Andrij Klymenko: Sankcje to wszystko, co mamy

Ten tekst przeczytasz w 7 minut
8 września 2017, 03:50
Ukraina Rosja
Ukraina Rosja/ShutterStock
Nowy pakiet sankcji przyjęty przez Kongres i podpisany przez prezydenta Trumpa rodzi duże nadzieje. Wskazuje on, że USA rozumieją, że gospodarczy nacisk na Rosję to sprawa długoterminowej polityki – mówi Andrij Klymenko, ukraiński ekonomista.

ObserwatorFinansowy.pl:

Ponieważ nikt na Zachodzie nie zamierza walczyć z Rosją ani o Krym, ani o okupowaną część Donbasu, sankcje to jedyny element nacisku na Moskwę. Ustawa podpisana w lipcu przez prezydenta USA zmienia zdecydowanie sytuację i tworzy nową rzeczywistość, dając Ukrainie pewność, że ten nacisk będzie trwał długo. Pojawiły się nowe sfery działania sankcji i w efekcie z biznesowego punktu widzenia cała Rosja stała się toksycznym aktywem.

W odróżnieniu od sankcji europejskich i wprowadzonych przez inne kraje, na przykład Kanadę i Australię, sankcje amerykańskie są eksterytorialne. One nakładają zakazy współpracy gospodarczej z ogromną masą przedsiębiorstw rosyjskich nie tylko na firmy z USA, ale także na biznesy z innych krajów znajdujące się w łańcuchu technologicznym. To mocna decyzja.

Nawet dotychczasowe, dość ograniczone sankcje mocno wpływają na gospodarkę Rosji, a w szczególności na Krym. Jeśli chodzi o anektowany półwysep, Rosja musi ponosić coraz większe koszty związane z jego okupacją. W pierwszym roku po aneksji Kreml starał się zrobić z Krymu nową wizytówkę kraju, podobnie jak wcześniej miało to miejsce w Soczi przy okazji zimowej olimpiady. Liczono, że przyjdą tam inwestycje zagraniczne. Utworzono w tym celu wolną strefę ekonomiczną i dodatkowo strefę gier hazardowych, w której mogą działać kasyna. Moskwa starała się za ich pomocą zwabić zarówno inwestorów zagranicznych, jak i rosyjskie korporacje. Jednak bezskutecznie.

Dzięki sankcjom częściowo został przerwany, a częściowo odłożony na trzy-cztery lata program modernizacji rosyjskiej floty wojennej. Brak ukraińskich i niemieckich turbin spowodował zamknięcie projektu budowy fregat – zamiast planowanych sześciu jednostek zbudowano tylko trzy i więcej nie będzie. Najprawdopodobniej z tego samego powodu zamknięty zostanie też projekt budowy korwet rakietowych. Rosjanie mają problemy z realizacją programów budowy rakiet strategicznych, rakiet powietrze-powietrze i powietrze-ziemia.

Kreml liczył, że jeszcze przez długi czas energia elektryczna będzie dostarczana na półwysep z kontynentalnej Ukrainy, a tu okazało się, że setki miliardów rubli niezaplanowanych wydatków trzeba wyłożyć z własnej kieszeni tu i teraz. W efekcie Rosjanie przejedli swój Fundusz Dobrobytu.

Niedawna sytuacja z dostawą turbin Siemensa dla budowanych na Krymie elektrociepłowni to największe jak dotąd naruszenie sankcji z udziałem zachodniej firmy. Można się zastanawiać, czy kierownictwo koncernu rzeczywiście nie wiedziało, że te turbiny pojadą na Krym, choć wiele wskazuje na to, że nie było tu elementu zaskoczenia. Jednak to, że duży niemiecki koncern w związku z oskarżeniami o łamanie sankcji wywołał taki skandal, to sygnał dla innych światowych firm, że mogą znaleźć się w podobnej sytuacji i lepiej nie ryzykować.

Na Krym nie kwapi się nie tylko kapitał zagraniczny, ale także rosyjski. Nie ma tam ani dużych systemowych banków rosyjskich, ani dużych rosyjskich korporacji. W największe krymskie inwestycje – budowę mostu przez cieśninę Kerczeńską i trasy Tawryda łączącej Kercz z Sewastopolem – zaangażowane są firmy państwowe już objęte sankcjami.

Kiedy w 2014 roku w pierwszych dniach okupacji Krymu przyjechał do Kerczu Dmitrij Rogozin, cieszył się, że przejęto stocznię z 300-metrowym dokiem pozwalającym na budowę tankowców o wyporności do 150 tys. ton, bo takiego doku nie ma w Rosji. Snuł plany budowy nowoczesnych statków dla floty handlowej. Kiedy weszły w życie sankcje, okazało się, że statków handlowych nie da się tam budować, bo w dokumentach będą miały, że zostały zbudowane na Krymie, a to znaczy, że nikt takiego statku nie kupi i nie będą mogły wpłynąć do żadnego portu w cywilizowanym świecie. Dziś stocznia obsługuje wyłącznie rosyjską flotę wojenną i zamiast generować zyski, po prostu przejada pieniądze z rosyjskiego budżetu. Na Krymie są dziś tylko państwowe inwestycje Federacji Rosyjskiej. Wszystkie firmy przychodzą tam nie jak inwestorzy, ale jako zjadacze budżetowych pieniędzy rosyjskich.

Jak już mówiłem, systemowe banki rosyjskie trzymają się od Krymu z daleka. A dopóki nie ma tam dużych banków, dopóty nie będzie też inwestycji. Ani Sbierbank Rossiji, ani WTB nie wchodzą na półwysep. Sbierbank jest już co prawda na amerykańskiej liście sankcyjnej i nie ma dostępu do finansowego rynku USA, ale w Europie na razie pracuje bez problemów. Widać, że boją się, że Zachód całkowicie zamknie przed nimi swoje rynki, posuwając się aż do odłączenia ich od systemu SWIFT, a to już dla tych banków byłaby prawdziwa katastrofa. O komercyjnym kredytowaniu firm, które miałyby tam działać, nie ma w efekcie mowy. Sankcje wobec rosyjskiego systemu finansowego powstrzymują też zagraniczny biznes przed wchodzeniem do okupowanego Krymu. Dla nich nie ma najważniejszego elementu – dużych banków i sprawdzonych systemów płatniczych.

Nie widzę tam niestety przemyślanej polityki skierowanej na osiągnięcie celu. Europa nie odrzuciła iluzji o możliwości uspokojenia Rosji. Nikt z zachodnich polityków nie był na linii frontu i nie rozumie, że nie mamy do czynienia z wewnętrznym ukraińskim konfliktem, jak to próbuje się przedstawić opinii publicznej, tylko z realną agresją Rosji. Wciąż szukają sposobu, jak wpłynąć na Putina i jednocześnie go nie rozzłościć. A to nierealne. Mamy do czynienia z pewną dwulicowością niemieckiej polityki w sprawie Rosji. To skutek tego, że przez ostatnie dziesięć lat interesy wielu tamtejszych firm były i pozostają w Rosji bardzo duże. Podobnie jest z innymi krajami zachodnimi. Byłem niedawno w Austrii. Tam punkt widzenia sprowadza się do tego: Niech już Putin zabierze Ukrainę, żeby już nam nie przeszkadzała zarabiać pieniędzy. Europejska polityka nie myśli strategicznie. Za sankcjami opowiadają się te kraje UE, które wiedzą, co to Rosja i rosyjska okupacja.

Nowy pakiet sankcji przyjęty ostatnio przez Kongres i podpisany przez prezydenta Trumpa rodzi duże nadzieje. Wskazuje on, że USA rozumieją, że gospodarczy nacisk na Rosję to sprawa długoterminowej polityki. Myślę, że wypowiedzi płynące ostatnio z Berlina i Komisji Europejskiej to tylko próby sondowania, na ile Stany Zjednoczone będą twardo obstawać przy swoim stanowisku. Nie sądzę, żeby Europa rzeczywiście wypowiedziała wojnę handlową Ameryce. To byłoby niepoważne. Trzeba mieć świadomość, że sankcje, choć poważnie wpływają na rosyjską gospodarkę, nie są dla niej śmiertelne. Rosja ma jeszcze duży zapas wytrzymałości.

Rozmawiał

– ukraiński ekonomista, szef zespołu do spraw monitoringu skuteczności i przestrzegania sankcji działającego w ramach kijowskiego think-tanku Majdan Spraw Zagranicznych.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: obserwatorfinansowy.pl
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj