UE przymknie oko na węgierską praworządność. Budapeszt odwróci się od Polski?

Viktor Orban
Viktor Orban/ShutterStock
Węgry współpracują z UE w kwestii kwot migrantów. Zwiększają składkę do budżetu. Unia się odwdzięcza

Komisja Wolności Obywatelskich, Sprawiedliwości i Spraw Wewnętrznych Parlamentu Europejskiego (LIBE) nie zajmie się w tym miesiącu przygotowywanym przez siebie raportem dotyczącym stanu praworządności na Węgrzech. Do przygotowania takiego raportu została wezwana w rezolucji Parlamentu Europejskiego z 17 maja ubiegłego roku. Posłem sprawozdawcą jest pochodząca z Holandii posłanka Zielonych – Judith Sargentini. Dokument jest kluczowy dla dalszego procesu „dyscyplinowania” Budapesztu. Spowolnienie w tym obszarze można odczytać jako .

Ostatnie posiedzenie LIBE, na którym zajmowano się Węgrami, odbyło się 7 grudnia. Następnie w styczniu, o czym informowaliśmy na łamach DGP, Sargentini udała się na Węgry z wizytą roboczą. Wyjazd nałożył się na dwie istotne informacje węgierskiego rządu: tę, zgodnie z którą Budapeszt udzielił pomocy międzynarodowej prawie 1300 osobom w roku 2017, a następnie deklarację premiera Viktora Orbána, że jego kraj nie wyklucza przyłączenia do stałego rozdzielnika migrantów.

Ta koincydencja nie była przypadkowa. Kilka dni wcześniej padło ze strony Budapesztu zapewnienie, że w kolejnej perspektywie budżetowej. W efekcie raport nie zostanie przedstawiony tuż przed wyborami rozpisanymi na Węgrzech na 8 kwietnia. Nowa data posiedzenia komisji LIBE w sprawie Węgier to 12 kwietnia.

Szef MSZ Péter Szijjártó określił go mianem „raportu Sorosa”. Jego procedowanie w przededniu wyborów dodawałoby tylko rozpędu czysto retorycznej antyunijnej retoryce. Głosowanie nad przyjęciem raportu ma odbyć się we wrześniu, zaledwie na pół roku przed brexitem. Wówczas Unia będzie pochłonięta tym tematem i w trakcie przygotowywania się do wyborów, które najprawdopodobniej odbędą się w maju 2019 r. Tymczasem dopiero na podstawie raportu można procedować dalsze kroki w ramach procedury osławionego artykułu 7.

Jak należy czytać gest Unii? Przede wszystkim świadczy on o wysokich kwalifikacjach węgierskich urzędników w Brukseli, którzy potrafią przekonać, że niechęć Orbána wobec UE jest jedynie wynikiem wewnętrznej rozgrywki politycznej. Unia docenia także ważne polityczne deklaracje wobec Brukseli.

Zgodnie z informacjami płynącymi z instytucji europejskich, przekazywanymi przez media, Węgrzy mają aktywnie uczestniczyć w przygotowywaniu nowego rozdzielnika migrantów. Tak jakby Budapeszt przyjął, że przed kwotami nie ma ucieczki, a jedyne, co jest w stanie ugrać, to przekucie obligatoryjnych kwot narzuconych odgórnie na możliwość samodzielnego „wyboru” migrantów.

Odwilż na linii Budapeszt – Bruksela jest ważna również dla Polski. Z perspektywy Warszawy gest wobec Węgier może być postrzegany jako próba rozegrania i zastosowania podwójnych standardów. Bez względu na jakiekolwiek tłumaczenia przeniesienie prezentacji raportu na okres powyborczy jest decyzją fundamentalną. Szanse na uruchomienie artykułu 7 wobec Węgier stają się jeszcze mniej prawdopodobne.

Wreszcie poparcie bądź nie Polski przez Budapeszt w sporze z Unią przestaje być kwestią obrony przed artykułem 7. O tym, że Węgry w tym temacie nie są wcale pewnym sojusznikiem, pisaliśmy na łamach DGP 27 grudnia ub.r., wskazując, że unijne instytucje mają jeszcze kilka asów w rękawie, aby przekonać Węgry do powrotu do mainstreamu.

Polityczny gest Unii Europejskiej obliczony jest także na pozostawienie Fideszowi czasu na określenie priorytetów trzeciego z rzędu rządu, a także sprawdzenia, jaką większość uda się uzyskać premierowi Orbánowi. Deklaracje o mogącej nadejść powyborczej odwilży pojawiają się nad Dunajem od dłuższego czasu. ⒸⓅ

>>> Polecamy: Kto wygra wojnę handlową USA-Niemcy? Szacunki wskazują na Berlin

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Dominik Héjj, doktor nauk społecznych w zakresie nauk o polityce. Analityk polityki węgierskiej. Autor książki „Węgry na nowo"
Dominik HéJj
doktor nauk społecznych w zakresie nauk o polityce. Analityk polityki węgierskiej, Fot. Mikolaj Starzynski/ materiał prasowe
Zobacz wszystkie artykuły tego autoraUE przymknie oko na węgierską praworządność. Budapeszt odwróci się od Polski? »
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj