Niemieckie media publiczne jeszcze nigdy nie miały tak dużo pieniędzy. W 2015 r. zebrały łącznie prawie 8,14 mld euro – wynika z najnowszego raportu ARD ZDF Deutschlandradio Beitragsservice, instytucji odpowiedzialnej za pobór opłat rtv.

Te środki wpłacono z ponad 44,6 mln kont. Pochodziły zarówno od osób prywatnych, jak i przedsiębiorstw. Poborem opłat zajmowało się zaś mniej niż 1100 osób, a koszty administracyjne nieznacznie przekroczyły 2 proc.

W porównaniu z 2014 r. zebrano 193 mln euro mniej. W żadnym razie nie wynikało to jednak z pogorszenia dyscypliny płatniczej Niemców – nigdy wcześniej w Niemczech nie było tak wielu wpłacających na media publiczne. Po prostu w kwietniu 2015 r. miesięczna opłata rtv spadła z 17,98 euro do 17,50 euro. O d wejścia w życie przepisów o opłacie rtv w styczniu 2013 r. zbiórka przynosi znacznie więcej pieniędzy niż planowano. Do teraz skumulowana nadwyżka wynosi ponad 1,6 mld euro. Leżą na specjalnym koncie i na razie nikt nie wie co z nimi zrobić.

Oczywiście, niemiecka radiofonia publiczna wykorzystałyby i te środki, ale na razie zdecydowano się, by nieco ulżyć płatnikom.

Niemiecki system mediów publicznych jest drogi i skomplikowany. Wynika to z powojennych decyzji zachodnich aliantów, którzy po doświadczeniach z nazistowską propagandą chcieli uniemożliwić centralne sterowanie mediami w Niemczech. Właśnie dlatego na przełomie lat 40. i 50. powoływali do życia jedynie regionalne stacje radiowe, a później wydawali koncesje wyłącznie regionalnym stacjom telewizyjnym. Do dziś to landy, a nie władze federalne w Berlinie, odpowiadają za politykę w dziedzinie mediów.

Obecnie działa w Niemczech dziewięć ośrodków regionalnych zrzeszonych w grupie ARD, które tworzą audycje radiowe i telewizyjne dla odbiorców w swoich landach oraz „składają się” na wspólny program pierwszy (Das Erste). Ten ogólnoniemiecki kanał nie ma centralnego kierownictwa, tylko koordynatora (intendanta), którym jest ktoś z szefów ośrodków regionalnych. Pełni on tę funkcję przez dwa lata, po czym urząd na zasadzie rotacji przechodzi do kolejnego prezesa z następnego regionu.

Centralnie zarządzana telewizja powstała w Niemczech dopiero na początku lat 60., kiedy ówczesny kanclerz Konrad Adenauer doprowadził wreszcie do powstania kanału, na który jego rząd mógłby mieć jakiś wpływ. Wtedy to właśnie powołano do życia drugi program niemieckiej telewizji (ZDF) z siedzibą w Moguncji (Mainz).

Łącznie niemieckie media publiczne (oprócz stacji ARD i ZDF zalicza się do nich Deutschlandradio) nadają ponad 20 programów telewizyjnych oraz prawie 70 programów radiowych. Liczba ich etatowych pracowników sięga 27 tys., z czego ponad 22,5 tys. pracuje w ośrodkach regionalnych.

Inaczej niż w Polsce życie medialne w Niemczech toczy się także poza stolicą kraju, czyli również w Monachium, Lipsku, Kolonii, Stuttgarcie, Hamburgu i Frankfurcie. Dzięki temu publiczne pieniądze trafiają także do lokalnych twórców i firm producenckich. Na podobną strukturę i wydatki nie stać nawet BBC.

Zapewne Niemcy musieliby znacznie ograniczyć system radiofonii publicznej, gdyby nie prof. Paul Kirchhof, emerytowany sędzia Federalnego Trybunału Konstytucyjnego (FTK) w Karlsruhe. W kwietniu 2010 r. wydał on ekspertyzę krytycznie oceniającą ówczesny system finansowania mediów publicznych w Niemczech. Był on wówczas taki sam jak obecnie w Polsce, czyli użytkownicy musieli rejestrować telewizory i radia, za które należało płacić abonament rtv. System ten wywodził się z lat 20. i coraz mniej przystawał do rzeczywistości. Widzowie i słuchacze nie potrzebowali już tradycyjnych urządzeń, by oglądać telewizję i słuchać radia.

Coraz więcej, szczególnie młodych, osób w ogóle nie rejestrowało odbiorników, dzięki czemu mogli skutecznie uchylać się od płacenia abonamentu.

„Tak jak opłata uzdrowiskowa pobierana jest od konkretnego kuracjusza, a nie od liczby używanych przez niego urządzeń sportowych, tak również opłata rtv powinna być naliczana od użytkownika, a nie od urządzenia” – pisał w 2010 r. swoim opracowaniu prof. Paul Kirchhof.

Wykluczył on wówczas finansowanie mediów publicznych z budżetu państwa jako niezgodne z konstytucją RFN. Tworzyłoby ono bowiem konflikt pomiędzy konstytucyjnymi uprawnieniami parlamentu a konstytucyjną zasadą wolności prasy. Z jednej strony powiem parlament posiada wyłączne uprawnienia w sprawie uchwalania podatków i budżetu i może suwerennie decydować o przeznaczeniu dostępnych środków.

Z drugiej strony finansowanie mediów publicznych nie powinno być w żaden sposób związane z jakimikolwiek zewnętrznymi wpływami na program. Kirchhof zaproponował więc, by opłaty na radiofonię publiczną pobierać od gospodarstw domowych i przedsiębiorstw. „Proponowana korekta finansowania zyska w ten sposób nową wiarygodność, pozwoli uniknąć problemów związanych z europejskim prawem konkurencji i zapewni prostą egzekucję opłat” – podsumowywał swoje opracowanie w 2010 r. prof. Paul Kirchhof.

Tezy i autorytet byłego sędziego FTK były na tyle silne, że przekonały polityków. Jeszcze w tym samym roku premierzy 16 niemieckich landów (odpowiednicy marszałków województw) wynegocjowali i podpisali umowę państwową o radiofonii, która reguluje kwestie dotyczące opłaty rtv, i która obowiązuje od 1 stycznia 2013 r. Od tego czasu w Niemczech nie trzeba rejestrować odbiorników rtv.

Płaci się za każde mieszkanie, w którym zameldowana jest przynajmniej jedna osoba, niezależnie od liczby posiadanych urządzeń. Jeśli ktoś posiada więcej mieszkań albo ma dom letniskowy, za każdą nieruchomość wnosi dodatkową opłatę – względnie robią to najemcy, jeśli lokal jest wynajmowany. Płacić muszą także pełnoletni uczniowie i studenci, jeżeli już mieszkają samodzielnie, oraz emeryci, o ile nie korzystają z pomocy społecznej.

Ulg przewidziano niewiele: nie płaci się za pokoje w internatach i koszarach wojskowych oraz za domki w ogródkach działkowych. Inwalidzi z udokumentowanym znacznym stopniem niepełnosprawności płacą jedną trzecią stawki (5,83 euro) – chyba że są równocześnie niewidomi i głusi, wówczas za telewizję i radio publiczne w Niemczech nie płacą nic.

Ten system obejmuje także przedsiębiorstwa, instytucje publiczne i organizacje pożytku publicznego. Firmy płacą w zależności od liczby zatrudnionych w jednej lokalizacji. Najniższa stawka wynosi 5,83 euro, którą płacą przedsiębiorstwa zatrudniające do ośmiu osób w jednym miejscu, najwyższa zaś 3150 euro, czyli 180-krotność podstawowej opłaty, którą wnoszą zakłady zatrudniające ponad 20 tys. pracowników w jednym miejscu. Firmy muszą płacić również za samochody używane do celów służbowych (5,83 euro), przy czym wyłączone z tego obowiązku są m.in. koparki i wózki widłowe. Płacą oczywiście również hotele, szpitale (ale nie pacjenci) oraz fundacje.

Nieuchronność wnoszenia opłaty rtv jest zdaniem prof. Paula Kirchhofa wielkim osiągnięciem państwa prawa w Niemczech. Dzięki temu – jak mówił na jednej z konferencji podsumowującej działanie systemu – obywatele nie przyzwyczają się do nielegalnych działań, a młodzi Niemcy nie są wychowywani na oszustów podatkowych.

Mimo to obecny system finansowania radiofonii publicznej w Niemczech ma wielu coraz silniejszych przeciwników. Populistyczni narodowi politycy wykorzystują ten temat, by atakować niemieckie media publiczne. Przedstawiają jako „łże-media”, których celem miałaby być „ochrona politycznego establishmentu i azylantów”.

Rosnąca w siłę partia Alternatywa dla Niemiec (AfD) zapowiedziała, że po dojściu do władzy zlikwiduje opłatę rtv oraz pozostawi tylko dwie stacje telewizyjne i radiowe, które byłyby finansowane z budżetu państwa.

Dla Niemców, którym nie podoba się „medialny mainstream”, to jedyna szansa na zmianę systemu (do dziś pod internetową petycją w sprawie likwidacji obowiązkowych opłat na rzecz mediów publicznych podpisało się już około 100 tys. Osób). Niemieckie sądy administracyjne odrzuciły bowiem już wszystkie skargi dotyczące opłaty rtv od osób fizycznych, uznając, że nie jest ukryty podatek i nie narusza równości obywateli wobec prawa, a tym samym jest zgodny z ustawą zasadniczą RFN. Wkrótce na ten temat wypowie się także Federalny Trybunał Konstytucyjny w Karlsruhe.

Stu korespondentów w 30 miastach na świecie – taką sieć reporterów posiadają telewizje zrzeszone w ARD. Z kolei ZDF utrzymuje 17 zagranicznych placówek korespondenckich. Niewiele jest na świecie telewizji, które pod tym względem mogłyby się równać z niemieckimi telewizjami publicznymi. Stać je również na kosztowne seriale fabularne i dokumentalne oraz najdroższe imprezy sportowe. Mecze Euro 2016 stacje ARD i ZDF transmitowały poprzez satelitę bez dodatkowych opłat także do widzów za granicą. Widzowie nie są zmuszani do oglądania reklam, bo tych jest zaledwie 20 minut w ciągu dnia, a po godz. 20-ej nie ma ich wcale (wyjątkowo możliwe są tylko wskazania sponsorów wielkich wydarzeń).

Mimo tak ogromnych możliwości media publiczne mają w Niemczech kłopot z dotarciem do młodszych odbiorców. Wiek przeciętnego widza oscyluje wokół 61 lat. Wśród widzów poniżej 30-stki stacje publiczne przegrywają z mniej zasobnymi stacjami komercyjnymi.

Deficyt młodych widzów jest kłopotliwy. Na dłuższą metę trudno będzie uzasadnić konieczność powszechnego płacenia na rzecz mediów, z których część obywateli w ogóle nie korzysta. Tym bardziej, że według szacunków ekspertów od 2021 r. koszty utrzymania radiofonii publicznej wzrosną o około 10 proc. a opłata rtv powinna wzrosnąć do 19 euro. Czy tak się stanie zależy to od premierów niemieckich landów. Na razie nie chcą oni podejmować takich kłopotliwych decyzji. Część z nich ma już w najbliższych miesiącach wybory do landtagów, a ich partie będą walczyć w przyszłym roku o mandaty w Bundestagu. Dlatego nakazują mediom programy oszczędnościowe i publicznie zastanawiają, czy opłata rtv nie powinna być wkrótce niższa o kolejne 30 eurocentów.

Autor: Andrzej Godlewski