Wstępna prezydencka propozycja rozwiązania problemu kredytów we frankach byłaby kosztowna dla sektora bankowego. Pierwszy koszt związany jest ze spreadami walutowymi, czyli stosowaniem przez banki przy wypłacie kredytu klientom i później w okresie spłaty własnych kursów, mniej korzystnych od średniego kursu Narodowego Banku Polskiego. Autorzy projektu zaproponowali, by od wejścia w życie ustawy w sprawach związanych z kredytami używano wyłącznie średniego kursu NBP. Równocześnie banki miałyby zrekompensować klientom kwoty spreadów pobranych w przeszłości.

>>> Czytaj też: Frankowicze domagają się od prezydenta spełnienia obietnic wyborczych

Przeanalizowaliśmy, ile spready kosztowały przykładowych klientów, którzy brali 20-letnie kredyty w poszczególnych momentach boomu, jaki miał miejsce przed kryzysem. Pod uwagę wzięliśmy kredyty zaciągnięte pod koniec kilku kolejnych lat pomiędzy 2004 a 2007 r. oraz w sierpniu 2008 r., kiedy kurs franka wobec złotego był najwyższy. Zakładając, że spread wynosił 3 proc. (czyli że taka była różnica zarówno między kursem kupna, jak i sprzedaży waluty w stosunku do średniego kursu NBP; nierzadko spready były wyższe, a część banków stosowała spready „niesymetryczne” – gdy miały dużo wypłat kredytów, kurs kupna franków przesuwały w dół, a gdy zaczęły dominować spłaty, podwyższały kurs sprzedaży waluty), na każde 100 tys. zł zadłużenia przypada od niemal 6,2 tys. zł dla kredytów z sierpnia 2008 r. do prawie 6,7 tys, zł – w przypadku kredytów z końca 2004 r. 3 tys. to spread walutowy zapłacony przez klienta w momencie zaciągnięcia kredytu, resztę banki pobrały w okresie spłaty. Dopiero w ostatnich latach spreadu można było uniknąć, kupując walutę taniej w kantorze i spłacając kredyt bezpośrednio we frankach.

– W całej historii hipotek walutowych w Polsce banki sprzedały 943 tys. kredytów we frankach szwajcarskich o wartości 146 mld zł – informuje Jacek Furga ze Związku Banków Polskich. Oznacza to, że przy wypłacie kredytów banki mogły pobrać ok. 4,4 mld zł prowizji walutowych. Dalsze co najmniej 4 mld zł zyskały, gdy klienci spłacali kredyty. Faktyczne kwoty do oddania klientom zapewne byłyby mniejsze: duża część kredytów została spłacona, choć nierzadko pieniędzmi z kolejnej pożyczki.

Projekt Kancelarii Prezydenta oprócz zwrotu spreadów przewiduje możliwość polubownego przewalutowania kredytu według kursu z dnia jego zaciągnięcia, na co jednak według specjalistów banki nie będą się zgadzać, oraz możliwość zwolnienia się przez klienta z długu dzięki oddaniu nieruchomości stanowiącej zabezpieczenie kredytu. Potencjalne koszty są w tym przypadku niemożliwe do oszacowania.

Prezydencki projekt ustawy frankowej

Można natomiast ocenić, ile kosztowałaby kolejna możliwość z projektu – umorzenia przez banki dużej części wzrostu rat, jaki został spowodowany przez umocnienie franka wobec złotego. – W zapisie dotyczącym umorzenia 70 proc. różnicy między bieżącym kursem a kursem, po którym klient brał kredyt, widać usiłowanie wyjścia naprzeciw interesom banków. Rozłożenie umarzania w czasie jest próbą takiego przeprowadzeni tej operacji, aby pozwolić im na rozliczanie kosztów przez dłuższy czas, nie powodując kumulacji strat tuż po wejściu w życie ustawy. Jednak wydaje mi się, że międzynarodowe standardy rachunkowości zmuszą banki do rozpoznania straty od razu – podkreśla Andrzej Powierża, analityk DM Banku Handlowego.

>>> Czytaj też: Jak słaby rubel zmienił na zawsze rosyjską gospodarkę [WYKRESY]

Przeciętny rynkowy kurs, przy jakim klienci brali kredyty we frankach, to ok. 2,4 zł. Obecnie frank kosztuje ok. 3,94 zł, co oznacza, że przeciętny klient traci 1,5 zł na każdym pożyczonym franku. W skali całego frankowego portfela w bankach ta różnica przekracza 60 mld zł. Instytucje kredytowe miałyby umorzyć klientom 70 proc. strat kursowych, co oznacza dla całego sektora bankowego kwotę rzędu 44 mld zł. W rzeczywistości może to być więcej, bo – o ile frank nie potanieje – dojdą jeszcze koszty zredukowanych odsetek. Przy tym inaczej niż we wcześniejszych propozycjach przewalutowania ryzyko walutowe nie zniknie – franki pozostaną bowiem w bilansach banków.

W sumie koszty dla sektora bankowego przekroczą 50 mld zł. To kwota większa niż trzyletnie zyski banków i odpowiadająca jednej trzeciej ich funduszy własnych. Skurczenie się kapitałów skutkowałoby zaś ograniczeniem dostępności nowych kredytów.