Inwazja Biedronek w Polsce odwołana. Przez zbyt duże inwestycje

Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
16 grudnia 2015, 08:15
Dyskonty rosną w siłę, ale coraz wolniej
Dyskonty rosną w siłę, ale coraz wolniej/Dziennik Gazeta Prawna
Największa sieć dyskontów w naszym kraju spuszcza z tonu. Choć jeszcze w 2014 r. zapowiadała otwieranie 250–300 sklepów rocznie, to w tym nie zrealizuje nawet  połowy planu. Sieć ma problemy z nasycaniem się rynku.

Deflacja pokrzyżowała plany dyskontom. Sieci zakładały dynamiczny rozwój jeszcze przez najbliższych kilka lat, tak by do 2020 r. został wyczerpany potencjał rynku na tego rodzaju sklepy, oceniany na 5–6 tys. placówek. Obecnie w kraju działa ich ok. 3,7 tys.

Jak wynika z deklaracji w tym roku otworzą one zaledwie 150–160 sklepów. To o połowę mniej niż przed rokiem. Wolniejsza ekspansja dyskontów przekłada się na spadek tempa wzrostu ich udziałów w rynku detalicznym. Jak prognozuje PMR, na koniec roku wyniosą one 22,5 proc., czyli będą o 1,4 pkt proc. większe niż w 2014 r. Niedawno udziały dyskontów rosły o ponad 2 pkt proc. rocznie.

– Sieci zaczynają mieć problem z nasycaniem się rynku. W największym stopniu dotyczy to Biedronki, której coraz trudniej znaleźć pod nowy sklep lokalizację niemającą wpływu na istniejące już placówki tej sieci – komentuje Jarosław Frontczak, analityk handlu detalicznego w firmie PMR.

świadomość dochodzenia do ściany ma od ponad roku. Dlatego zmienia plany ekspansji. – Pojawiły się informacje o rozwoju w ramach franczyzy i otwieraniu sklepów w małym formacie – dodaje Jarosław Frontczak.

Grupadeklaruje, że w latach 2015–2017 przeznaczy na inwestycje 700–800 mln euro, z czego 40 proc. wyda na istniejące sklepy, między innymi na ich modernizację.

Jak widać po wynikach, za trzeci kwartał tego roku obrana strategia przynosi efekt. Sprzedaż w porównywalnych sklepach znowu rośnie – w tym roku o 2,9 proc., chociaż nie jest to jeszcze poziom sprzed trzech lat, kiedy to zwiększała się o 10–12 proc. rocznie. Udało się jednak odwrócić trend spadkowy z 2014 r., gdy sprzedaż spadła o 0,8 proc.

>>> Czytaj też: "Chcemy godnie żyć". Pracownicy Biedronki protestowali w Warszawie

Konkurencja zamierza skorzystać na spowolnieniu Biedronki. Lidl chce utrzymać dotychczasowe tempo rozwoju, które oznacza kilkadziesiąt nowych marketów rocznie, będzie też otwierać placówki w małych miejscowościach oraz w centrach miast.

– Szukamy w celu kupna lub dzierżawy nieruchomości o powierzchni minimalnej 3 tys. mkw. położonych w miejscowościach nie mniejszych niż 8 tys. mieszkańców. Interesują nas też lokale w centrach miast o powierzchni minimalnej 400 mkw. – podkreśla Anna Biskup, PR menedżer w Lidl Polska.

Tempa rozwoju nie zamierza zmieniać też Netto, które w tym roku uruchomi 20 sklepów. Ta sieć spogląda na Warszawę, gdzie mocną pozycję ma Biedronka.

– W centrum naszego zainteresowania są miasta powyżej 10 tys. mieszkańców. Także stolica z przyległościami, bo sporo placówek powstaje wokół Warszawy – na przykład Piaseczno, Łomianki, Grodzisk Mazowiecki – wyjaśnia Sławomir Nitek, dyrektor operacyjny Netto.

Przyszły rok może upłynąć pod znakiem jeszcze większej rywalizacji między dyskontami. Szczególnie że coraz bardziej zagrażają im sklepy osiedlowe i supermarkety.

– Te pierwsze przyjęły podobną strategię działania, czyli postawiły na tanie produkty pierwszej potrzeby. Drugie poprzez rozszerzenie asortymentu pod marką własną obniżają ceny, zrównując się pod tym względem z dyskontami – tłumaczy Andrzej Faliński, dyrektor generalny Polskiej Organizacji Handlu i Dystrybucji.

Sieci dyskontowe zdają sobie sprawę, że muszą walczyć, by nie podzielić losu choćby firmy Dyskont Czerwona Torebka. Ta licząca 38 marketów spółka poddała się konkurencji w kwietniu tego roku i ogłosiła likwidację. Przekonała się, że niskie ceny to za mało, by przyciągnąć klientów. Kilka lat wcześniej z bycia dyskontem wycofał się Kaufland, który rozszerzył asortyment i z powodzeniem dziś działa w kategorii hipermarketów. W tę stronę podąża też Lidl. Jak mówi Anna Biskup, mają świadomość zmieniających się oczekiwań klientów, nowych mód i trendów – np. produkty BIO czy gotowanie w domu – których nie można lekceważyć. Dlatego wymyślili „Ryneczek Lidla”, na który każdego dnia dowożone jest ponad 90 rodzajów świeżych owoców i warzyw. Jak klient dostanie, co lubi, to jest szansa, że kupi u nas, nie u konkurencji. Biedronka też nie śpi. Sieć sporo inwestuje w istniejące już sklepy, uzupełniając asortyment o produkty ze średniej i wyższej półki. Bycie zwyczajnym dyskontem to już dziś za mało, żeby mówić o sukcesie. 

>>> Czytaj też: Wawel a Biedronka. Czy słodycze znikną z półek dyskontu?


Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj