Agonia wiedzy. Dlaczego współczesne społeczeństwa pogłupiały?

Ten tekst przeczytasz w 13 minut
29 listopada 2015, 07:00
Agonia wiedzy. Dlaczego współczesne społeczeństwa pogłupiały?
Shutterstock/Dziennik Gazeta Prawna
Przekazy, które kiedyś przeznaczone były dla starszych, spłyca się do możliwości dziecka, by mieć jak najwięcej odbiorców. Żeby łatwiej było pozyskiwać wiedzę. Bo dzięki niej można sterować popytem, na którym zbudowany jest ład społeczny - mówi w wywiadzie dr hab. Kazimierz Krzysztofek.

Nie. Jeśli potrzebuję porady medycznej, korzystam z usług fachowca.

Tylko jako młodszy strzelec po sześciotygodniowym szkoleniu. Ale śledzę konflikty na świecie.

Mam swoje zdanie na ten temat, ale to nie będzie ocena ekspercka...

Wprawdzie napisałem szkic o terroryzmie, ale nie prowadziłem badań dotyczących bojowników ISIS, więc...

Jako kibic wiem dość sporo, lubię oglądać sportowe zmagania. To jednak amatorskie zainteresowanie. Nie mógłbym ich komentować jako ekspert.

Na tym, czego uczę studentów już od wielu lat. Teorie komunikacji, teorie zmian społecznych, społeczne aspekty nowych technologii, konflikty na tle wielokulturowości...

Samej kariery naukowej będzie już ze 40 lat, nie licząc studiów. I wciąż się uczę, śledzę nowości, studiuję je, bo teraz dostęp do wiedzy mają wszyscy i studenci usiłują to wykorzystywać, odnajdują ciekawostki w zakamarkach internetu i próbują mnie zaginać.

Obawiam się, że ma pan trochę racji, bo jak patrzę, co się dzieje, to odnoszę wrażenie, że wiedza staje się balastem.

Czytałem ten artykuł. Nichols przekonuje, że powoływanie się na wiedzę wywołuje eksplozję gniewu, że to fałszywa pretensja do władzy, oznaka obrzydliwego elitaryzmu i próba tłumienia dialogu.

Nigdy nie ma prawdy absolutnej. Profesjonalny analityk zapyta, o jaką wiedzę Nicholsowi chodzi. Bo jest wiedza teoretyczna, sformalizowana i ta powszechna czy potoczna, wyobrażeniowa. W społeczeństwie można wyodrębnić wąską grupę ludzi dysponujących dużą wiedzą, mających dostęp do jej źródeł. To kognitariat, fachowcy tworzący algorytmy, niejako programujący resztę społeczeństwa, która jest digitariatem, proletariatem epoki cyfrowej, który porusza się w świecie informacji zgodnie z tymi narzucanymi algorytmami. Ta pierwsza grupa ma się całkiem dobrze, w jej niewielkim środowisku trwa wręcz wojna korporacji, a nawet rządów, o talenty. W proletariacie jest już znacznie gorzej, tu obserwujemy kryzys wiedzy eksperckiej. Ba, nawet są trudności w określeniu, kto jest według nich ekspertem.

Bo dzięki nim media elektroniczne żyją. One potrzebują takich ekspertów gotowych komentować wszystko i zawsze. W sposób łatwy, wręcz przyjemny dla widza czy słuchacza. No i przede wszystkim zrozumiały. Bo dziś rządzi popwiedza. Jest poppsychologia, która daje gotowe odpowiedzi na problemy w relacjach międzyludzkich, poppolityka, która oferuje uproszczone komentarze, popsocjologia przekazująca proste prawdy o społeczeństwie. Pop stało się internacjonalistyczne, bo najlepiej się sprzedaje. A najgorsze, że tej popkulturze uległy media publiczne, które porzuciły misję na rzecz ekonomii uwagi...

A jednak. Nastąpił upadek tradycyjnie rozumianych elit. W historii rozwoju cywilizacji najważniejszy był międzypokoleniowy przekaz – dostarczenie młodym mentalnego i kulturowego ekwipunku. Jaki teraz może być ten przekaz, skoro dzisiaj elity nie rozumieją, w jakim świecie żyją? Jaką wartość ma mentalny ekwipunek, skoro wszyscy uwierzyli, że mają rację, że ich zdanie liczy się na równi ze zdaniem autorytetów?

Pojawił się internet i nastąpiła niespotykana w historii gwałtowność zmiany. Po wynalezieniu druku minęło 300 lat, w którym to czasie powstały i rozwinęły się instytucje z nim związane, np. system oświaty, nowoczesne państwo i inne. Gdy wynaleziono elektroniczny przekaz informacji, radio i telewizja rozwijały się przez dziesięciolecia. Internet jest młodziutki, a jego dziecko – serwisy społecznościowe – ma niewiele więcej niż dekadę. To minuta na zegarze historii. To całkiem nowa, dotąd nieznana przestrzeń społeczna, nowy ekosystem, środowisko życia, które rozwija się i ewoluuje w tempie błyskawicznym. To epidemia, infekcja, zawirusowanie umysłów. Nawet w okresie kontrkultury buntownicy wracali w końcu do pracy, wchodzili do zarządów firm, obrastali w tłuszcz, bunt wietrzał im z głów. Dzisiejsze pokolenie społecznościowych serwisów nie wie, dokąd zmierza. Nikt z nas tego nie wie. Nie wiadomo, kim będą i w jaki mentalny ekwipunek zostaną wyposażeni.

Ten rozziew jest dzisiaj olbrzymi. Zawsze była luka pokoleniowa, jednak teraz, przy tej gwałtownej zmianie młodzi zostali po raz pierwszy pozbawieni busoli, poczucia pionu. Dlatego tak rozpaczliwie poszukują norm. A skoro ich nie ma, to tworzą własne. Widzą, że świat autorytetów runął. Skoro nawet guru światowych ekonomistów Alan Greenspan publicznie przyznał, że jest widocznie niedouczony, skoro nie był w stanie zrozumieć przyczyn kryzysu finansowego i jego natury, skoro pojawia się więcej pytań niż odpowiedzi, to w tej sytuacji szuka się prostych recept, ratunku. Uczeni powiadają wtedy, że wyczerpują się paradygmaty wiedzy.

Ta koncepcja jest po prostu wygodna w obliczu tylu niewiadomych. Bo skoro mamy narzędzie, dzięki któremu możemy w łatwy i szybki sposób uzyskać odpowiedź, to po co się wysilać. Skoro odpowiedzi dostarcza wikipedyczna wiedza, zgooglizowany umysł podpowiada, by wszelkie zbyt skomplikowane rozwiązania odtrącać.

W efekcie następuje wyradzanie się demokracji, jej degeneracja. Demokracja ma bowiem sens, gdy istnieje demos – świadomy lud stanowiący źródło praw i wiedzy. Gdy jednak demos zamienia się w plebs, demokracja staje się rządami tłumów. Kiedyś obserwowaliśmy bunt takiego tłumu – proletariatu przemysłowego. Dziś jest to tłum sieciowy, który sam sobie tworzy normy i system wartości.

Już 10 lat temu amerykański pisarz Andrew Keen przestrzegał przed zgubnym skutkiem powstania sieci dla całej współczesnej kultury. W książce „Kult amatora – jak internet niszczy kulturę” napisał, że mitem jest zbiorowa mądrość, którą jakoby oferuje internet. To bywa częściej kolektywna ignorancja. Ekspertów z ich wiedzą wyrzuca się na śmietnik, a w ich miejsce buduje się mądrości oparte na społecznym zaufaniu w sieci.

Proszę zwrócić uwagę, co się stało ze sklepami muzycznymi – pracowali tam ludzie z pasją, prawdziwi znawcy, można rzec działacze kultury. Ale muzykę zaczęto sprzedawać w internecie, bezosobowo. I ci pasjonaci trafili na bruk. Bo tak zdecydował tłum sieciowy, że on sam wie lepiej, co jest wartościowe.

W dotychczasowym mainstreamie wiedzy było sito, które przepuszczało tylko wartościowe rzeczy. Dawkowało je, selekcjonowało. Dziś ta przestrzeń jest otwarta i nieograniczona – zmieści się tam każda głupota.

Proces poznawczy zamienił się w kolekcjonowanie doznań, przeżyć i emocji. Można mówić o pięciu głównych orientacjach aktywności człowieka. Dziś są one kształtowane głównie w sieci. W orientacji ekspresywnej użytkownicy wyrażają siebie poprzez własną kulturę, teraz jednak króluje narcyzm – patrzcie na mnie. W orientacji poznawczej interesujemy się już tylko tym, co jest nam potrzebne, instrumentalnie traktując wiedzę. Niedługo młodzi ludzie nie będą w stanie zrozumieć, na jakim świetle przechodzi się przez ulicę, ale podpowie im to smartfon. Kolejna orientacja – ludyczna – to te wszystkie tainmenty. Infotainment, politainment, militainment, edutainment, advertainement... Wszystko musi bawić.

Nauka walki, ale w grach komputerowych, które stanowią cyfrowe pole walki, a ono jest częścią wojennego cyberteatru. Bo dzisiaj wszystko ulega gamifikacji. Cokolwiek robimy, przerabiamy na grę i oczekujemy natychmiastowej gratyfikacji, wzmocnienia pozytywnego. Uzależniliśmy się od niego, musimy mieć zawsze nagrodę za najmniejszy nawet wysiłek, czy to fizyczny, czy intelektualny. W Skandynawii w samochodach komputer wyświetla drzewko ekologicznej jazdy. Świeci się na zielono, jeśli jeżdżą oszczędnie, przygasa, gdy dają w rurę. W efekcie czasami nie zatrzymują się na czerwonym świetle, bo wtedy ta choinka im w aucie więdnie.

Tak. Proszę spojrzeć na kolejną orientację – instrumentalną – czyli umiejętności posługiwania się narzędziami. Kiedyś trzeba było długo się uczyć praktyki, bo urządzenia były skomplikowane. A jak się już tego nauczyło, to tej wiedzy wystarczyło na lata. Dziś trzeba się uczyć codziennie, bo codziennie pojawiają się nowe narzędzia – to pozornie dobra zmiana, ale software jest tak intuicyjny, obrazkowy, że większość urządzeń praktycznie po chwili obsłuży każdy analfabeta. Intelektu tu nie rozwijamy. Gdy dodamy do tego ostatnią orientację – normatywną, która we współczesnym świecie jest chaosem w miejsce dotychczasowych norm, zasad czy etosu, mamy sytuację, w której zabrakło nam etycznej busoli. Kiedyś były zrozumiałe, stałe narracje – religie, światopoglądy, prawdy, ich depozytariuszami były uniwersytety. Postmodernizm to podważył, ogłaszając, że wszystko wolno, koniec zniewolenia, każdy może stworzyć swój własny świat. Wszystko chodzi i wszystko uchodzi. Nastąpiła anomia. W miejsce narracji postępu, gdzie każde pokolenie wierzyło w rozwój, pojawiła się niewiara w postęp. Spadamy, nie widząc już żadnych korzyści w rozwoju, tylko coraz większe koszty.

Bo zgubiliśmy poczucie sensu tego, co robimy, i straciliśmy cel, do którego mamy zmierzać. Konsumpcjonizm stał się namiastką religii, kręcimy się w tym świecie umarłych idei jak dzieci we mgle. A media tylko pogłębiają ten stan, nieustannie poszerzając swoje i tak już megaaudytorium. Infantylizuje się dorosłych i adultyzuje dzieci. Przekazy, które kiedyś przeznaczone były dla starszych, spłyca się do odbioru 11+, i odwrotnie. Wszystko po to, by mieć jak najwięcej odbiorców tej samej treści.

Żeby łatwiej pozyskiwać wiedzę. Specjalne algorytmy na Facebooku, Twitterze czy w Google nieustannie analizują zachowania ponad miliarda ludzi. Ich codzienne życie stało się wartością, to, jak się zachowują, to współczesne kopaliny wydobywane dzięki programom analizującym kulturę. Proszę spojrzeć na społeczny awans słowa „zajebisty” – wyrosło ze złóż w internecie. Dzięki tej wiedzy, tym kopalinom, można sterować popytem, a przecież na popycie zbudowano gmach dzisiejszych gospodarki i ładu społecznego.

Żaden spisek, to czysty biznes.

Nasza cywilizacja już nieraz przechodziła takie choroby i lekarstwo pojawiało się niejako samo dzięki wykorzystaniu dziedzictwa poprzednich pokoleń. Pytanie, na ile dziedzictwo wytworzone przez ostatnie stulecie okaże się przydatne w świecie postmodernistycznym. Obserwujemy pewne ruchy buntu, np. Anonimowych. Ich celem jest niszczenie instytucji państwowych, własności intelektualnej, tajemnic rządowych czy biznesowych. Chcą ujawniać wszystko, nawet najgłupsze prawdy, w imię walki z asymetrią informacji. Przekonują: korporacje i rządy wiedzą o ludziach wszystko, więc ludzie powinni wiedzieć wszystko o korporacjach i rządach, ich niecnych praktykach.

Bo zawsze boli tak samo, jak wyrasta nowy ząb. Pytanie, czy ten będzie zębem mądrości. Obawiam się jednak, że nie. Ale ja jestem tylko ekspertem... Zakończę jednak promykiem nadziei. Pesymiści dawno temu, gdy eksplodowała industrializacja, przestrzegali przed buntem tłumów, upadkiem elity ducha, spodleniem kultury w związku z bezprecedensowym rozrostem proletariatu przemysłowego. Ale ten proletariat się jednak ucywilizował. Może ten sieciowy też będzie na to stać. Może... Niech żywi nie tracą nadziei. Kultura zawsze wytwarzała jakieś przeciwciała.

>>> Czytaj też: Rosja odbuduje Związek Radziecki? "Musimy odzyskać ziemie dawnego ZSRR"

2387546-dr-hab-kazimierz-krzysztofek-prof.jpg
Dr hab. Kazimierz Krzysztofek prof. Uniwersytetu SWPS, Katedra Socjologii w Instytucie Nauk Społecznych Uniwersytetu SWPS w Warszawie, były członek Komitetu Prognoz PAN „Polska 2000 Plus”, przez 10 lat wiceprezes Fundacji Pro Kultura. Odbywał studia podoktorskie w Massachusetts Institute of Technology jako stypendysta Fulbrighta. Gościnnie wykładał w College of Liberal Arts na Pennsylvania State University mat. prasowe
Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Tematy: wywiadnauka
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj