Z kim?
A, o to pani chodzi. Z przewodniczącą Lubnauer – pięć miesięcy, z przewodniczącą Gasiuk-Pihowicz też pięć.
Próbowałam walczyć.
Czekały, aż sama odejdę. I jak odeszłam, to pobiegły do niepełnosprawnych, z którymi siedzę, którym pomagam od ponad 20 dni. Nie wiem po co, może żeby się usprawiedliwić.
To jest nieistotne.
Można się inaczej zachowywać. Nawet w polityce można być fair. Przez ostatnie sześć miesięcy próbowałam wytłumaczyć, o co mi chodzi, walczyłam, przekonywałam i za każdym razem była ściana. Szefowa partii i szefowa klubu nie chciały mnie w tej partii. A Katarzyna Lubnauer wydzwaniała do moich ludzi ze struktur i pytała: „A co zrobicie, jak Scheuring wyjdzie z Nowoczesnej?”.
Nie muszę za wszelką cenę być politykiem, nie muszę mieć jedynki na partyjnej liście w wyborach. W Polsce jest 280 tys. dorosłych niepełnosprawnych potrzebujących pomocy i prawie 4 mln wszystkich niepełnosprawnych.
Nie wchodzę w takie dyskusje. To nie ma dla mnie żadnego znaczenia.
Wnosiłam.
Nie. Legalnie. Nikt mnie nie zatrzymywał.
Można. Tylko jeszcze trzeba go nadmuchać. Ale to akurat robił Petru. Dał radę. Mieliśmy pompkę. Dla niego ta pomoc to oczywistość. Zresztą proszę porozmawiać z protestującymi, oni powiedzą, kto pomaga. Tam panuje atmosfera solidarności, wielkich emocji. Ostatnio Kasia i Karol, rodzice dwóch niepełnosprawnych dziewczyn, powiedzieli, że ten pobyt w Sejmie jest dla nich uspołecznianiem i siebie, i ich dzieci. Alicja, mama Kingi z małogłowiem, też uważa, że jej córka się zmieniła w Sejmie, że ten kontakt z ludźmi, to wspólne przebywanie dużo jej dało. Mnie też dużo dało. Myślę, że będę się z nimi znała do końca życia, będziemy, jak to oni mówią, rodzinką.
Treść całego wywiadu będzie można przeczytać w jutrzejszym wydaniu DGP.
>>> Polecamy: Orban ponownie wybrany na premiera. Część opozycji zbojkotowała głosowanie
