Premier Aleksis Tsipras będzie musiał teraz zastanowić się, co zrobić z buntownikami.

Wśród tych, którzy sprzeciwili się reformom są między innymi przewodnicząca parlamentu oraz minister energii. Ten drugi po głosowaniu przyznał, że nie wyklucza dymisji. „Jeśli moja rezygnacja będzie potrzebna, to będzie to decyzja premiera, którego szanuję i cenię” - mówił minister Panagiotis Lafazanis.

Sam grecki premier Aleksis Tsipras stoi w obliczu trudnych decyzji. Bunt w partii oznacza, że stracił większość w parlamencie. Nie wiadomo też, ile może stracić w sondażach, bo minionej nocy przeforsował w parlamencie zmiany, które niecałe dwa tygodnie temu Grecy zdecydowanie odrzucili w referendum.

>>> Czytaj też: Stracone pokolenie. Grecja dogoni Irlandię najwcześniej za 20 lat

Eksperci mówią, że rekonstrukcja rządu jest nieunikniona. „Premierowi będzie teraz bardzo ciężko pracować z takim samym rządem, a może okazać się to niemożliwe” - podkreśla w rozmowie z Polskim Radiem grecki korespondent niemieckiej gazety Der Spiegel Giorgos Christides. Jak dodaje, wcześniejsze wybory są znacznie mniej prawdopodobne.
Rzecznik greckiego premiera stwierdził po głosowaniach, że na razie Aleksis Tsipras koncentruje się na dokończeniu ustaw związanych z oszczędnościami. Nieoficjalnie w Atenach mówi się jednak, że do rekonstrukcji rządu może dojść lada dzień.

Jak relacjonuje z Aten specjalny wysłannik Polskiego Radia Wojciech Cegielski, wczorajsze demonstracje przeciwników reform przed parlamentem były pierwszymi od czasu, gdy Syriza przejęła władzę w Grecji. Komentatorzy zwracają uwagę, że jeszcze przed wyborami sam Aleksis Tsipras stał na barykadach przeciwko władzom, a dzisiaj musi mierzyć się z protestami społeczeństwa. Zdaniem ekspertów, to również może przyczynić się do spadku popularności premiera w sondażach.

>>> Czytaj też: Grecki parlament przyjął reformy, na ulicach Aten wybuchły protesty