Nad technologią e-SIM pracują telekomy i producenci elektroniki użytkowej zrzeszeni w branżowej organizacji GSMA. Niektóre firmy – Apple czy Samsung – równolegle prowadzą własne badania. Wynik prac GSMA ma zostać zaprezentowany w przyszłym roku, niewykluczone, że już w lutym podczas targów MWC w Barcelonie. Jak prognozuje Deutsche Telekom, pierwsze urządzenia wyposażone w elektroniczny SIM dostępne masowej klienteli pojawią się rok później.

Jak miałoby to działać? Dziś, by łączyć się z internetem mobilnym, potrzebujemy kilku kart SIM: w telefonie, osobnej w tablecie. Można też na jednym urządzeniu ustanowić mobilny hotspot i przyłączyć do niego inne, co jednak oznacza znaczny wzrost zużycia energii i wykorzystania pamięci. Dzięki e-SIM do jednej sieci będzie można podłączyć kilka różnych urządzeń, bez przekładania kart. SIM to przede wszystkim identyfikator użytkownika, gdy ten próbuje się połączyć z siecią operatora. Zamiast włożyć go fizycznie do urządzenia, będziemy go zdalnie pobierać jako tzw. profil użytkownika.

– Operatorzy pewnie nie chcieliby wymieniać plastikowych kart SIM – mówi osoba zbliżona do prac nad e-SIM. Bo to oznacza duże inwestycje, głównie w systemy informatyczne, które musiałyby udźwignąć i uporządkować tę zdalną synchronizację e-SIM-ów i zapewnić bezpieczeństwo danych klientów. – Ale rynek to wymusił. Chodzi tu głównie o tzw. urządzenia ubieralne. Inteligentne opaski, zegarki – mówi ekspert. Z danych firmy analitycznej IDC wynika, że w III kw. sprzedaż urządzeń z kategorii ubieralnych sięgnęła 21 mln sztuk. Przed rokiem oscylowała wokół 7 mln. To wzrost o 198 proc. Naprawdę tłuste lata branża ma dopiero przed sobą. W wielu miniaturowych gadżetach zwyczajnie nie ma już miejsca na plastikowe karty SIM. A liczba urządzeń, mniej inteligentnych niż smartfon, ale wymagających połączenia z siecią dynamicznie rośnie. Z wyliczeń Ericssona wynika, że do 2020 r. na świecie na stałe podłączonych do internetu będzie ponad 50 mld urządzeń. Nie tylko o rozwój rynku tu chodzi, ale i o ewolucję. Pierwsza karta SIM z 1991 r. przypominała te dzisiejsze, czyli czip w plastikowej otoczce, ale była wielkości karty kredytowej.

>>> Czytaj też: Sojusz pięciorga oczu. Jak Zachód szpieguje telefony, komputery i sieć

Jak tłumaczy nasz rozmówca, pewne rzeczy wciąż trzeba dopracować. Skoro „profil”, czyli dane karty SIM, będzie można pobrać na urządzenie, to konieczna będzie możliwość jego usunięcia. Na ten sam problem wskazuje Emilian Konarzewski, partner zarządzający firmy Audytel. – Tradycyjne karty SIM w zamyśle miały uniezależnić urządzenie od operatora, który dostarcza usługę, i ułatwić przejście z tym samym urządzeniem do innych dostawców usług – mówi Konarzewski. Jednak pamiętamy czasy simlocków, które na sprzedawane przez siebie urządzenia nakładały telekomy. Chodziło o to, by przywiązać do siebie klienta. – Można sobie wyobrazić, że w przypadku elektronicznych kart SIM operatorzy będą chcieli powtórzyć te manewry, ale nie wiemy jeszcze, jak technicznie będzie wyglądała procedura zmiany sieci. Stąd zasadne jest pytanie, czy podłączenie danego urządzenia do innej sieci mobilnej niż należąca do macierzystego operatora nie będzie utrudnione – dodaje Konarzewski.

Konieczne jest wypracowanie jednego wspólnego standardu e-SIM. – Tylko wtedy takie rozwiązanie ma sens – mówi ekspert. Apple znany jest z tego, że nad wspólne przedkłada swoje standardy. – Być może dostosuje się do operatorów. Pamiętajmy, że większość iPhone’ów sprzedawana jest właśnie poprzez telekomy – dodaje.

SIM ma już niemal 25 lat. I choć jego następca jest już w zasadzie znany, tradycyjne karty doczekają spokojnie trzydziestki. Musi minąć trochę czasu, nim urządzenia z elektronicznymi kartami SIM zastąpią dotychczasowe. Choć rozdmuchanej w ostatnich latach popularności smartfonów nie da się zaprzeczyć, to starsze komórki mają się dobrze. Z danych firmy analitycznej Gartner wynika, że sprzedaż smartfonów na świecie w 2014 r. przekroczyła 1,2 mld sztuk, a telefonów komórkowych – 1,8 mld. Poza tym urządzenia mają swoje cykle życia, często po pierwszym właścicielu trafiają do kolejnego, co wydłuży proces zamiany tradycyjnych kart SIM na elektroniczne odpowiedniki.

>>> Czytaj też: Przełom na rynku baterii do smartfonów?