Przedstawiony w bieżącym tygodniu przez prokuraturę dokument, który - jak zaznacza Reuters - nie wzbudził szerszego zainteresowania, określa będący pod względem kwoty aktywów największym komercyjnym bankiem świata ICBC jako "kanał prania pieniędzy" między dwoma grupami przestępczymi.

To pierwsze ujawnienie szczegółów na temat śledztwa przeciwko ICBC (Industrial and Commercial Bank of China) nastąpiło w niecałe cztery miesiące po przeszukaniu przez policję madryckich biur banku i aresztowaniu sześciu jego dyrektorów.

Raport nie podaje, o jakie grupy przestępcze konkretnie chodzi, informując tylko, że działały one zarówno w Hiszpanii, jak i Chinach oraz że były zaangażowane w przemyt i oszustwa podatkowe. Dokonywane na ich korzyść transfery realizowano w ratach najwyżej po 50 tys. euro i za pośrednictwem łańcucha firm, by utrudnić wykrycie całego procederu. Ponadto według śledczych bank próbował ich zmylić, przedstawiając dokumenty płatnicze związane z innymi transakcjami i podając niewłaściwe dane osobowe klientów.

Jak informuje raport, całość wspomnianych transferów wyniosła co najmniej 90 mln euro, co jest kwotą ponad dwa razy większą od podawanej przez Europol w czasie lutowej akcji policyjnej przeciwko ICBC. Opublikowany po tej akcji komunikat Gwardii Cywilnej ogłosił, że chiński bank podejrzewa się o "pomoc we wprowadzaniu do systemu finansowego funduszy uzyskanych w przestępczy sposób z przemytu, nadużyć podatkowych i naruszania praw pracowniczych, co umożliwiało transferowanie tych funduszy do Chin w sposób pozwalający na prezentowanie ich jako wystarczająco legalne".

Trzej z zatrzymanych wtedy dyrektorów ICBC zostali w kwietniu tymczasowo zwolnieni z aresztu, gdyż sąd uznał, że nie ma groźby ich ucieczki ani niszczenia przez nich materiałów dowodowych. Trzej pozostali od razu zapewnili sobie wolność wpłacając po 100 tys. euro kaucji.

>>> Czytaj też: Bank stracił przez maklera 4,9 mld euro. Musi zapłacić mu wielkie odszkodowanie