejszych propozycji. Z szacunków DGP wynika, że partia może liczyć na dużo mniej, niż chciałaby tego kandydatka na premiera Beata Szydło. No i duża część tych dochodów wymaga systemowych zmian i nie byłaby do wzięcia od ręki.

Zwrot VAT z transferów

Przykładem zawyżonych prognoz są obliczenia, że z kwoty 39 mld zł, jaka trafi do podatników dzięki proponowanym zmianom, 9 mld zł wróci do budżetu w formie podatku VAT. Eksperci PiS optymistycznie założyli, że Polacy otrzymawszy te 39 mld zł w formie dodatków rodzinnych, wyższej kwoty wolnej w PIT i wcześniejszych emerytur będą kupowali tylko towary obłożone najwyższą stawką 23 proc. Pomijając fakt, że Szydło zapowiedziała obniżenie tej stawki do 22 proc., to rzetelne wyliczenia powinny uwzględniać strukturę konsumpcji: w jednej czwartej budżety domowe są przeznaczane na zakup żywności opodatkowanej 8-proc. stawką. Uwzględniając tylko to, bez założenia, że przynajmniej część kwoty zostałaby zaoszczędzona, wpływy z VAT wyniosłyby 7,5 mld zł.

Zwalczanie unikania opodatkowania

Problem jest ze zweryfikowaniem kwoty 4 mld zł z walki z unikaniem opodatkowania poprzez transfer zysków do rajów podatkowych i 52 mld zł z uszczelnienia systemu podatkowego. W drugim przypadku chodzi o zmniejszenie tzw. luki w VAT. To kwota, która powinna trafiać do budżetu państwa (licząc po wielkości konsumpcji), a nie trafia. W Polsce luka jest ogromna. PiS szacuje ją na 50 mld zł. Firma doradcza PwC wyliczyła ją w 2014 roku na około 42 mld zł, czyli niemal 2,5 proc. PKB. To prawie tyle, ile tegoroczny deficyt budżetowy. Podobne jak PWC są szacunki Brukseli. Według Komisji Europejskiej do polskiego budżetu nie trafia nawet jedna czwarta należnego mu podatku. W 2012 r. była to równowartość 9,3 mld euro, czyli około 40 mld zł.

Tyle że zupełne zlikwidowanie luki w VAT jest mało prawdopodobne. Gdyby udało się ją zmniejszyć do poziomu średniej unijnej, która wynosi 16 proc. VAT należnego, PiS uzyskałoby jakieś 15 mld zł. Wiele zależy od metod walki z wyłudzeniami, jakie przyjąłby przyszły rząd. Według Tomasza Kassela z PwC najbardziej skuteczna byłaby zmiana metody rozliczeń podatku polegająca na wprowadzeniu tzw. split payment, czyli podzielonej płatności. Przy każdej transakcji płatność dzielona byłaby na dwie części: cenę netto, która trafiałaby na konto dostawcy, i kwotę VAT przelewaną bezpośrednio na konto podatkowe. Podobne rozwiązanie szykuje PiS. Podobnie jak wprowadzenie elektronicznego systemu faktur, co ma ułatwić wychwytywanie nadużyć. – Wprowadzanie elektronicznego fakturowania jest mniej skuteczne. Bo co z tego, że zalejemy obecny aparat skarbowy dodatkowymi terabajtami danych, skoro może on nie być w stanie ich przetworzyć – mówi Tomasz Kassel.

Problem polega na tym, że takich zmian nie da się wprowadzić w krótkim czasie. Owoce walki z oszustami podatkowymi mogą być widoczne dopiero po kilku latach.

Banki i supermarkety do opodatkowania

Szybsze wpływy byłyby z dwóch nowych podatków zapowiadanych przez PiS, a o których pisaliśmy niedawno w DGP. Pierwszy to podatek od aktywów banków, który ma dać budżetowi 5 mld zł. Tu wyliczenia PiS są dość ostrożne, bo przy obecnym poziomie aktywów banków i stawce 0,39 proc. tego podatku kwota powinna być co najmniej o miliard złotych większa. Albo PiS zamierza zastosować niższą stawkę, niż pierwotnie proponował, albo nie będzie opodatkowywać aktywów firm ubezpieczeniowych i funduszy inwestycyjnych. Licząc po starej stawce i bieżącej wielkości bazy podatkowej, nowa danina mogłaby nawet zapewnić 7 mld zł rocznie. Najmniej kontrowersji wzbudzają szacunki 3 mld zł z dochodów z podatków od supermarketów – są zgodne z tym, co wyliczają sami handlowcy.

>>> Czytaj też: Chaos w strefie euro został przewidziany już 38 lat temu. Przez... Komisję Europejską

2. Wydatki

Kwota wolna od podatku – 8 tys. zł

Jeśli ta propozycja wejdzie w życie, to w portfelu każdego podatnika zostanie dodatkowo 894 zł i tyle mniej trafi do fiskusa. W 2013 roku podatników PIT, którzy mogli skorzystać z kwoty wolnej, było ponad 23 mln. Gdyby każdy z nich skorzystał z podwyższonej kwoty wolnej, to dałoby to ponad 21 mld zł, a więc 14 mld zł więcej niż proponuje partia Jarosława Kaczyńskiego. Jak wynika z naszych wyliczeń, wskazywane przez PIS 7 mld zł to efekt kwoty wolnej tylko dla samych emerytów i rencistów. Choć trzeba zwrócić uwagę, że koszt rozłożyłby się na budżet i samorządy (do nich trafia połowa tego podatku), czyli ubytek dla budżetu państwa wyniósłby ok. 10 mld.

Zasiłki po 500 zł na dziecko miesięcznie

W sobotę Beata Szydło powiedziała o zasiłku na drugie i kolejne dziecko. Ma to dotyczyć 51 proc. rodzin i wydatki powinny wynieść 22 mld zł. Fakt: drugie i kolejne dzieci w rodzinach to 3,7 mln dzieci i zasiłki dla nich wyniosłyby ponad 22 mld zł. Ponieważ wcześniej propozycja ta pojawiała się w dwóch wariantach – także jako 500 zł na każde dziecko w najbiedniejszej rodzinie – policzyliśmy i ten wariant.

Przeciętnie wypłacanych jest niepełne 2,2 mln świadczeń rodzinnych miesięcznie. Czyli tyle dzieci można uznać za najbiedniejsze. Koszt wypłaty zasiłków byłby tu niższy i wyniósłby 13,2 mld zł. Gdyby połączyć obie propozycje, wyszłoby niepełne 30 mld zł. To mniej niż prosta suma obu, bo grupa adresatów pierwszej propozycji poszerza się o jedynaków i pierwsze dzieci w najbiedniejszych rodzinach – nieco ponad 1,2 mln dzieci.

Przywrócenie starego wieku emerytalnego

Taką operację PiS szacuje na 10 mld zł rocznie. Tyle korzyści budżetowi daje wydłużony wiek emerytalny w 2016 roku. Pewne zyski związane z tym, że co najmniej trzy roczniki emerytów już przeszły później na emeryturę – budżet już ma. To około 8 mld zł. Skutki zmian się kumulują i są tym większe, im bardziej wydłuża się wiek emerytalny. Jakie będą koszty propozycji PIS, zależy od tego, kiedy wejdą w życie. Jeśli stanie się to od 1 stycznia 2016 r., to koszty do końca kadencji w 2019 roku wyniosą 43 mld zł. Jeśli od 2017 r., będzie to 38 mld zł, czyli około 10 mld zł rocznie. Ale odwrócenie wieku oznacza utratę olbrzymich korzyści w kolejnej dekadzie, gdy dochodziłyby one do ponad 100 mld zł rocznie.

Z powyższych wyliczeń wynika, że koszty ulg i wydatków są niedoszacowane w zależności od wersji nawet o 14 mld zł, czyli nie 39, a 53 mld zł. Zdaniem Jakuba Borowskiego, głównego ekonomisty Credit Agricole, trzeba jeszcze brać pod uwagę, że w kolejnych latach mamy dalej zmniejszać deficyt, co oznacza, że tylko część wyższych dochodów budżetowych wynikających ze wzrostu gospodarczego PIS będzie mógł przeznaczać na swoje pomysły.

Widać, że PIS ma szanse zrealizować swoje propozycje w części, o ile dopasuje je do możliwości finansowych i poczeka, bo wdrażanie niektórych działań potrwa latami.

Jak podaje RMF FM podczas zakończonej w niedzielę w Katowicach trzydniowej konwencji programowej PiS politycy prawicy i zaproszeni przez nich eksperci debatowali o programie w ramach 13 paneli głównych i 36 specjalistycznych. Brało w nich udział ok. 270 mówców. ©

>>> Polecamy: Polska wskoczyła do elity w inwestycjach. Tak dobrych wyników nie było już dawno