Przewodniczący Parlamentu Europejskiego Martin Schulz zapowiedział, że jeśli po wrześniowych wyborach parlamentarnych zostanie kanclerzem Niemiec, to zakwestionuje cel NATO, aby każdy członek Sojuszu wydawał co najmniej 2 proc. PKB na wojsko.

Pomimo, że cel obowiązuje państwa NATO już od dawna, to kraje, które go wypełniają, są w mniejszości. Do przeznaczania 2 proc. PKB na wojsko wzywał już wielokrotnie prezydent USA Donald Trump. Dziś w Europie tylko 4 państwa NATO spełniają ten cel – Wielka Brytania, Grecja, Estonia i Polska.

Tymczasem Martin Schulz ostrzegł przed „wysoce uzbrojonymi” Niemcami w samym sercu Europy. Główny rywal Angeli Merkel obiecał, że jeśli Partia Socjaldemokratyczna Niemiec (SPD) wygra wrześniowe wybory, to Berlin zakwestionuje amerykańskie żądania.

W opinii Schulza zwiększenie niemieckiego budżetu wojskowego do poziomu 2 proc. PKB oznaczałoby „gigantyczne obciążenie finansowe” największej gospodarki Europy. „Na pewno nie będzie to celem mojego rządu” – stwierdził.
„Sytuacja, w której w środku Europy pojawia się wysoce zmilitaryzowane państwo, nie wpisuje się w priorytety niemieckiej polityki zagranicznej” – uważa Martin Schulz. „Potrzebujemy dziś nie zbrojeń, ale rozbrojenia” – dodał.

Tymczasem obecna kanclerz z ramienia chadeckiej CDU/CSU obiecała, że Niemcy z czasem osiągną cel NATO i będą wydawały na wojsko 2 proc. PKB. Dzień po wizycie Angeli Merkel w Waszyngtonie Donald Trump napisał na Twitterze, że Niemcy są winne NATO “duże sumy pieniędzy”.

Niemiecki minister spraw zagranicznych i były przewodniczący SPD, Sigmar Gabriel, który ustąpił miejsca Schulzowi, nazwał cel NATO „nierealistycznym”.

W czasie spotkania z amerykańskim sekretarzem stanu Rexem Tillersonem Gabriel stwierdził, że wypełnienie przez Niemcy celu NATO sprawiłoby, że inne europejskie państwa patrzyłyby na Berlin z podejrzliwością, co już się dzieje w obszarze gospodarki.

Niemcy zwiększyły w tym roku budżet wojskowy o 8 proc. do poziomu 37 mld euro, co stanowi ok. 1,2 proc. niemieckiego PKB. W opinii Gabriela do niemieckiego budżetu wojskowego powinno się doliczyć wydatki Berlina na pomoc rozwojową, która jest elementem budowy systemu bezpieczeństwa. Wynosi dziś ona aż 0,7 proc. PKB. Argument ten jest jednak odrzucany przez USA.