Trump wygłosił taką niecodzienną i niepopartą od razu dowodami - jak komentuje agencja AP - wypowiedź w czasie spotkania z sympatykami w ratuszu w Columbus w Ohio w poniedziałek.

Wcześniej zasugerował, że Partia Demokratyczna tak zorganizowała system wyłaniania kandydatów w wewnątrzpartyjnych prawyborach, by jego rywalka Hillary Clinton była w stanie pokonać lewicowego senatora Berniego Sandersa.

Trump już wcześniej sugerował taką możliwość przy okazji wycieku maili z Krajowego Komitetu Partii Demokratycznej (DNC) wskazujących na uprzywilejowaną pozycję Clinton. Wśród ujawnionych wiadomości są takie, w których przedstawiciele Komitetu szydzą z Sandersa i jego zwolenników.

Później tego samego dnia republikański kandydat oświadczył, że Sanders "zawarł pakt z diabłem", gdy zgodził się ostatecznie na udzielenie poparcia Clinton. "Ona jest diabłem" - oznajmił.

Swoje obawy co do przebiegu zbliżających się wyborów Trump, który już wcześniej dał się poznać jako zwolennik teorii spiskowych, m.in. kwestionując miejsce urodzenia prezydenta Baracka Obamy, powtórzył w programie w telewizji Fox News. "W sprawie wyborów 8 listopada lepiej żebyśmy byli czujni, ponieważ będą one sfałszowane" - oznajmił.

Przedstawiciele kampanii Trumpa nie odnieśli się do tych wypowiedzi.

Agencja AP komentuje, że "jeśli uwagi Trumpa nie okażą się jedynie nieprzemyślaną deklaracją, mogą zagrozić tradycji pokojowego kwestionowania wyników wyborów i podważyć samą istotę uczciwego procesu demokratycznego". Agencja przewiduje też, że Trump może w ten sposób przygotowywać grunt na wypadek swojej przegranej na jesieni, ale gdyby wówczas zaczął składać takie deklaracje publicznie, może to spowodować "nieprzewidziane reakcje" ze strony jego zwolenników.

Według poniedziałkowego sondażu CBS Hillary Clinton umocniła nieco swoją pozycję po demokratycznej konwencji w Filadelfii i ma nad Donaldem Trumpem przewagę 7 punktów proc.

>>> Czytaj też: Jacek Kurski już nie jest szefem TVP