Ponad sto wielozadaniowych myśliwców najnowszej generacji F-35 – to nowe nabytki japońskiej armii, jak podaje serwis Quartz. Premier Shinzo Abe 18 grudnia zatwierdził pięcioletni plan obronny Japonii. Decyzja o zakupie amerykańskich myśliwców została podyktowana nie tylko rosnącym zagrożeniem militarnych ze strony Chin i Korei Północnej, ale też chęcią złagodzenia napięć na linii USA – Japonia z powodu deficytu handlowego.

Przedstawiony przez premiera plan obronny zakłada zwiększenie liczby myśliwców – obecnie japońska flota liczy 42 myśliwce F-35 z Lockheed Martin, a ma być ich 147. Abe obiecał Trumpowi we wrześniu 2018 r., że Japonia wyda więcej na obronę – w tym na zakup sprzętu z USA. Jeden odrzutowiec F-35 kosztuje 90 milionów dolarów. Szacuje się, że całkowite wydatki na plan pięcioletni wynoszą 27 bilionów jenów (240 miliardów dolarów). Kwota ta obejmuje również zakup dwóch systemów Aegis Ashore (lądowy komponent morskiego systemu antybalistycznego od Lockheed Martin). Japoński niszczyciel klasy Izumo wymaga modernizacji, by stać się lotniskowcem mogącym wystrzelić F-35 i wzmocnić obronę odległych wysp. Japońskie zamówienie od Lockheed Martin obejmuje F-35B, które są zdolne do pionowego startu i lądowania.

Planowane zamówienie stawia Japonię przed Wielką Brytanią w roli największego nabywcy myśliwców odrzutowych, poza USA. Wielka Brytania ma w planach zakup 138 myśliwców F-35.

Premier Abe nie ukrywa, że chce zwiększyć możliwości militarne Japonii. Wydatki na cele wojskowe stale rosną w ostatnich latach. Abe, który jest wnukiem Nobosuke Kishiego – byłego premiera oskarżonego o zbrodnie wojenne i marzącego o remilitaryzacji Japonii –  dąży również do zmiany konstytucji Japonii, w szczególności pacyfistycznego art. 9. Rząd próbował odeprzeć krytykę, jakoby Japońskie Siły Samoobrony mają przekraczać swoją misję obronną  – unikano na przykład określenia „lotniskowiec” na rzecz neutralnego „przewoźnika”. Lewicowa gazeta Asahi skomentowała, że ​​administracja Abego sięga po „znane już językowe sztuczki”, jednocześnie zakupując nadmiarowe wyposażenie, które będzie mogło być wykorzystane do ofensywy.

>>> Czytaj też: „FAZ”: Pomysł europejskiej armii jest całkowicie nierealny