Najmocniej w ostatnim roku ucierpiała branża energetyczna. Wartość Energi spadła od początku października ub.r. o ponad połowę, Enei o ponad 1/3, w PGE i Tauronu o około 20 proc. Na zamknięciu piątkowej sesji akcje Enei kosztowały 8,51 zł, a PGE 10,15 zł i w obydwu przypadkach były to najniższe poziomy w historii. W ostatnich 12 miesiącach historyczne minima zanotowały także dwie pozostałe firmy z tej branży.

Powodów do zadowolenia nie mają także akcjonariusze PZU, którego notowania spadły w ciągu roku o ponad 1/3, a piątkowe zamknięcie na poziomie 24,38 zł także było najniższe w historii (w pewnym stopniu fakt ten tłumaczy odjęcie od kursu akcji na czwartkowej sesji prawa do dywidendy w wysokości 2,08 zł na akcję).

Firmy, w których Skarb Państwa jest największym akcjonariuszem, stanowią połowę składu indeksu WIG20 skupiającego spółki o najwyższej wartości rynkowej. Kursy ich akcji spadły w ostatnim roku średnio o 21 proc., podczas gdy notowania pozostałych 10 przedsiębiorstw spadły o 5 proc. Te różnice na niekorzyść spółek kontrolowanych przez państwo rosną, jeśli wydłużać będziemy okres obserwacji – w przypadku 5-letnich stóp zwrotu sięgają kilkudziesięciu punktów procentowych.

>>> Czytaj też: Mapa długów polskich firm. Zaległości przekraczają już 1,8 mld zł

Zarówno w przypadku PZU, jak i spółek energetycznych przecenę akcji wiązać można z pogorszeniem wyników finansowych, wynikających z trudnych warunków rynkowych, na które firmy nie mają wpływu. W środowisku niskich stóp procentowych największy polski ubezpieczyciel ma kłopoty z zyskownym lokowaniem zbieranych od klientów składek, na wynikach energetyki ciążą niskie ceny prądu. Ale do przeceny akcji przyczyniają się swoimi działaniami i deklaracjami politycy, którzy nad państwowymi firmami nie tylko sprawują nadzór, ale coraz częściej ingerują także w ich bieżącą działalność.

– Każdy przypadek jest trochę inny, ale ryzyko polityczne można wskazać jako wspólny mianownik. Inwestorzy obawiają się, że coraz więcej decyzji, na przykład dotyczących inwestycji, zapadać będzie w oparciu o czynniki polityczne, a nie ekonomiczne – uważa Zbigniew Porczyk, szef działu analiz w DM Trigon.

Jako przykład firm, gdzie takie ryzyko już się materializuje, Porczyk podaje firmy energetyczne traktowane przez rząd jako swoiste wehikuły inwestycyjne, wykorzystywane do ratowania górnictwa. Albo zasilania budżetu państwa podatkiem dochodowym płaconym od podnoszenia wartości nominalnej akcji, operacji trudnej do wytłumaczenia na gruncie biznesowym. Minister energii Krzysztof Tchórzewski zadeklarował, że w najbliższych latach kapitał zakładowy w firmach energetycznych może zostać podniesiony nawet o 50 mld zł, co oznaczałoby konieczność odprowadzenia do budżetu kwoty rzędu 10 mld zł.

Z kolei PZU realizuje nakreśloną przez rząd strategię repolonizacji sektora bankowego i w jej ramach negocjuje odkupienie od włoskiego UniCredit 40-proc pakietu akcji Pekao. – Nie oceniam, czy ewentualna inwestycja w Pekao jest dobra czy zła, ale niepewność odnośnie tego, co będzie w przyszłości, rośnie – mówi Porczyk.

Jedyną spółką kontrolowaną przez Skarb Państwa, której notowania w ostatnim roku poszły zdecydowanie w górę, jest Jastrzębska Spółka Węglowa. Akcje JSW należą do liderów hossy w segmencie firm o średniej kapitalizacji – drożejący na światowych rynkach węgiel spowodował, że kurs akcji podskoczył w ciągu roku o 363 proc. Powód wzrostu kursu wydaje się jasny, ale w tym wypadku także o stopie zwrotu zadecydowały w znacznym stopniu czynniki polityczne. JSW w 2014 r. zaangażowała się w ratowanie Kompanii Węglowej, przejmując od państwowej firmy kopalnię Knurów-Szczygłowice za 1,5 mld zł. Ta transakcja była jedną z przyczyn, dla których JSW znalazła się na granicy utraty płynności finansowej, co na początku roku zepchnęło kurs akcji poniżej 9 zł. Skala hossy jest zatem pochodną wcześniejszej zapaści firmy.

>>> Czytaj też: Warszawa awansowała na lidera regionu. Oto najnowszy ranking globalnych centrów finansowych