Pomór świń dziesiątkuje polską trzodę. Ministerstwo Rolnictwa jest bezradne

Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
11 listopada 2017, 13:20
Afrykański pomór świń to problem, z którym polskim rolnikom przyjdzie się jeszcze zmierzyć nieraz. Ale politycy nie mają pomysłu, jak go rozwiązać.

W Ministerstwie Rolnictwa zastanawiają się, w jaki sposób i za jakie pieniądze postawić mur na Bugu. Zapewnienie o woli postawienia takiej zapory padło w środę na sejmowej komisji rolnictwa z ust wiceminister Ewy Lech. Wszystko po to, by powstrzymać przechodzące przez granicę dziki zakażone wirusem afrykańskiego pomoru świń (african swine fever, ASF). I choć od października nie zanotowano w Polsce ani jednego ogniska tej choroby wśród trzody chlewnej, problem wcale nie zniknął.

To dopiero początek

Najpierw świnia traci apetyt. Potem pojawia się wysoka gorączka (42 st. C), zwierzęciu zaczyna lecieć z nosa. Jest osłabione, słania się na nogach, na skórze pojawiają się krwawe wybroczyny. Zrozpaczony rolnik wzywa weterynarza. Ten powiadamia inne służby. Stado zostaje odizolowane od otoczenia, a kiedy badania potwierdzą, że to ASF – wybite. Zwykle stosuje się metodę gazowania. Zabijane są także wszystkie świnie w promieniu 3 km od ogniska choroby. Czasem nawet na większym obszarze – zagrożenie ocenia powiatowy lekarz weterynarii i to on podejmuje decyzję.

To wszystko nie przebiega tak gładko – rolnicy się bronią, idą z pięściami, czasem z ostrymi narzędziami. Weterynarzy utylizujących trzodę chlewną asekuruje policja, choć funkcjonariusze sami są w strachu. – Jak pójdzie na mnie chłop z kosą, to co, będę strzelał do niego? Za to, że broni dorobku życia? – mówił mi jeden z policjantów. Więc chłopi klną i chcą bić, kobiety wrzeszczą i płaczą, dzieciaków nie da się odgonić, pchają się, żeby zobaczyć jak najwięcej. A widok nie jest przyjemny. Bo co przyjemnego może być w tym, że morduje się zdrowe świnie – dorodne lochy, niektóre prośne, czyli w ciąży, inne już karmiące młode – oczywiście razem z przychówkiem, a także bojowe knury?

Prawda jest taka, że aby pozbyć się problemu w postaci ASF – z którym zmagamy się od początku 2014 r. – trzeba by wybić wszystkie świnie w Polsce, a już na pewno każdą sztukę na wschód od Wisły. Postawić ten płot, innego wyjścia nie ma. No i wymordować większość dzików, wbrew protestom ekologów. Ale proszę sobie wyobrazić polityka – tego ze szczebla centralnego, ale i samorządowego – który wyjdzie i ogłosi takie decyzje ludziom. Już dziś na wsi – zwłaszcza tej podlaskiej, ale też lubelskiej i mazowieckiej, bo na tych terenach występuje pomór – wrze. Sławomir Izdebski, przewodniczący OPZZ Rolników i Organizacji Rolniczych, zapowiada protesty i marsze na Warszawę. Jak wylicza, zaraza spowodowała upadek ponad 3 tys. gospodarstw rolnych, a to dopiero początek. Mieliśmy kiedyś 11 mln sztuk trzody chlewnej, zostało 7 mln. A ministrowie rolnictwa i środowiska, Szyszko z Jurgielem, zachowują się tak, jakby chodzili na pasku zachodnich lobbystów, którym na rękę jest zlikwidowanie hodowli świń w Polsce – wywodzi Izdebski.

A może nie byłoby za czym płakać?

 Cały tekst przeczytasz w Magazynie Dziennika Gazety Prawnej

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: MAGAZYN DGP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj