Z danych Eurostatu wynika, że w Europie Zachodniej bardziej popularny niż własność jest najem.

W Niemczech i Austrii w wynajmowanych lokalach mieszka ponad 40 proc. populacji. Tak wysoki udział najmu to efekt dużych różnic w rozwoju rynków mieszkaniowych. Chociaż przed wojną prywatne czynszówki były w polskich miastach bardzo popularne, potem ciężar zaspokojenia potrzeb mieszkaniowych scedowany został m.in. na spółdzielnie mieszkaniowe.
W Europie Zachodniej w segmencie komercyjnego najmu takiej luki nie było. – Efekt jest taki, że np. w Berlinie, gdzie mieszka ponad 3 mln osób, ok. 85 proc. mieszkań i domów to lokale na wynajem.

W Hamburgu – 76 proc. – wskazuje Maksymilian Mendel z firmy doradczej Reas działającej na rynku nieruchomości.
Polska przoduje też w statystyce przeludnienia mieszkań. Pod tym względem gorzej jest tylko w Rumunii i na Węgrzech. Mieszkań jest u nas wciąż za mało w stosunku do liczby ludności.

Na dodatek Eurostat stawia wysokie wymagania, jeśli chodzi o liczbę niezbędnych pomieszczeń, a przez lata budowano u nas niewielkie mieszkania. Bartosz Turek z Lion’s Banku wskazuje np., że w blokach z wielkiej płyty mieści się ok. 4 mln mieszkań.

Do tego cały czas największą popularnością cieszą się u nas lokale niewielkie, na co wpływ ma siła nabywcza naszych portfeli.

Lepiej wypadamy w statystykach, jeśli chodzi o dostęp do łazienki czy toalety bezpośrednio w zajmowanych lokalach. Bez prysznica i wanny radzić sobie musi 3,7 proc. Polaków, a bez toalety 3,1 proc. Największy problem mają Rumuni, z których ponad 30 proc. nie ma do nich dostępu.

– Powstaje tam stosunkowo mało nowych mieszkań, a duża część zasobów mieszkaniowych to lokale i budynki, które powstały w czasach socjalizmu. Ich standard jest zwykle bardzo niski w porównaniu z resztą Europy – tłumaczy ekspert z Reas.