Dzięki informacjom ze spisów powszechnych możemy również przekonać się, jak wygląda mieszkaniowy dorobek PRL-u na tle osiągnięć III RP.

To w II Rzeczpospolitej niedobór mieszkań i pokoi był największy

Informacje ze spisów powszechnych nie zostały zebrane w jednej bazie danych. Po dłuższych poszukiwaniach, można jednak dotrzeć do wyników badań, które odbyły się w 1931 roku, 1950 roku, 1960 roku, 1970 roku, 1978 roku i 1988 roku. Lepiej dostępne są informacje dotyczące dwóch ostatnich spisów (2002 r. i 2011 r.). Każdy z ośmiu wymienionych cenzusów służył do zebrania danych na temat liczby izb oraz osób w nich zamieszkujących (patrz poniższy wykres).

Dane z pierwszego kompletnego spisu, który odbył się po wojnie wskazują, że ówczesna sytuacja mieszkaniowa była bardzo trudna. Według informacji z 1950 roku, na 1000 osób przypadało jedynie 570 izb mieszkalnych, czyli ponad dwukrotnie mniej niż obecnie. Niestety w II RP deficyt mieszkań i pokoi był jeszcze większy. Na 1000 mieszkańców tego młodego państwa, przypadały tylko 373 izby (wynik z 1931 r.). Druga wojna światowa przyniosła duże zniszczenia zasobu mieszkaniowego, ale jednocześnie skutkowała ogromnym spadkiem populacji kraju. Dlatego w 1950 r. relacja między liczbą izb i mieszkańców Polski, była znacznie lepsza niż dwadzieścia lat wcześniej (patrz poniższy wykres).

>>> Czytaj też: Polskie mieszkania na tle Europy. Zobacz najnowszy raport Eurostatu

Przez 38 lat Polski Ludowej liczba izb zwiększyła się o 23 miliony…

W trakcie 10 lat od pierwszego powojennego spisu powszechnego, przybyło 3,62 mln pomieszczeń mieszkalnych, które często były bardzo małe i prowizoryczne. Równocześnie populacja kraju zwiększyła się o jedną piątą. Dlatego liczba izb w przeliczeniu na 1000 Polaków (602), nadal była relatywnie niska. Szybką poprawę tego wskaźnika, można zauważyć dopiero po przeanalizowaniu wyników kolejnych spisów powszechnych. W 1970 roku na 1000 obywateli przypadało już 729 izb. Analogiczna wartość z 1978 roku to 861 izb mieszkalnych w przeliczeniu na 1000 Polaków. Pod koniec PRL-u liczba pomieszczeń mieszkalnych i obywateli kraju, była już prawie równa (patrz powyższy wykres).

Archiwalne dane GUS-u wskazują, że przez 38 lat PRL-u liczba izb wzrosła z 13,65 mln (1950 r.) do 36,29 mln (1988 r.). W przeliczeniu na rok, wzrost liczby pomieszczeń mieszkalnych wyniósł prawie 596 tysięcy. Analogiczna zmiana z lat 1988 r. - 2011 r. to 462 tysiące/rok (10,61 mln w całym okresie). Jeżeli zamiast liczby pomieszczeń mieszkalnych weźmiemy pod uwagę ich łączną powierzchnię, to średnioroczne wzrosty wyniosą 12,4 miliona mkw. (lata 1970 - 1988) i 11,0 miliona mkw. (lata 1988 - 2011). Różnica między dwoma porównywanymi okresami jest mniejsza, niż można by się spodziewać. To wskazuje, że po 1988 r. spadek liczby nowych pokoi i mieszkań, częściowo był związany ze wzrostem ich przeciętnej powierzchni.

Od 2002 r. do 2011 r. liczba mieszkań rosła tak jak w latach 60-tych

Zmiany mieszkaniowe w ostatnich dekadach dotyczyły również standardu sanitarnego i higienicznego. Przykładem może być dostęp do własnej łazienki. Dane z 1950 r. wskazują, że tylko 14,66% mieszkań znajdujących się w miastach, miało osobną łazienkę (patrz poniższe zestawienie). W 1970 r. analogiczny odsetek przekraczał 48%. U schyłku gierkowskiej dekady, już 70% mieszkańców miast dysponowało osobną łazienką. Analogiczne wyniki z kolejnych spisów to: 82,40% (1988 r.), 92,30% (2002 r.) i 95,55% (2011 r.). Na terenach wiejskich, pozytywne zmiany zachodziły nieco wolniej. Pod koniec PRL-u (1988 r.) połowa domów na wsi, posiadała osobną łazienkę. W 2002 r. analogiczny wynik wynosił 76%. Na początku obecnej dekady, odsetek wiejskich domów bez łazienki spadł poniżej 16%.

Ciekawie przedstawiają się też dane o średniej powierzchni użytkowej na 1 osobę (patrz poniższa tabela). W 1970 r. na statystycznego Polaka przypadało tylko 12,9 mkw. mieszkania. Kolejne wyniki to 14,7 mkw. (1978 r.), 17,1 mkw. (1988 r.), 21,1 mkw. (2002 r.) oraz 23,8 mkw. (2011 r.). Tempo zmian analizowanego wskaźnika dość wyraźnie wzrosło po 1988 r. Trzeba jednak pamiętać, że przez trzy kolejne dekady PRL-u (1960 r. - 1989 r.), średnioroczny wzrost liczby ludności wynosił około 300 000. W takich warunkach trudniej było zwiększyć metraż przypadający na 1 osobę.

Dzięki informacjom z powyższej tabeli można również wyciągnąć ciekawe wnioski, które dotyczą przyrostu liczby mieszkań. Na wstępie warto jednak przypomnieć, że w ujęciu statystycznym mieszkania to zarówno lokale, jak i domy jednorodzinne. Dane GUS wskazują, że od 1960 r. do 1970 r. liczba prywatnych, spółdzielczych i pozostałych mieszkań zwiększała się średnio o 106 tysięcy rocznie (po odliczeniu lokali i domów wyłączanych z użytku). Lata 1970 - 1978 to okres budowlanych rekordów. Wówczas średni przyrost liczby wszystkich lokali i domów, osiągnął poziom 156 tysięcy/rok. W kolejnym dziesięcioleciu analogiczna wartość spadła do 139 tysięcy (patrz powyższe zestawienie). Lata 1988 r. - 2002 r. upłynęły pod znakiem budowlanego regresu. W tym okresie, średnioroczny wzrost zasobu mieszkaniowego wynosił około 65 tysięcy. Sytuacja zmieniła się od 2002 r. do 2011 r. Boom na rynku kredytowym zaowocował średnim wzrostem liczby mieszkań o 98 tysięcy/rok. Ubocznym efektem była jednak spora zmiana zadłużenia hipotecznego Polaków. W 2002 r. jego wartość wynosiła 20,03 mld zł. Obecny wynik przekracza już 370 mld zł (zobacz raport AMRON SARFiN z II kw. 2015 r.).

>>> Czytaj też: Duży rynek najmu ratuje przed kryzysem gospodarczym. Dlaczego tak jest?