Emeryci nie będą się rozliczali jednolitym podatkiem, bo trzeba by znaleźć sztuczne rozwiązania, które chroniłyby ich przed wzrostem obciążeń. „Chodzi o niemożliwość sprowadzenia ich dochodów do wspólnego mianownika w ramach jednolitego podatku”, odpowiedziało nam na pytanie o tę kwestię Ministerstwo Finansów. Wszystko z powodu konstrukcji nowej daniny. Zakłada ona, że nowy podatek obejmie obecny PIT oraz składkę na NFZ, a także pełną składkę na ZUS. Dziś ta ostatnia jest płacona w przybliżeniu w połowie przez pracodawcę i pracownika. W swoim PIT podatnik widzi tylko tę jej część, która jest odliczana od jego przychodu. Ale pracodawca odprowadza np. 9,76 proc. na jego konto emerytalne i 6,5 proc. jako składkę rentową, a do tego dochodzą jeszcze składka na Fundusz Pracy czy wypadkowa. W efekcie wynagrodzenie w granicach średniej krajowej, czyli 4000 zł brutto dla pracownika, to dla pracodawcy ponad 4700 zł. I właśnie od takiej sumy miałby być liczony nowy podatek. Z emeryturą jest inaczej, ponieważ nie jest od niej odprowadzana składka na ZUS. W rezultacie efektywna stawka podatku jest dla emeryta dużo niższa, bo oprócz PIT płaci on tylko składkę zdrowotną. Gdyby wprost objąć nowym podatkiem emerytów, zostaliby oni uderzeni po kieszeni

Widać to na przykładach. Minimalna emerytura wynosi dziś 880 zł, z czego emeryt po odliczeniu kwoty wolnej od podatku odprowadza do budżetu w formie składki na NFZ lub podatku PIT ok. 55 zł miesięcznie. To daje efektywną stawkę podatkową w okolicach 6 proc. Powodem jest m.in. to, że w ciągu roku emeryt otrzyma 10,5 tys. zł emerytury, z czego nieco ponad 3 tys. jest zwolnione z podatku. Tymczasem minimalna stawka nowego podatku to 10 proc. Czyli gdyby została nim objęta osoba pobierająca minimalne świadczenie, to zapłaciłaby o 30 zł więcej niż dziś. Jeszcze większa różnica byłaby w odniesieniu do wyższych świadczeń. Jak wynika z naszych wyliczeń, senior otrzymujący emeryturę nieco niższą od przeciętnej w wysokości 1750 zł płaci teraz niepełne 9 proc. podatku, czyli ok. 160 zł, ale gdyby został objęty nowym systemem, to stawka ta wyniosłaby 26,5 proc. i 464 zł i to wtedy, gdyby mieszkał z małżonkiem. Bo gdyby był osobą samotną, wzrosłaby jeszcze bardziej – do 35 proc. – i zapłaciłby aż 612 zł.

Teoretycznie istnieją trzy możliwości, by ten problem rozwiązać. Dwie z nich są radykalne. Pierwsza to podwyższyć brutto emerytury tak, by mimo wprowadzenia nowego systemu emeryci na rękę dostawali tyle co dziś. Z punktu widzenia budżetu mogło to być wykonalne. Wyższe brutto i tak wróciłoby do fiskusa. Zwiększenie wydatków sektora finansów publicznych na emerytury byłoby równoważone wpływami z większego podatku od emerytów. Takie wyjście miałoby dodatkowo konsekwencje polityczne, bo emeryci mogliby się poczuć oszukani, gdyby na papierze suma ich emerytur wzrosła, ale na konto wpływało dokładanie tyle co wcześniej. Drugie rozwiązanie też mogłoby być niezręczne politycznie – to zwolnienie emerytów z PIT, ale jednoczesne pozbawianie ich świadczeń obecnej części brutto tak, by dostawali na rękę tyle samo co dziś. To także byłoby operacją sztuczną i komplikującą system, a mogłoby być odebrane jako obniżka emerytur. Bo o prawdziwym zwolnieniu emerytów z PIT nie ma mowy, gdyż byłaby zbyt kosztowna operacja.

Trzeci pomysł to stworzenie specjalnego wzoru wyliczania jednolitego podatku dla emerytów, tak by nie byli stratni i po wprowadzeniu zmian otrzymywali na rękę tyle samo co dziś. To rozwiązanie byłoby najprostsze do wdrożenia, tyle że kompletnie sprzeczne z samą ideą jednolitego powszechnego podatku, bo w ten sposób funkcjonowałyby w nim dwa rozwiązania.

Emeryci to niemal 5 mln Polaków, czyli potężna grupa wyborców, więc lepiej nie wywoływać w tej rzeszy zaniepokojenia. Natomiast pozostawianie ich w starym systemie nie będzie także łatwe, bo spowoduje sporo komplikacji. Najwięcej przysporzą małżeństwa osób, z których jedno będzie rozliczało się jednolitym podatkiem, a drugie według dotychczasowego PIT.

Wzór na obliczanie PIT uwzględnia liczbę osób w rodzinie i dochód na głowę, ale małżonek emeryt będzie miał dochód z inną podstawą naliczania podatku. Więc powstanie pytanie, czy i w jakiej wysokości jego dochód uwzględniać we wzorze na wyliczenie podatku współmałżonka. Kolejna wątpliwość – czy emeryt rozliczający się starym PIT mógłby skorzystać ze wspólnego rozliczania małżonków. Dziś o ile nie przekracza progu podatkowego, nie bardzo się to mu opłaca, ale w takim przypadku zyskiwałby dodatkową kwotę wolną za małżonka. Dochodzi także kwestia ulg na dzieci. Może się wydawać egzotyczna w przypadku emerytów, ale po pierwsze takie wypadki mogą wystąpić choćby z racji późnego rodzicielstwa, a po drugie na starym PIT zostaną także osoby prowadzące działalność gospodarczą czy te na umowach o dzieło. Ulga na dziecko to co najmniej 1112 zł rocznie. Skorzystanie z niej w takim przypadku mogłoby być nadmiernym przywilejem, bo skoro wzór nowego podatku zastępuje obecne odliczenia na dzieci, to zostawienie ulgi byłoby dodatkowym bonusem.

Odpowiedzi na te dylematy nie poznamy szybko. Resort finansów koncentruje się na razie na promowaniu ogólnej idei tego rozwiązania. Zapewnia, że tworząc propozycję nowego podatku, opiera się na zasadach prostoty, przejrzystości, uczciwości. „Szykując projekt ustawy, rozpiszemy szczegóły w oparciu o te zasady i wtedy dojdzie do rozstrzygnięć, jakie ujęcie małżeństw czerpiących dochody ze źródeł objętych i nieobjętych jednolitym podatkiem najlepiej wpisze się w ramy wyznaczone przez te zasady. Będziemy szli w stronę znacznego ujednolicenia i uproszczenia, ale w ramach odpowiedzialności fiskalnej i pilnując, żeby osiągnięte rozwiązanie było uczciwą propozycją” – odpisało nam biuro prasowe. Jednak takie szczegóły mogą decydować o tym, czy sam pomysł się przyjmie, czy nie.

>>> Czytaj też: Ile kosztują obietnice partii? Budżet może tego nie wytrzymać