Do tego nawiązywał Jarosław Kaczyński, który na początku tygodnia zapowiedział gruntowną reformę sądów. – Przygotowujemy się do reformy sądów, nie może być tak, by sądy kłaniały się, tak się zdarza gangsterom czy aferzystom (...) a jednocześnie człowiek, który nie spłacił raty za telewizor, a jest mieszkańcem domu opieki społecznej, lądował w więzieniu – mówił prezes Prawa i Sprawiedliwości.

To powszechne odczucie niedoskonałości wymiaru sprawiedliwości nie bierze się z niczego, bo nie jest przypadkiem, że najczęstszym powodem skarg składanych przez obywateli Polski do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka jest przewlekłość procesów, a takie sytuacje, jak wspomniane przez Kaczyńskiego, się zdarzają. Niemniej jednak z polskimi sądami wcale nie jest tak źle, jak nam się wydaje. Przynajmniej na tle innych państw, przy czym nie mówimy tu o krajach Trzeciego Świata. Okazuje się, że nawet w porównaniu z pozostałymi państwami Unii Europejskiej ich ocena wypada zupełnie przyzwoicie, co pokazują zamieszczone obok statystyki. Przeciętna długość trwania rozprawy w sądzie pierwszej instancji w sprawach cywilnych w Polsce należy do najkrótszych w UE, pod względem liczby sędziów – zarówno w liczbach bezwzględnych, jak i w stosunku do populacji – jesteśmy blisko czołówki. Ba, nawet w kwestii środków przeznaczanych z budżetu państwa na sądownictwo nie jest tak źle, jak się wydaje, bo Polska znajduje się tylko nieznacznie poniżej średniej dla i przez ostatnie lata się do niej zbliża.

Z drugiej jednak strony patrzenie na sprawę tylko przez pryzmat statystyk, z pominięciem odczuć społecznych, też byłoby błędne, podobnie jak zadowalanie się faktem, że na tle innych, nie wypadamy źle. Bo to, że gdzie indziej bywa gorzej nie oznacza, że wszystko u nas działa jak należy.

>>> Czytaj też: Uberyzacja gospodarki - klikasz i nie masz pracy. Czy chcesz cierpieć w imię wolnego rynku?