24 maja 2016 roku przypadał Dzień Wolności Hipotecznej. Jest to symboliczna data, od której przeciętny obywatel przestaje w danym roku zarabiać na obsługę kredytu, a zaczyna na siebie. Z obliczeń Lion’s Bank wynika, że w 2016 roku zajęło to 145 dni. Warto przypomnieć, że jeszcze w 2012 roku, aby spłacić należne za ten rok raty kredytowe trzeba było zarabiać aż 179 dni, czyli 34 dni dłużej.

Pozytywne dla kredytobiorców zmiany to efekt obniżania przez Radę Polityki Pieniężnej stóp procentowych. To dzięki temu oprocentowanie kredytów hipotecznych udzielanych w rodzimej walucie może być dziś nawet o ponad połowę niższe niż w 2012 roku. Dzięki temu raty kredytowe wyraźnie spadły pozostawiając więcej wolnych środków w domowych budżetach. Gorzej jest w przypadku długów walutowych. Ich oprocentowanie spadło, ale przeciętny dług walutowy był pod koniec ubiegłego roku wyższy niż rok wcześniej, czemu winne jest osłabienie złotówki wobec helweckiej waluty. Niemniej biorąc pod uwagę wszystkie te czynniki, to statystyczny zatrudniony zarobił już wystarczająco dużo, aby pokryć wszystkie raty przeciętnego kredytu hipotecznego aż do końca roku.

Przeciętny kredytobiorca oddaje po 1100 zł miesięcznie

Pomysł obliczania Dnia Wolności Hipotecznej zrodził się w Lion’s Bank, aby pokazać jak ważnym elementem domowego budżetu jest rata kredytu hipotecznego. Jest to tym bardziej potrzebne, że zmian kosztu kredytu nie uwzględniają inne cykliczne publikacje ważnych danych gospodarczych, takich jak np. inflacja.
Do obliczeń przyjęto dane ZBP na temat liczby udzielanych i działających umów o kredyt hipoteczny, informacje o przeciętnym okresie kredytowania oraz danych NBP na temat kosztu kredytu i łącznego zadłużenia Polaków tak w walutach obcych, jak i w złotym. W ten sposób Lion’s Bank oszacował, że przeciętny spłacany przez Polaków kredyt hipoteczny miał na koniec 2015 roku saldo na poziomie 152,1 tys. zł, a w walucie 265,3 tys. zł. W pierwszym przypadku przeciętne oprocentowanie kredytu wyniosło 3,59%, a miesięczną ratę oszacowano na niecałe 975 zł. Kredyt walutowy dla uproszczenia utożsamiono z długiem w szwajcarskiej walucie. Ten co prawda oprocentowany był pod koniec ubiegłego roku tylko na 0,99%, ale w związku ze znacznie wyższym saldem, miesięczna rata wyniosła prawie 1373 zł miesięcznie. Aby wartości te uśrednić należałoby znać dokładną liczbę czynnych umów kredytowych w złotym i w walucie. Na podstawie ogólnodostępnych danych można oszacować, że z ogólnej liczby czynnych umów kredytowych (prawie 2 mln) prawie 69% to kredyty złotowe, a mniejszość, bo niewiele ponad 21% umów dotyczy długu hipotecznego w walucie obcej. Statystyczny kredytobiorca złotowo-walutowy ma więc do oddania średnio 187,4 tys. zł. Rocznie obsługa takiego długu kosztuje go 13 189,07 zł, co oznacza miesięczną ratę na poziomie 1099,09 zł. Przy zarobkach netto na poziomie 2783,26 zł (szacunek na podstawie danych GUS o poziomie miesięcznych wynagrodzeń) oznacza to, że aby zarobić na 12 rat trzeba przepracować 145 dni. Pomijamy w tym wypadku podział na dni robocze i wolne od pracy, a przeciętne wynagrodzenie przeliczamy na dni kalendarzowe.

Po kredyt przeważnie z rodziną

W praktyce Dzień Wolności Hipotecznej sporo osób świętowało już wcześniej. W oczywisty sposób dotyczy to osób lepiej zarabiających, ale też rodzin, w których dwie osoby pracują, a więc podwójne miesięczne wynagrodzenie powinno pozwolić szybciej uporać się z ratami mieszkaniowego długu. Trzeba bowiem pamiętać, że w gronie kredytobiorców większość to rodziny. Potwierdzają to dane Eurostatu o gospodarstwach domowych zamieszkujących własne domy i mieszkania. Wynika z nich, że w 2014 roku w Polsce tylko 6,1% singli, 6% rodzin bezdzietnych i aż 34,4% rodzin z jednym dzieckiem posiadało kredyt hipoteczny.
Gdyby więc przyjąć, że w rodzinie pracują dwie osoby i każda zarabia średnią krajową, to na raty zarobiłyby już pod koniec pierwszego kwartału (13 marca). Na 12 rat kredytu hipotecznego przeciętna rodzina mogłaby zarobić w 73 dni, a więc mniej niż 3 miesiące.

Wolność hipoteczna o ponad 2 tygodnie szybciej dzięki „500 +”

W opłaceniu comiesięcznych rat części kredytobiorców pomóc może też program „500 +”. Według danych Eurostatu rodzin z kredytem i dwójką dzieci jest w Polsce 380,1 tys., a przynajmniej trzy pociechy ma kolejne 126,7 tys. rodzin. Zakładając zachowawczo, że każda z nich ubiegałaby się o świadczenie pieniężne tylko na drugie i trzecie dziecko, to skróciłoby oczekiwanie na Dzień Wolności Hipotecznej o 15 dni, czyli ze 145 dni do 130 dni. W takim wypadku dłużnicy hipoteczni przestaliby zarabiać na raty już 9 maja 2016 roku.

Najemca będzie wolny dopiero za miesiąc

Przeciętny kredytobiorca może się dziś cieszyć nie tylko z Dnia Wolności Hipotecznej, ale też z faktu, że nie jest już najemcą. Gdyby bowiem odwlókł decyzję o zakupie własnego „M” i pozostał najemcą, to płaciłby znacznie więcej. Nie powinno to nadmiernie dziwić w chwili, gdy stopy procentowe w Polsce są na najniższym poziomie w historii, a więc kredyty są rekordowo tanie. Niewykluczone, że za kilka lat proporcje się odwrócą, ale dziś to przeciętny kredytobiorca jest w lepszej sytuacji niż statystyczny najemca mieszkania. Ten drugi, aby zarobić na roczny czynsz najmu musi przepracować 171 dni. Tak przynajmniej wynika z szacunków Lion’s Bank opartych o dane GUS na temat wynagrodzeń oraz informacje o przeciętnych cenach ofertowych wynajmu mieszkań 45-metrowych z serwisu oferty.net.
Oczywiście trzeba pamiętać, że zaprezentowane wyżej szacunki oparte o ceny najmu, a te informacje są łatwo dostępne jedynie dla największych miast w Polsce. Poza tym arbitralnie przyjęto, że ceny ofertowe zostaną obniżone o 10%, a modelowym mieszkaniem będzie lokal 45-metrowy (wg. badań preferencji jest to najpopularniejszy metraż wśród najemców). Nie uwzględniono też, że spłacając raty kredytu na zakup mieszkania część raty przeznaczana jest na spłatę zaciągniętego długu, tym samym tworząc majątek nabywcy. Mechanizm taki nie działa na korzyść najemcy płacącego co miesiąc czynsz.