Program „Mieszanie plus” ma trzy filary – budownictwo na wynajem, wsparcie budownictwa społecznego oraz oszczędzanie na własne lokum. Który jest dla pana najważniejszy?

– Wszystkie trzy mają wielkie znaczenie, ale jest jeszcze czwarty istotny element. To kodeks urbanistyczno-budowlany. Rozwiązania, które za jego pośrednictwem wprowadzimy, są konieczne, jeśli mamy rozwiązać problem mieszkaniowy w Polsce. Musimy stworzyć warunki, które umożliwią sprawne prowadzenie procesu inwestycyjnego. Można to zrobić, zmieniając przede wszystkim regulacje dotyczące planowania przestrzennego. Wdrożenie kodeksu jest do tego niezbędne. Do tego dochodzi jeszcze wsparcie dla budujących lub adaptujących nowe lokum, budowa systemu oszczędzania na cele mieszkaniowe czy wsparcie dla budownictwa społecznego i komunalnego. Wszystkie te elementy należy spełnić, by wyjść z ostatniego miejsca w Europie. Teraz wyprzedza nas nawet Rumunia, która ma o 66 mieszkań na tysiąc mieszkańców więcej. Polska ma 352 mieszkania, a Rumunia 418. Ale nie chcemy poprawiać tylko statystyki, lecz także standard, w jakim mieszkają Polacy.

Ile czasu to zajmie?

– To cel na więcej niż dekadę. Według statystyk na rynku brakuje 460 tysięcy mieszkań. My oceniamy, że faktycznie brakuje ich minimum około miliona. Kiedy będą powstawały nowe mieszkania, pojawi się też pytanie o ich jakość, o to, czy w 2020 r. Polak ma prawo mieszkać w lokalu, który spełnia współczesne standardy np. w zakresie dostępu do kanalizacji. Z całą stanowczością mówimy, że ma prawo. A dziś masa mieszkań to tzw. substandard, gdzie tych udogodnień nie ma. Często dotyczy to mieszkań komunalnych. Pojawia się więc pytanie, czy mamy zlikwidować tylko deficyt, czy rozwiązać cały problem mieszkaniowy. Zależy mi na tym drugim celu. Nie powiem jednak, ile mieszkań zostanie wybudowanych w tym programie za cztery czy 10 lat. Nasz główny cel to rozwiązanie systemowego problemu. Zrobili to Skandynawowie, Niemcy i Francuzi. My też musimy sobie z tym poradzić.

Jak teraz wygląda kalendarz działań ministerstwa?

Jeśli wszystko pójdzie dobrze, to uchwała rządu w sprawie programu zostanie przyjęta do końca roku. Mamy nadzieję, że Sejm przyjmie do połowy przyszłego roku ustawę o utworzeniu Narodowego Funduszu Mieszkaniowego. Zaraz potem organizujemy i Fundusz, i Narodowego Operatora Mieszkaniowego. Na jesieni przyszłego roku możemy mówić o pierwszych działaniach tych podmiotów, powinny pojawić się pierwsze pieniądze wygenerowane przez fundusz i zamówienia na dokumentację techniczno-budowlaną. Jeśli pierwsze inwestycje będą realizowane w miejscach objętych planami zagospodarowania przestrzennego, to komplet dokumentów niezbędnych do rozpoczęcia budowy zostanie złożony na początku stycznia 2018. W lutym – marcu otrzymujemy wtedy decyzję o pozwoleniu na budowę, a Narodowy Operator Budowlany w drodze przetargu wybiera wykonawcę, bo tego będzie wymagała ustawa. Dla budynku 50-mieszkaniowego czas realizacji to około 15 miesięcy, a budynek ze 150 mieszkaniami to 20 miesięcy. Kiedy złożymy taki harmonogram, to siłą rzeczy pierwsze inwestycje powinny być w rozruchu w 2019 r.

W jakim stanie będą te mieszkania?

Wykończone pod klucz. To mają być mieszkania na długoterminowy wynajem, więc będą płytki, posadzki, armatura, biały montaż, by od razu można było w nich zamieszkać. Sprawę pozostałego wyposażenia i umeblowania pozostawimy najemcom.

Co chcecie osiągnąć przez wprowadzenie kodeksu urbanistyczno-budowlanego?

Najważniejszą kwestią jest zwiększenie zasięgu planów zagospodarowania. Dziś według szacunków obejmują one 28 proc. powierzchni kraju. Od końca lat 90. wygasły poprzednie plany i wiele gmin ich do tej pory nie aktualizowało. Celem kodeksu ma być umożliwienie realnej zwartej zabudowy na miejscach wskazanych przez samorząd. Brak planów to dziś główny hamulec w procesie inwestycyjnym, czekanie na zastępujące go warunki zabudowy wydłuża procedurę o pół roku. Dlatego ta zmiana jest taka ważna. W praktyce wymusi ona przygotowanie planu tam, gdzie go nie ma. Bez tego gminy nie będą mogły liczyć, że pojawią się u nich nowe inwestycje, a same nie będą mogły ich realizować.

Inna sprawa to wsparcie dla oszczędzających na cele mieszkaniowe. Na jakie roczne premie z budżetu państwa będą mogły liczyć osoby odkładające pieniądze w bankach na indywidualnych kontach mieszkaniowych?

– Zakładamy, że minimalny czas oszczędzania będzie wynosił 5 lat, a jeżeli chodzi o wysokość premii, to zależy ona od decyzji ministra finansów. Ja chciałbym premii możliwie jak najwyższych, ale resort finansów kieruje się innymi przesłankami, dba o całość budżetu. I nawet jeśli przekonuję, że warto wydzielić miliard na wsparcie dla budownictwa mieszkaniowego, że zwróci się on trzy- czy czterokrotnie, to słusznie w Ministerstwie Finansów pada pytanie o środki na oświatę czy służbę zdrowia.

Na co będzie można oszczędzać na kontach?

Podstawą będzie inwestycja przeprowadzona na bazie pozwolenia na budowę lub zakup nowego mieszkania. Jeśli chodziłoby o premię na remont, to tylko na taki, który wymaga pozwolenia na budowę. Chodzi np. o adaptację powierzchni na cele mieszkaniowe czy nadbudowy i dobudowy. Decyzja o pozwoleniu będzie niezbędnym minimum koniecznym do ostatecznego uzyskania premii.

Na ile istotne w całym programie będzie wsparcie dla budownictwa komunalnego i społecznego?

– Jest ono bardzo ważne. Około 40 proc. rodzin w Polsce nie ma zdolności kredytowej na zakup własnego mieszkania czy wynajem po stawkach rynkowych. Duża część kwalifikuje się do najmu taniego lokalu komunalnego. Tymczasem samorządy inwestują w jeszcze tańsze lokale socjalne o niskim standardzie. Chcemy to zmienić. Chcemy dofinansować inwestycje w lokale komunalne, tak aby ich zwolnione zasoby, zazwyczaj tej gorszej jakości, po remoncie można było włączyć do puli lokali socjalnych.

Jakie będą najważniejsze mechanizmy wsparcia?

– Dofinansowanie wzrośnie i wyniesie od 35 proc. kosztów inwestycji dla budownictwa społecznego do nawet 60 proc. w przypadku noclegowni. Już widzimy, że proponowany przez nas kierunek może dobrze zadziałać. Kilka dni temu spotkałem się z burmistrzem Skawiny, który ma gotowy plan budowy osiedla komunalnego. Do projektu chce wnieść uzbrojoną już działkę, na której w ramach rządowego programu będzie można budować mieszkania. Proponowane przez nas rozwiązania pozwolą gminom uciec od zaciągania długów pod inwestycje. W zamian za wniesiony wkład samorządy będą mogły otrzymać np. pewną pulę mieszkań w realizowanych projektach do własnej dyspozycji.

A co zaproponujecie spółkom w zamian za wniesienie gruntów do Narodowego Funduszu Mieszkaniowego? Np. jakiś zwrot, jeśli nie zechcą mieszkań?

– Oczywiście, że takie gwarancje będą.

Jaką stopę zwrotu przewidujecie?

– Na pewno nie będzie tak, że rada nadzorcza zarzuci zarządowi działanie na niekorzyść spółki. Dziś za wcześnie jest, by wskazać wysokość stopy zwrotu i jej formy. Trzeba przy tym pamiętać, że spółki mają tysiące hektarów nieużywanych, niezagospodarowanych nieruchomości. Chcemy je wykorzystać i namówić firmy do współpracy.

Fundusz ma też finansować się przez emisje papierów wartościowych, m.in. obligacji. Czy będą one gwarantowane przez Skarb Państwa?

– Może nie będzie to tak łatwe jak w przypadku obligacji Krajowego Funduszu Drogowego, choć zdajemy sobie sprawę, że w wielu sytuacjach takie gwarancje bywają niezbędne.

A w jaki sposób sprawdzani będą chętni na rządowe mieszkania na wynajem?

– Weryfikowane będą na przykład dochody, zarówno pod względem wysokości, jak i zdolności do opłacania czynszu.

Nie obawiacie się, że umożliwienie taniego dojścia do własności przez najem zachęci do ukrywania dochodów?

– Takich sytuacji nie można oczywiście wykluczyć. Być może niektórym przy poprawie dochodów wystarczy mieszkaniowe minimum, ale w wielu przypadkach w takiej sytuacji pojawi się chęć poprawy warunków życia. Chcemy lepszego standardu, większej powierzchni czy lokalizacji. Im więcej będzie mieszkań i wzrośnie ich dostępność, tym mniejsza będzie skłonność do nieuczciwych działań.

Z sondażu przeprowadzonego dla DGP wynika, że największe zainteresowanie program budzi wśród młodych ludzi. O to właśnie chodziło?

– Nasz cel to rozwiązanie problemów mieszkaniowych w Polsce. Wychodzimy z założenia, że tam, gdzie nie ma gniazd, nie ma piskląt. Brak mieszkań oznacza mniej rodzin decydujących się na życie w kraju.

>>> Czytaj też: Czy program "Mieszkanie Plus" ma szansę na sukces?