statystyki

Czy globalizacja się kończy? Jeśli tak, najwięcej straci zachodni kapitał

10 września 2016, 20:00
Źródło:MAGAZYN DGP
pieniądze podatek dolary

pieniądze podatek dolaryźródło: ShutterStock

Czy globalizacja się kończy? Jeśli pytanie dotyczy jej obecnej, skrajnie liberalnej wersji, to miejmy nadzieję, że tak!

Reklama

Reklama

Od pewnego czasu trwa głośne bicie na alarm: Ratunku, Brytyjczycy wychodzą z Unii Europejskiej! Pomocy, TTIP nie zostanie domknięty do czasu nowych wyborów w USA! Co to będzie, co to będzie, jak strefa euro w końcu pęknie?! Tym lamentom towarzyszy silne przekonanie wielu polityków, analityków i komentatorów, że zaczęliśmy już kurs po równi pochyłej. A przed nami już tylko same nieszczęścia: zamykanie granic, powrót protekcjonizmu, wojny celne oraz walutowe, a w konsekwencji pewnie jakiś duży konflikt zbrojny.

Rowerzyści boją się zwolnić

Tych, którzy najgłośniej podnoszą dziś te lęki, można nazwać frakcją rowerową. Nie, inspiracją dla tego określenia nie jest bynajmniej głośny wywiad ministra Waszczykowskiego dla „Bild Zeitung”. „Rowerzyści”, o których mówię, są dużo, dużo starsi i zawdzięczają nazwę pierwszemu przewodniczącemu Komisji Europejskiej, Niemcowi Walterowi Hallsteinowi. To było dawno temu, bo jeszcze pod koniec lat 50. Zaraz po podpisaniu traktatów rzymskich, powołujących do życia EWG (protoplastę dzisiejszej UE). Hallstein powiedział wtedy, że integracja europejska jest jak rower. To znaczy jej koła muszą cały czas kręcić się do przodu, inaczej pojazd się zatrzyma, a zaraz potem niechybnie przewróci.

Przez następnych kilkadziesiąt lat europejscy politycy trzymali się tej zasady bardzo mocno. Rower jechał więc dalej, a jego kierowca zatykał po drodze kolejne słupy milowe integracji: jednolity rynek, Unię Europejską, obszar wspólnego pieniądza, Schengen czy wreszcie rozszerzeniowy „big bang”. Z teorią rowerową jest tylko jeden problem. Póki droga była szeroka i wiodła z górki (druga połowa XX w. to dla kapitalistycznego Zachodu czas względnej koniunktury i ideowego triumfu nad realnym socjalizmem), wszystko było w porządku. Ale gdy w początkach XXI w. pojawiły się na niej pierwsze poważne zakręty i wertepy (kryzys 2008 r. i wielka stagnacja), „rowerowcy” przestali panować nad sytuacją. I tak jest do dziś. Z jednej strony panicznie boją się, że gdy tylko rower zwolni albo gwałtownie zmieni kierunek, zaraz się wywróci. Z drugiej jednak nie sposób nie zauważyć, że siedzących na bagażniku i na ramie pasażerów już mocno wytrzęsło. I wielu z nich powoli zaczyna powątpiewać w to, czy ci trzymający kierownicę aby na pewno mogą się wylegitymować ważną kartą rowerową.

Teoria rowerowa do pewnego stopnia opisuje to, co się działo na szerszym planie całego procesu drugiej globalizacji (pierwsza to ta z lat 1870–1945). Globalizacja, która nas dziś otacza, nie była projektem aż tak mocno zinstytucjonalizowanym jak eurointegracja. Można jednak powiedzieć, że i ona toczyła się wedle logiki rowerowej. A jej koła kręciły się w takt znanej melodii konsensu waszyngtońskiego (liberalizacja kolejnych barier w międzynarodowym przepływie towarów, usług oraz kapitału). A gdy ktoś próbował się przeciwstawić jej logice, natychmiast nadziewał się na argument rowerzystów głoszący, że chyba nikt nie chce, by pojazd się przewrócił.

Jednak i tutaj pojawiły się kłopoty. W pierwszej fazie zaczęto stawiać pytania o to, czy aby na pewno liberalna globalizacja przynosi zauważalne profity wszystkim stronom. I czy nie jest tak, że jej logika prowadzi do utrzymania wyzysku krajów pierwszego świata nad światem drugim (np. dawny blok wschodni) i trzecim. Argumenty padające w drugiej, obecnej, fazie są jeszcze mocniejsze. Przebija z nich bowiem wątpliwość, czy domniemani zwycięzcy globalizacji, czyli bogaty Zachód, są zwycięzcami faktycznymi. Czy może raczej zwyciężył zachodni kapitał, który może hasać sobie dziś po świecie w sposób właściwie nieograniczony. A jednocześnie lwia część zachodnich społeczeństw utrzymująca się z pracy na globalizacji straciła.

Treść całego artykułu można przeczytać w Magazynie DGP oraz tutaj.

>>> Polecamy: Wspólna wizja Kaczyńskiego i Orbana. Jaki pomysł na Europę mają politycy Polski i Węgier?

Reklama

Reklama

  • jacezar(2016-09-10 23:19) Odpowiedz 148

    Znowu wosiowe plfociny. Toz to nie dziennikarz to propagandzista

  • Piotr34(2016-09-11 09:21) Odpowiedz 910

    @jacezar Ty wiesz lepiej prawda?Mimo ze juz niemal wszyscy ekonomisci(poza oszolomem Balcerowiczem)zaczynaja powatpiewac w w obecny system ekonomiczny.Tacy ja ty sa ja niegdys komunisci-nie sprawdzila sie globalizacja?-lekarstwem jest WIECEJ globalizacji-to naprawde zenuajcy sposob myslenia.

    Pokaż odpowiedzi (1)
  • luke(2016-09-11 00:05) Odpowiedz 827

    Bosz, zatrzymajmy globalizacje, zatrzymajmy Internet... Ehh, same frazesy, żadnej recepty.

  • lech2011(2016-09-11 09:39) Odpowiedz 73

    bla, bla, bla

  • plpl3434(2016-09-11 12:27) Odpowiedz 74

    Globalizacja sie rozkreca i nie ma mowy zeby wychamowala. Dla Europy oznacza to ze staniemy sie w wiekszosci dziadami pozbawionymi pracy...

    Pokaż odpowiedzi (1)
  • lech2011(2016-09-12 09:40) Odpowiedz 30

    Na odwrocie od globalizacji najwięcej stracą globalnie działający najbogatsi ? Co za śmiała teza ! Niemożliwe ! Ja stawiam, że na tym najbardziej straci Pakistan i okolice.

  • Visjoner(2016-09-12 01:33) Odpowiedz 04

    Tak samo jak jst pensja minimalna i minimum socjalne powinna być pensja/ dochód maksymalny i majątek maksymalny - później "przymusowa" emerytura. Czy to takie skomplikowane? Obecne pogłąbianie globalizacji jest dla najobgatszych gospodarek, wielkich koncernów i krezusów.

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Polecamy

Wiadomości branżowe

Tylko na Forsal.pl

Infografiki, wykresy, mapy

Opinie

Najnowsze galerie>>

wszystkie »

Finansopedia forsal.pl

popularnenajnowsze