Sprawa nie jest prosta. Politycy, występując przed szeroką publicznością proponują rozwiązania, mogące w ich mniemaniu przyciągnąć najwięcej zwolenników. W rozmowach kuluarowych dają do zrozumienia, że pomysły kosztowne dla budżetu nie będą wprowadzone od razu, lecz stopniowo, przy zachowaniu dyscypliny fiskalnej.

Prawo i Sprawiedliwość

Najobszerniejszy program przygotowało Prawo i Sprawiedliwość – partia, która ma szansę wygrać wybory i zdobyć w Sejmie samodzielną większość. Gotowy program, liczący ponad 160 stron został przygotowany już w 2014 roku i częściowo prezentowany w prezydenckiej kampanii wyborczej. Jego główne punkty, które wiążą się z większymi wydatkami, ale także dochodami budżetu to:

Podniesienie kwoty wolnej w podatku PIT z 3091 zł do około 6000 zł. W kampanii prezydenckiej Andrzeja Dudy, prowadzonej przez Beatę Szydło, obecną kandydatkę na przyszłego premiera kwotę wolną określono na poziomie 8000 zł. Podatników, rozliczających się według dwu skal podatkowych, z kwotą wolną jest ponad 24 mln. Nie wszyscy skorzystają z podniesienie kwoty wolnej z uwagi na zbyt niskie dochody. Przyjmując, że skorzysta w pełni 15 mln podatników, koszt dla budżetu wyniesie: 3000 x 15000000 x 18 proc. = 8,1 mld zł. Gdyby kwota wolna została podniesiona do 8000 zł koszt dla budżetu wyniósłby 13,5 mld zł.

– Comiesięczny dodatek rodzinny w kwocie 500 złotych na każde drugie, trzecie i kolejne dzieci w rodzinie. Rodziny najbogatsze mają być z tego wyłączone, a biedniejsze otrzymywać będą dodatek także na pierwsze dziecko. Nie znamy kryteriów dochodowych. Obecnie w Polsce jest 6,94 mln osób w wieku od 0 do 18 roku. Liczba ta będzie się zmieniać, ale tylko nieznacznie. Najliczniejszy jest rocznik 2009 – 433638 osób, najmniej liczny 2003 – 350999. Przyjmując, że zasiłki przysługiwać będą na 4 mln osób, koszt dla budżetu wyniesie 24 mld zł.

– Przywrócenie prawa przejścia na emeryturę kobietom od 60 roku życia (przy 20-letnim stażu ubezpieczeniowym), a mężczyznom od 65 roku (przy 25-letnim stażu). Punkt ten nie jest jasny, gdyż niektórzy politycy PiS, a także szef NSZZ „Solidarność” Piotr Duda, wspominają, że kryterium stażu może być surowsze. W dodatku Trybunał Konstytucyjny zakwestionował zróżnicowanie wieku emerytalnego mężczyzn i kobiet. Gdyby zmiana zasad emerytalnych była zrealizowana zgodnie z zapisem z programu PiS, skutki dla finansów ZUS (a tym samym budżetu) byłyby rosnące z każdym rokiem. W latach 2016-2020 wyniosłyby 48,7 mld zł, przy czym w 2016 roku 6 mld zł, a w 2020 r. 13,5 mld zł. Liczby te podane zostały w uzasadnieniu ustawy, podnoszącej wiek emerytalny.

W poniedziałek, 21 września projekt ustawy, obniżającej wiek emerytalny zgłosił prezydent Andrzej Duda. To spełnienie obietnicy z kampanii wyborczej. Prezydent jest formalnie bezpartyjny, ale jego projekt należy zapisać na konto PiS.

Obniżenie wieku emerytalnego proponował także poprzedni prezydent Bronisław Komorowski, zastrzegając jednak, że byłoby to powiązane z odpowiednim stażem pracy. W propozycji Andrzeja Dudy takiego warunku nie ma. Zdaniem prezydenckich ekspertów koszt dla budżetu wyniesie w latach 2016-2020 30 mld zł plus 10 mld zł, z tytułu dodatkowych kosztów. W uzasadnieniu do projektu prezydenckiej ustawy nie ma dokładniejszych wyliczeń, potwierdzających powyższe szacunki. Są one tylko nieznacznie niższe od szacunków z roku 2012, gdy uchwalano podniesienie wieku emerytalnego. W uzasadnieniu czytamy też, że skutki mogą być mniejsze, jeśli wyeliminowane zostaną nieprawidłowości występujących na rynku pracy, takie jak: stosowanie umów cywilnoprawnych zamiast umów o pracę, ukrywanie części wynagrodzenia wypłaconego pracownikowi i praca w „szarej strefie”.

Ustawa nie zostanie przyjęta w obecnej kadencji, ale zapewne będzie jedną z pierwszych przyjętych w kadencji następnej. Oznacza to, że już w roku 2016 wydatki z tytułu obniżenia wieku emerytalnego wyniosą 5-6 mld zł.

PiS proponuje także:

– Obniżenie PIT dla małych firm do 15 proc. , zatrudniających co najmniej 3 osoby za wynagrodzenie nie mniejsze niż średnia krajowa. Trudno oszacować skutki budżetowe; zapewne będą niewielkie.

– Podniesienie wydatków na obronność z 2 do 3 proc. PKB. Zapowiedziała to Beata Szydło, choć w programie PIS punktu tego nie ma. Koszt dla budżetu wyniósłby 17 mld zł.

– Bezpłatne lekarstwa dla osób powyżej 75 roku życia. W programie PIS z roku 2014 jest w dodatku zapowiedź obniżenia cen wszystkich leków, sprzedawanych w aptekach do 8-9 zł za opakowanie. Koszt dla budżetu takiej operacji można szacować jedynie w dużym przybliżeniu. Obecnie koszt refundacji leków sprzedawanych w aptekach to około 7,5 mld zł. Wartość sprzedaży na aptecznym rynku farmaceutycznym to około 30 mld zł rocznie. Udostępnienie darmowych leków osobom starszym otworzyłoby furtkę do nadużyć. Koszt refundacji zapewne by się podwoił, co oznacza dodatkowy wydatek budżetu 7,5 mld zł.

– Wzrost wydatków na ochronę zdrowia z obecnych 4,5 do 6 proc. PKB, czyli o około 25 mld zł.

– Rozwiązanie problemu kredytów frankowych. PiS poparł ustawę przegłosowaną w Sejmie i zmienioną później w Senacie, przerzucającą na banki 90 proc. kosztów przewalutowania. Jeśli powróci po wyborach do tego pomysłu koszt dla banków wyniesie, według szacunków Związku Banków Polskich 20-25 mld zł. Ale koszty poniósłby także budżet. Bezpośrednim byłoby obniżenie wpływów z CIT o 4-5 mld zł. Pośrednie skutki, związane ze spowolnieniem gospodarczym, a tym samym spadkiem wpływów przede wszystkim z VAT byłyby bardziej dotkliwe. W dodatku Polska wdałaby się niemal na pewno w spory prawne z zagranicznymi centralami banków i ostatecznie koszt przewalutowania mógłby w całości ponieść budżet państwa.

– Zapewnienie bezpłatnych przedszkoli wszystkim dzieciom, opieki dentystycznej w każdej szkole, podniesienie progu dochodowego, uprawniającego do świadczeń socjalnych, wprowadzenie statusu weterana opozycji demokratycznej, uprawniającego do dodatkowego wsparcia państwa, finansowanie przez państwo ubezpieczeń od klęsk żywiołowych w rolnictwie, wsparcie dla budownictwa. Nie sposób nawet w przybliżeniu oszacować budżetowych skutków tych zapowiedzi, z uwagi na ich ogólnikowość. Jeśli zostaną zrealizowane, to zapewne w ciągu wielu lat.

– Przeznaczenie 12 mld euro (52 mld zł) z obecnej perspektywy budżetowej (lata 2014-2020) na politykę prorodzinną. Gdyby zamiar ten został zrealizowany dodatkowe dochody państwa, pozwalające realizować cele społeczne wyniosłyby rocznie ponad 10 mld zł. Przeznaczenie środków unijnych na bieżące potrzeby socjalne wymagać będzie zgody Komisji Europejskiej. Trudno ocenić, czy zgodę taką uzyskamy.

– Wprowadzenie trzeciej stawki w podatku PIT – 39 proc. od dochodów powyżej 300 tys. zł rocznie, przy czym podatnik inwestujący, tworzący nowe miejsca pracy, mógłby uniknąć tej stawki, odliczając kwotę wydatków inwestycyjnych od podstawy opodatkowania. Dla budżetu zmiana ta byłaby neutralna.

– Wprowadzenie podatku od sklepów wielkopowierzchniowych. Ma on przynieść, według ekspertów PiS wpływy do budżetu w wysokości 2,5 mld zł. Ale, jak szacuje PwC, jednocześnie zmniejszą się wpływy z VAT – o 1,5 mld zł i CIT – o 0,4 mld zł. Rzeczywiste korzyści budżetowe będą więc niewielkie. Można je szacować na 0,6 mld zł.

– Wprowadzenie podatku bankowego. PiS nie konkretyzuje, jak skonstruowany będzie ten podatek i nie określa jego stawki. W programie czytamy jedynie, że „stawka podatku od instytucji finansowych zostanie ustalona na poziomie dostosowanym do aktualnej sytuacji gospodarczej”. Pierwotnie politycy PiS mówili o podatku od aktywów bankowych, ostatnio ujawnili, że chodzić będzie o podatek od „transakcji spekulacyjnych”. Na Węgrzech od przyszłego roku podatek wynosić będzie 0,31 proc. od aktywów i w kolejnych latach będzie obniżany. Jeśli w Polsce zastosowalibyśmy węgierską stawkę, dałoby to wpływy do budżetu w wysokości 5,5 mld zł. Ale nawet szacunki ekspertów PiS są niższe i nie przekraczają 5 mld zł. Przy podatku od „transakcji spekulacyjnych” wpływy były jeszcze niższe.

– Uszczelnienie systemu podatkowego. Punkt ten jest kontrowersyjny, tym bardziej, że PiS szacuje budżetowe zyski z tej operacji na 20-25 mld zł w roku przyszłym i 52 mld zł w roku 2017. Liczby te podał poseł PiS Henryk Kowalczyk, odpowiedzialny za program gospodarczy partii. Międzynarodowy Fundusz Walutowy w opublikowanym w maju raporcie stwierdza (powołując się na opracowanie doradczej firmy PwC), że niedobór w podatku VAT, wynikający z łamania prawa wzrósł z 7,1-23,7 mld zł w roku 2007 do 36,4-58,5 mld zł w roku 2012. Luka w innych podatkach jest mniejsza, choć też istotna. Wpływy z VAT, PIT i CIT spadły z 16 proc. PKB w roku 2008 do 13,5 proc. w roku 2014. Tak więc możliwość dodatkowych dochodów budżetowych z tytułu uszczelnienia systemu podatkowego jest duża. Podniesienie wpływów podatkowych do poziomu z roku 2008, czyli 16 proc. PKB dałoby dodatkowo 70 mld zł. Pytanie tylko, czy jest to możliwe i w jakim czasie.

– Dodatkowe wpływy z VAT w związku z większymi wydatkami rodzin i beneficjentów podniesienia kwoty wolnej od podatku. Przyjmując, że wzrost wydatków wyniesie 30 mld zł (zasiłki na dzieci plus obniżenie PIT minus oszczędności), a średnia stawka VAT to 15 proc., do budżetu trafi dodatkowo 4,5 mld zł.

– Ekspansja inwestycyjna. PiS zapowiada ekspansję inwestycyjną, finansowaną głównie ze środków pozabudżetowych, miedzy innymi przez Narodowy Bank Polski. Niektóre elementy tego programu mogłyby być zaliczone przez Eurostat do wydatków sektora finansów publicznych, a tym samym podwyższyć deficyt sektora.

– Obniżenie podstawowej stawki VAT do 22 proc. Zakładam, że posunięcie to będzie dla budżetu neutralne z uwagi na stopniowe uszczelnianie systemu podatkowego.

– Podniesienie płacy minimalnej i określenie stawki godzinowej na poziomie 12 zł. Będzie to miało skutki budżetowe, gdyż szereg świadczeń socjalnych jest powiązanych z wynagrodzeniem minimalnym. Skutki nie przekroczą 1 mld zł, więc w rachunkach budżetowych można je pominąć. Znacznie poważniejsze będą skutki dla całej gospodarki – ryzyko wzrostu bezrobocia.

>>> Polecamy: Ruszają przetargi na drogi za 107 mld zł. Będą problemy z finansowaniem?

Platforma Obywatelska

Zaprezentowany w Poznaniu 12 września program Platformy Obywatelskiej „Polska Przyszłości” nie zawiera propozycji zwiększających dochody budżetu. Zawiera natomiast szereg obietnic, dotyczących wydatków lub uszczupleń podatkowych w tym:

– Rozszerzenie zakresu kredytu podatkowego pozwalającego na odroczenie płatności w sytuacji kryzysu,

– Wprowadzenie ulgi podatkowej na działalność badawczą i rozwojową,

– Pomoc dla osób, mających kłopoty ze spłatą kredytów, zwłaszcza walutowych,

– Podniesienie zasiłków rodzinnych i wprowadzenie nowych kryteriów dochodowych, pozwalających lepiej adresować pomoc dla rodzin uboższych,

– Wzrost wydatków na budowę żłobków,

– Wprowadzenie bonu refundacyjnego na lekarstwa dla osób o niskich dochodach,

– Wprowadzenie minimalnej płacy godzinowej w wysokości 12 zł.

Nie sposób ocenić kosztów budżetowych, gdyż Platforma nie przedstawia konkretnych rozwiązań. W swym programie podkreśliła natomiast konieczność utrzymania dyscypliny budżetowej i nie zwiększania wydatków ponad poziom, wynikający z reguły wydatkowej.

Najbardziej kontrowersyjnym rozwiązaniem, zaproponowanym przez PO jest zapowiedź konsolidacji podatku PIT oraz składek na NFZ oraz ZUS, wraz z wprowadzeniem specjalnego algorytmu, pozwalającego wyliczać wysokość obciążeń dla każdego podatnika. Przy wysokości obciążeń ma być uwzględniana sytuacja rodzinna – liczba osób na utrzymaniu podatnika. Progresja podatkowa wyniesie od 10 do 39,5 proc., przy czym wynagrodzenia zostaną ubruttowione – wprowadzona zostanie do nich składka na ZUS, płacona przez pracodawców.

Minister finansów zapewnia, że koszt tych zmian nie przekroczy 10 mld zł i zmiany rozpoczną się najwcześniej w roku 2017. Jednocześnie ma być obniżony VAT (powrót do sytuacji sprzed 2010 roku) oraz podjęte działania na rzecz podniesienia ściągalności podatków. Wprowadzona ma być elektroniczna ewidencja faktur.

PO nie podaje jednak źródeł pokrycia innych obietnic wyborczych.

>>> Czytaj też: Oportunizm Angeli Merkel jest groźny dla Unii Europejskiej

Zjednoczona Lewica

Propozycje programowe Zjednoczonej Lewicy są równie rozbudowane jak w przypadku PiS. Lewica proponuje:

– Wprowadzenie 40-procentowej stawki PIT dla osób najlepiej zarabiających. Nie określa progu dochodowego. Dla budżetu zmiana ta miałaby neutralny skutek

– Zwolnienie z podatku PIT dochodów do 21 tys. zł rocznie. Dochód do poziomu płacy minimalnej powinien być zwolniony z podatku. Przy obecnym poziomie płacy minimalnej podatku dochodowego nie płaciłyby osoby o dochodach do 21 tys. zł rocznie. Lewica postuluje podniesienie płacy minimalnej do 2500 zł miesięcznie (15 zł za godzinę). W takim wypadku podatku nie płaciłyby osoby o dochodach do 30 tys. zł rocznie. Z programu Lewicy nie wynika, czy chodzi o kwotę wolną od podatku, czy też osoby o dochodach przekraczających 21 tys. zł rocznie (ewentualnie 30 tys. zł) płaciłyby podatek według dzisiejszych zasad. To drugie rozwiązanie byłoby trudne do zrealizowania, gdyż niewielki wzrost dochodu powodowałby znaczący wzrost obciążeń podatkowych. Jeżeli zatem 21 tys. zł (lub alternatywnie 30 tys. zł) byłoby kwotą wolną od podatku oznaczałoby to uszczuplenie dochodów budżetu o ok. 30 mld zł (alternatywnie o ok. 40 mld zł).

– Wprowadzenie „premii obywatelskiej” czyli udziału wszystkich obywateli we wzroście PKB. Według ZL w roku 2014 „premia obywatelska” wyniosłaby 500 zł na obywatela, to jest ok. 19 mld zł. W roku przyszłym byłoby to ponad 20 mld zł. Rzecz jasna wypłaty pochodziłyby nie z PKB, ale z budżetu.

– Podniesienie najniższych emerytur o 200 zł. Obecnie najniższa emerytura wynosi 880 zł, a około 1 mln emerytów otrzymuje emerytury niższe niż 1080 zł (czyli emeryturę proponowaną przez ZL). Koszt operacji dla ZUS, czyli budżetu wyniósłby około 1,5 mld zł.

– Obniżenie wieku emerytalnego. Pracownicy uzyskaliby prawo do przechodzenia na emerytury po 40 latach pracy – w przypadku mężczyzn i 35 lat w przypadku kobiet. SLD nie wyjaśnia, czy do stażu liczyłyby się tylko lata płacenia składek, czy też okres studiów i służby wojskowej. W tym pierwszym przypadku skutki budżetowe byłyby nieznaczne, w drugim wyniosłyby ok. 2 mld w 2016 roku i 8 mld zł w roku 2020.

– Podniesienie emerytur dla wdów lub wdowców. Skutek budżetowy jest trudny do oszacowania z uwagi na brak danych, ale zapewne wyniósłby ok. 1 mld zł.

– Wzrost publicznych nakładów na zdrowie do 7 proc. PKB, czyli o 45 mld zł.

– Zwiększenie wydatków na edukację. Lewica nie określa o jaką sumę chodzi, ale przywołuje statystyki z 2005 roku, gdy na edukację przeznaczano 0,5 punktu procentowego PKB więcej niż obecnie. Chodziłoby zatem o ok. 9 mld zł dodatkowych wydatków.

– Pomoc dla „frankowiczów” przez unieważnienie klauzul niedozwolonych w umowach kredytowych. Posłowie Lewicy zaproponowali w Sejmie podniesienie do 90 proc. udziału banków w kosztach przewalutowania. Jeżeli powrócą do tej propozycji obciążą banki kosztem 20-25 mld zł, który następnie zostanie zapewne zrefundowany przez budżet.

– Inne zapowiedzi, w tym:podwyższenie kryterium dochodowego uprawniającego do pomocy społecznej i do świadczeń rodzinnych, podniesienie zasiłku rodzinnego dla rodzin ubogich do wysokości 300 złotych, a także waloryzacja dodatków do niego, wzrost nakładów na żłobki i przedszkola, płatne urlopy dla opiekunów osób niepełnosprawnych, itp. Koszt dla budżetu wyniósłby, w zależności od wariantów od 1 do 5 mld zł.

– Opodatkowanie aktywów bankowych stawką 0,5 proc. (czyli najwyższą w Europie). Teoretyczne wpływy wyniosłyby 9 mld zł, ale rzeczywiste byłyby zapewne niższe, choćby z uwagi na optymalizację podatkową, jaką przeprowadziłyby banki.

– Likwidacja Funduszu Kościelnego i lekcji religii w szkołach. Wydatki z budżetu na Fundusz Kościelny są niższe niż 100 mln zł, więc nieistotne dla finansów publicznych. Wynagrodzenia dla katechetów to ok. 2 mld zł rocznie, ale Lewica proponuje, by w miejsce religii zwiększyć liczbę godzin nauki innych przedmiotów, więc dla budżetu państwa skutek będzie neutralny.

Największym mankamentem programów wszystkich ugrupowań jest brak pomysłów na szybszy i stabilny wzrost PKB w długim okresie. Sprawa ta wymaga osobnego omówienia.