statystyki

Złe wieści dla rządu. Koszty zwrotu spreadów będą wyższe od szacunków

12 września 2016, 13:06 | Aktualizacja: 12.09.2016, 13:06
Źródło:PAP
frank szwajcarski

frank szwajcarskiźródło: ShutterStock

Narodowy Bank Polski szacuje, że koszty wdrożenia projektu ustawy dot. zwrotu spreadów mogą być nawet ponad dwa razy wyższe niż zakładane 3,6-4 mld zł - podał NBP w opinii do przedstawionego przez prezydenta projektu ustawy dot. zwrotu niektórych należności wynikających z umów kredytu.

Reklama

Reklama

W sierpniu Kancelaria Prezydenta złożyła do Sejmu projekt ustawy dotyczący zwrotu spreadów przez banki. Kancelaria szacowała wówczas, że koszty tej operacji dla banków wyniosą 3,6-4 mld zł.

NBP w opinii do projektu ocenił, że koszty wdrożenia projektu ustawy dla banków będą wyższe niż szacowane przez projektodawców.

"Z uzasadnienia do projektu ustawy wynika, że koszty mogą wynieść 3,6-4 mld zł przy założeniu, że z dobrodziejstw ustawy skorzystają wszyscy uprawnieni. Tymczasem bardzo wstępne szacunki NBP wskazują, że koszty te mogą być nawet ponad dwa razy wyższe. Koszty te wyniosłyby zatem około 2/3 zysku netto wypracowanego przez sektor bankowy w 2015 r." - napisano w opinii.

NBP podał, że poza bezpośrednim zwrotem spreadów dla klientów banki poniosłyby dodatkowo koszty operacyjne, zaangażowania pracowników i zmian operacyjnych.

"Ponadto, w szacunkach kosztów związanych z wdrożeniem projektowanej ustawy uwzględnić należy także koszty dla budżetu państwa, wynikające ze zwrotu podatku zapłaconego od przychodów, w części, w jakiej wygenerowane zostały one przez pobieranie przez banki spreadów podlegających zwrotowi na podstawie przedmiotowej ustawy" - czytamy w opinii.

Wątpliwości NBP budzi między innymi sposób wyznaczania wartości zwrotu spreadów, która została wyznaczona w walucie obcej, a nie w złotych.

"W opinii NBP brak jest uzasadnienia dla wyznaczania spreadu w walucie obcej. Prowadzi to do nieuzasadnionego podwyższenia korzyści dla kredytobiorców i w konsekwencji zwiększenia kosztów dla banków" - napisano.

W ocenie NBP nie ma uzasadnienia dla naliczenia połowy odsetek ustawowych od kwoty zwrotu spreadów, a wątpliwości budzi sposób określenia spreadu "referencyjnego", ponad który nadwyżkę bank musi zwrócić klientowi.

"W celu jednakowego potraktowania klientów zaciągających kredyt denominowany i indeksowany do waluty obcej należałoby rozważyć odpowiednią zmianę we wzorze poprzez zastąpienie kursu sprzedaży NBP (skorygowanego o 0,5 proc.) kursem kupna NBP (skorygowanym o 0,5 proc.)" - wskazano w opinii.

NBP ocenił, że z punktu widzenia celów społecznych ustawy, tj. ochrony praw konsumentów, zasadne byłoby ograniczenie możliwości ubiegania się przez kredytobiorcę o zwrot spreadów tylko w odniesieniu do kredytu na zakup nieruchomości, którą kredytobiorca zamieszkuje.

"Zapis ten ograniczałby możliwość skorzystania z dobrodziejstw ustawy przez klientów zaciągających kredyty w innych celach, w tym w celach inwestycyjnych" - napisano w opinii.

Zastrzeżenie NBP budzi także zdefiniowanie limitu 350 tys. zł dla wysokości kapitału kredytu, dla którego kredytobiorca może otrzymać zwrot spreadów.

"Z punktu widzenia celów społecznych ustawy, tj. szczególnej ochrony konsumentów, naturalne wydawałoby się określenie limitu w kwocie 255 550 zł, tj. maksymalnej kwoty kredytu podlegającego ochronie w ramach reżimu ustawy o kredycie konsumenckim" - napisano w opinii.

NBP zwrócił uwagę na konieczność odpowiedniego wydłużenia vacatio legis, tak aby banki miały możliwość przygotowania swoich wewnętrznych systemów i procedur - do dochowania terminu 30 dni na przygotowanie odpowiednich informacji dla kredytobiorców.

NBP ma także kilka uwag do uzasadnienia projektu ustawy i ocenia, że jego autorzy są niekonsekwentni - z jednej strony wskazują, że spready pobierane były w sposób sprzeczny z obowiązującym prawem i są świadczeniami nienależnymi, a z drugiej, że celem ustawy jest tylko "rozliczenie pewnego wycinka stosunku kredytowego, który powstał w wyniku stosowania przez banki spreadów znacznie odbiegających od warunków rynkowych".

Bank zwrócił także uwagę na to, że projektodawcy napisali w uzasadnieniu, iż kredyty indeksowane i denominowane nie były kredytami walutowymi z ekonomicznego punktu widzenia.

"Jest natomiast zupełnie przeciwnie - z ekonomicznego punktu widzenia są to niewątpliwie kredyty walutowe. Świadczy o tym okoliczność, że kredyty te były oprocentowane według stopy procentowej właściwej dla danej waluty obcej, a kwoty rat były wyznaczane w walucie obcej i przeliczane na złote wg ich bieżących kursów" - napisano w opinii. (PAP)

Reklama

Reklama

  • pop(2016-09-12 14:02) Odpowiedz 298

    no proszę , od razu giełda w dół, po Manifestacji frankowiczów i bardzo dobrze. Rozwalmy tem chory system , gdzie rząda zagraniczne firmy/banki w Polsce. Nie było żadnych franków, ludzie otrzymali PLN i w PLN spłacają raty, a bankierzy przeliczają sobie wg własnego bliżej nieokreślonego kursu na CHF - i kto tu zarabia???

    Pokaż odpowiedzi (1)
  • wethepeople(2016-09-12 15:02) Odpowiedz 166

    sęk w tym, że wszystkie te kredyty są złotówkowe, a nie walutowe. bank pożyczał klientom PLNy a nie CHFy (których zresztą i tak nigdy nie miał, co zostało już wielokrotnie udowodnione). i każdy ma w umowie kredytowej wpisane jako swoje zobowiązanie konkretną kwotę w PLN. tymczasem dzięki nielegalnym (w świetle ustawy o prawie bankowym) klauzulom indeksacyjnym nawet po 10 latach spłaty rat saldo kredytu nie zmniejsza się ani o grosz (mało tego, wzrasta bardzo znacznie). oznacza to, że te raty niczego nie spłacają i są w całości czystym zyskiem banku. Cieszy, że sądy wreszcie zaczęły dostrzegać tę skandaliczną patologię. Przed sądem to bank musi udowodnić zasadność swoich roszczeń w oparciu o nielegalne klauzule indeksacyjne. osobnym złodziejstwem są dodatkowe ukryte prowizje w postaci: – spreadów od transakcji kupna waluty, które nigdy nie miały miejsca. – ubezpieczenie niskiego wkładu własnego, które od niczego nie ubezpiecza, a wysokość wkładu nie jest naliczana w walucie kredytu (dzięki czemu klient jest dojony nawet jeśli spłacił już bankowi połowę długu)

  • marco(2016-09-12 13:49) Odpowiedz 163

    Dla rządu to akurat dobre wieści, bo więcej pieniędzy trafi do podatników, którzy płacą VAT - wyższy podatek niż optymalizowany przez banki CIT.

  • zewa(2016-09-12 14:31) Odpowiedz 126

    mleko się rozlało, jesteśmy wścieli i zdesperowani. Rząd nas oszukał, a chcieliśmy tylko wsparcia w respektowaniu prawa polskiego przez zagraniczne banki w Polsce, a tu proszę Prezydent ustawkę stowrzył na rzyczenie banksterów. Zwrot spreadów (i to jeszczę tylko część), to śmiech na sali i zerowe roszczenia wobec banku w porównaniu ze złodziejstwem jakiego się dopuścił. W prawie bankowych dopiero w 2011r została wprowadzona definicja kredytu indeksowanego do waluty obcej, to ja się pytam co BANKI udzielały Polakom w latach 2006-2008???? Kredyty nie zdefiniowane w prawie tj. LICHWA

  • we the people(2016-09-12 15:16) Odpowiedz 121

    to interesujące, bo jeszcze kilka lat temu NBP w swoim OFICJALNYM stanowisku skierowanym do Kancelarii Sejmu bardzo wyraźnie podkreślał, że kredyty indeksowane są kredytami złotówkowymi: Stanowisko NBP w sprawie kredytów indeksowanych (lipiec 2011): orka.sejm.gov.pl/Druki6ka.nsf/0/74B40D99361DC6CAC12578C60042584B/$file/4350-002.pdf (u dołu str. 2) wszystkie te dzisiejsze uwagi NBPu są ewidentnie obliczone na ukręcenie łba sprawie. coś czuję, że jak mainstream będzie dalej tak mataczył, to prędzej czy później ktoś zdesperowany niewytrzyma i na własną rękę będzie dochodził sprawiedliwości. a wtedy komuś może stać się krzywda.

  • Polak(2016-09-12 15:07) Odpowiedz 96

    ja sam nie mam kredytu, ale po zapoznaniu się ze szczegółami chciałbym się wypowiedzieć w tej kwestii. nie można tak bezczelnie ludzi okradać. z tego jeszcze będzie rewolucja - zobaczycie. a jak nie to kolejna fala emigracji. przecież każdemu bardziej się opłaca stąd uciec w siną dal niż dać się ubrać w wyimaginowany niespłacalny dług na resztę życia.

  • Piotr34(2016-09-12 21:53) Odpowiedz 32

    A niby co w tym zlego dla rzadu?To jest zla wiadomosc ale dla bankow.

    Pokaż odpowiedzi (1)
  • Ziom(2016-09-12 23:02) Odpowiedz 31

    Jak brałem kredyt we frankach to rządził PiS, bardzo namawiali . Czy to ma jakieś znaczenie???

  • JJ(2016-09-13 00:26) Odpowiedz 21

    @wethepeople A co to ma za znaczenie czy bank dawal frankowiczom zlotowki, czy franki - oddaj bankowi to na co sie umawialiscie, zamiast szukac dziury w calym. Bank nie pozyczal frankow i nie dawal pozyczek we frankach, ale zabezpieczyl kazda z tym pozyczek poprzez forexowe instrumenty pochodne (swapy walutowe) i nikt tutaj nikogo nie oszukiwal. Nawet gdyby frankowcy dostali do reki franki to i tak raty kredytow poszlaby w gore i sytuacja frankowcow bylaby taka sama jak dzisiaj (poza tym, ze poniesliby oni koszt dodatkowego przewalutowania frankow na zlotowki - glownej pozyczki), wiec po co to udawanie, ze ktos zostal oszukany. To wy, frankowcy, probujecie oszukac banki i Polakow, zeby za was splacali dlugi.

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Polecamy

Wiadomości branżowe

Tylko na Forsal.pl

Infografiki, wykresy, mapy

Opinie

Najnowsze galerie>>

wszystkie »

Finansopedia forsal.pl

popularnenajnowsze