Utrata 800 tys. miejsc pracy, spadek pensji, inflacja. Oto możliwe skutki Brexitu

Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
24 maja 2016, 08:20
Londyn
Londyn/ShutterStock
Recesja gospodarcza, utrata 800 tys. miejsc pracy, wyższa inflacja, niższe pensje i spadek wartości nieruchomości znalazły się wśród najważniejszych ostrzeżeń w opublikowanym w poniedziałek rządowym raporcie o skutkach wyjścia Wielkiej Brytanii z UE.

Dokument został zaprezentowany przez brytyjskiego premiera Davida Camerona i ministra finansów George'a Osborne'a, którzy nazwali potencjalne opuszczenie Wspólnoty przez Wielką Brytanię ze względu na potencjalny negatywny wpływ na brytyjską gospodarkę.

Według przygotowanej przez rząd analizy spadek PKB w przypadku tzw. Brexitu może sięgnąć nawet 6 proc., powodując jednocześnie obniżkę pensji, znaczny wzrost bezrobocia i istotne obniżenie wartości funta.

"Głos za wyjściem z UE spowodowałby natychmiastowy i głęboki wstrząs gospodarczy, tworząc warunki niestabilności i niepewności, które zostałyby wzmocnione przez skomplikowane negocjacje handlowe. Głównym wnioskiem płynącym z analizy jest ocena, że skutkiem tego wstrząsu byłoby wepchnięcie W. Brytanii w recesję i nagły wzrost bezrobocia" - ocenili autorzy raportu.

Cameron argumentował, że w świetle tych danych głosowanie za pozostaniem w UE jest "moralnym wyborem". Zasugerował, że głos za opuszczeniem Wspólnoty będzie zaprzepaszczeniem całego wysiłku na rzecz naprawy brytyjskiej gospodarki po globalnym kryzysie finansowym z 2008 roku. "Zaledwie osiem lat temu Wielka Brytania znalazła się w najgłębszej recesji, jaką widzieliśmy od drugiej wojny światowej. Każdy region naszego kraju na tym cierpiał. Brytyjczycy pracowali ciężko, aby przywrócić nas na ścieżkę wzrostu gospodarczego - czy chcemy teraz to wszystko odrzucić?" - wtórował mu minister finansów Osborne.

To drugi rządowy raport na temat gospodarczych konsekwencji ewentualnego Brexitu opublikowany w trakcie kampanii przed czerwcowym referendum w sprawie dalszego członkostwa W. Brytanii w UE; wcześniejszy dokument sugerował m.in., że koszt wyjścia to ponad 4 tys. funtów straty dla każdego gospodarstwa domowego.

Poniedziałkowy raport został przyjęty dość krytycznie - wielu dziennikarzy i zwolenników Brexitu wytykało, że część założeń, na których opierają się obliczenia, jest wyjątkowo pesymistycznych. "Wiele z tej tak zwanej prognozy opiera się na kwestii zaufania biznesu do brytyjskiej gospodarki, a obecny rząd robi wiele, aby to zaufanie ucierpiało" - tłumaczył b. minister finansów, konserwatysta Norman Lamont.

>>> Polecamy: Miesiąc do Brexitu. Sprawdź, co cię czeka. Pobierz darmowy raport Forsal

Dokument skrytykował również były mer Londynu, Boris Johnson, który objeżdża obecnie kraj i namawia wyborców do głosowania za Brexitem. Charyzmatyczny polityk, który jest jednym z kandydatów do zastąpienia Camerona na stanowisku szefa rządu w przypadku Brexitu, nazwał dokument "propagandowym" i próbą zastraszenia wyborców.

Cameron zmierzył się również w poniedziałek z niespodziewaną krytyką ze strony swojego byłego doradcy, Stevena Hiltona, który argumentował na łamach tabloidu "Daily Mail", że ze względu na członkostwo w UE "Wielką Brytanią praktycznie nie da się rządzić".

Hilton skrytykował proces renegocjacji pozycji Londynu w UE, nazywając go "skromnym". Podkreślił, że w czasie pracy w kancelarii premiera odkrył, jak niewielki wpływ ma brytyjski rząd na niektóre obszary rządzenia krajem. "Poprosiłem o szczegółowy audyt, z którego wynikało, że zaledwie 30 proc. działań rządu było związanych z tym, co mieliśmy robić - cała reszta była generowana przez służbę cywilną, w większości za pomocą kolejnych dokumentów z UE" - napisał Hilton.

"Unia Europejska stała się tak skomplikowana, tajemnicza i niezrozumiała, że pozostaje to poza zasięgiem jakiegokolwiek brytyjskiego rządu, aby wykorzystać jej mechanizmy do naszych potrzeb" - ocenił, opowiadając się po stronie zwolenników wyjścia ze Wspólnoty.

Pytany przez dziennikarzy o komentarz do tekstu, Cameron odparł, że za pozostaniem w UE przemawiają m.in. analizy rządu, Banku Anglii, Międzynarodowego Funduszu Walutowego i Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD). "Myślę, że takie dowody są znacznie ważniejsze niż opinia takiej lub innej pojedynczej osoby" - ocenił Cameron.

Brytyjskie referendum w sprawie dalszego członkostwa w UE odbędzie się 23 czerwca. Dotychczasowe sondaże wskazują na lekką przewagę zwolenników pozostania we Wspólnocie.

>>> Polecamy: Brexit nie musi oznaczać końca Wielkiej Brytanii

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: PAP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj