„Masa”? Ja udowadniam, że Jarosław Sokołowski, pseudonim Kojber, czyli garnek...
Nie, „Kojber”, bo miał łeb jak garnek. Pseudonim Masa sam sobie dopasował. On nie powinien zostać świadkiem koronnym.
Nie, nie ja. Mówię o tym, że nie powinien, bo on nie był kimś podrzędnym w mafii pruszkowskiej, tylko jednym z jej przywódców, a herszci – zgodnie z prawem – nie mogą być świadkami koronnymi.
Moim zdaniem mogą za mało wiedzieć na ten temat. Z tego, co mi wiadomo, to porównują zeznania „Kojbra” z tym, co mówi w swoich książkach. A że w książkach zmyśla...
„Kojber” połowę to wymyśla. Bierze historie, które słyszał, i opowiada jak swoje. Choćby jak tę z naszego wyjazdu do Tajlandii, kiedy się okazało, że piękne prostytutki to faceci. Doszło do bitwy z ich opiekunami. Jest nawet zdjęcie, jak po niej wyglądamy. „Kuba Gwałciciel” bez ucha, wszyscy lekko zmasakrowani. I zaręczam, że „Kojbra” z nami nie było. On z faktu, że jest świadkiem koronnym, zrobił cyrk. Stał się celebrytą i odcina kupony od tego, że jest gangsterem. Był Łęckim, znowu jest Jarosławem Sokołowskim, bo zobaczył, że lepiej promować prawdziwe nazwisko niż zmienione.
W ostatnich latach kupiłem sto domen i płaciłem za ich pozycjonowanie, żeby nie wychodziło nic w internecie na temat mojego poprzedniego życia, więc nie chodziło mi o to, żeby być celebrytą.
Żeby móc normalnie funkcjonować w biznesie. Zmieniłem nazwisko z Maringe na Wilimberg. Wziąłem fikcyjny ślub z prostytutką.
Zdecydowałem się działać, demaskować układ prokuratorsko-mafijny, kiedy ministrem sprawiedliwości został Zbigniew Ziobro.
Niech pani nie przesadza. Napisałem Andrzejowi Rogoyskiemu, bardzo mądremu i porządnemu człowiekowi, prawnikowi, członkowi rady nadzorczej Polskiego Radia, wiceprzewodniczącemu Trybunału Stanu, co wiem na temat działania ważnych prokuratorów w Warszawie. Nie odpisał. Ale po miesiącu słyszę w mediach, że Ziobro wszystkich tych prokuratorów degraduje.
